X-Meni w filmach Marvela? Nie jest ważne kiedy, lecz jak!

X-Meni znani z komiksów, fot. Marvel Comics
X-Meni znani z komiksów, fot. Marvel Comics
Po latach starań Disney w końcu ma możliwość poszerzenia MCU o uwielbianych przez wielu X-Menów, ale przy tym poziomie narracyjnego zaawansowania filmowego świata Marvela dokooptowanie nowej, licznej grupy bohaterów może być kłopotliwe. O tym, że prędzej czy później tego doczekamy, już wiadomo, ale warto zastanowić się, w jaki sposób Marvel Studios mogłoby to zrobić w zgodzie z komiksowym pierwowzorem.

Prawa autorskie bywają problematyczne. Osoby mniej zorientowane w komiksowym świecie pewnie nawet nie zastanawiały się nad tym, że Spider-Man, X-Meni i Avengersi, choć wydawani przez Marvela, w filmowych realiach należą do różnych korporacji. Bardziej zainteresowani tematem do niedawna musieli po prostu zagryźć zęby i liczyć na cud – ten zresztą nastąpił dość nieoczekiwanie. Film “Spider-Man: Homecoming” z 2017 roku był jak promyk nadziei, przy okazji stając się kasowym sukcesem – jak większość filmów wydanych przez należące do Disneya Marvel Studios. Na produkcji swoje zarobiło także Sony Pictures, które od lat dzierży prawa do adaptacji przygód człowieka-pająka. Już wtedy zaczęły więc pojawiać się pytania o to, czy inni bohaterowie – zwłaszcza X-Meni – również “wrócą do domu”.

UWAGA NA SPOILERY Z FILMÓW NALEŻĄCYCH DO MCU ORAZ UNIWERSUM X-MEN

Jak wiadomo od przeszło roku, negocjacje z 21th Century Fox nie były łatwe, ale zakończyły się sukcesem Disneya. O ile Sony miało świadomość, że właściwie nie korzysta z praw do przygód Spider-Mana (trylogię Sama Raimiego wydano w latach 2002-2007; w 2012 i 2014 roku opublikowano dwie części “Niesamowitego Spider-Mana” nakręcone przez Marca Webba), a konkurencja z Marvelem nic dobrego przynieść nie może, o tyle w Foxie z uporem maniaka miotano się na wszelkie możliwe sposoby. Dochodziło nawet do takich absurdów, jak “nieobecni” X-Meni w produkowanym przez Fox “Deadpoolu”, choć film należy do… uniwersum X-MEN. Ostatecznie moloch Myszki Miki odkupił jednak od koncernu Ruperta Murdocha cały segment rozrywkowy za ponad 71 miliardów dolarów.

Szczęśliwe zakończenie? Być może, ale to nie oznacza, że X-Meni z miejsca wskoczą do Marvel Cinematic Universe. Ba, podczas niedawnego Comic-Conu w San Diego próżno ich było szukać podczas panelu Marvela. Kevin Feige (prezes Marvel Studios) zapewnił jednak, że to tylko kwestia czasu. Ja natomiast sprawdziłem, w jaki sposób można by ich ewentualnie wprowadzić.

X-Meni, podziękujcie Thanosowi

Thanos, fot. Marvel
Thanos, fot. Marvel

Inwazja kosmity o fioletowej facjacie była dość traumatycznym przeżyciem dla Ziemian. Jego pstryknięcie oznaczało śmiercionośne żniwo, choć ostatecznie nie okazało się tym, czego wszyscy się spodziewali. Warto jednak zwrócić uwagę na motyw wieloświatu. Takie wyjaśnienie działania Rękawicy Nieskończoności zasugerowano choćby w zaprezentowanym ledwie miesiąc temu “Spider-Man: Daleko od domu”. Czy tego typu anomalie nie mogłyby więc wywołać różnego rodzaju mutacji, które w przypadku pewnych ludzi oznaczałyby pojawienie się supermocy? To rozwiązanie odległe od komiksowych historii, ale dla scenarzystów filmowych wydaje się najprostszą opcją, by włączyć do MCU nowy typ superbohaterów.

Wieloświat można też ugryźć od innej strony

Doktor Strange, fot. Marvel
Doktor Strange, fot. Marvel

Mówiąc o tym wątku, nie sposób oczywiście pominąć przygód Doktora Strange’a (i w mniejszym stopniu Ant-Mana). O ile bowiem “Spider-Man: Daleko od domu” łączy istnienie wieloświatu z dzianiami Thanosa, o tyle Doktor Strange podróżował przez nie już w filmie z 2016 roku – a więc ich obecność nie jest czymś nowym. Co więcej, na 2021 roku zapowiedziano premierę kontynuację o wiele mówiącym podtytule “in the Multiverse of Madness”. Ta teoria, podobnie jak poprzednia, może wydawać się nieco wydumana, ale sami pomyślcie, jak świetnym jest pretekstem. W tym ujęciu X-Meni nie tylko mogliby zagościć w MCU. Marvel mógłby wręcz “przygarnąć” dotychczasowe produkcje o mutantach jako historie z innego wszechświata czy równoległego wymiaru. To jednak tyleż odważne, ile zwyczajnie mało prawdopodobne posunięcie – zwłaszcza że uniwersum X-MEN było dość kiepsko poprowadzone.

X-Meni w końcu… wyjdą z ukrycia?

Pietro i Wanda Maximoff (kadr z "Avengers: Czas Ultrona"), fot. Marvel
Pietro i Wanda Maximoff (kadr z “Avengers: Czas Ultrona”), fot. Marvel

Największym problemem komiksowych mutantów zawsze było to, w jaki sposób będą oni odbierani przez ludzi. Szkolili się więc i – nie wychodząc z cienia – pomagali, jak tylko umieli (pomijając Bractwo Mutantów, z którym X-Meni walczyli). Czy otwarte działania Avengersów nie mogły ich jednak ośmielić? Tym bardziej po wydarzeniach z ostatnich filmów, gdzie nie tylko bohaterowie, ale i ludzkość na własnej skórze odczuła skutki wymykających się ludzkiemu pojmowaniu działań? Tu na myśl przychodzą choćby Pietro i Wanda Maximoff (notabene – dzieci Magneto, antybohatera, przywódcy Bractwa Mutantów) już w filmie “Avengers: Czas Ultrona” określani mianem mutantów. Mamy więc dwie opcje. Albo X-Meni, tak jak Magneto, żyli w tym świecie, albo Marvel ma pole do popisu… Po tym, co wydarzyło się w kolejnych odsłonach Avengersów – “Wojnie bez granic” oraz “Końcu gry” – ktoś pokroju Charlesa Xaviera mógłby przykładowo zapragnąć, by mutanci zyskali nowy dom, w którym spokojnie mogliby żyć i rozwijać swoje umiejętności.

Brzmi sensownie i nie wymaga przekombinowanych teorii, a przy tym nie ingeruje znacząco w strukturę MCU. Problemem jest jednak rozbieżność czasowa. Jak wiadomo, X-Meni działali od dawna, a w komiksach łączyli nawet sił z Avengersami. Gdyby Profesor X miał się pojawić dopiero teraz, byłoby to olbrzymie odstępstwo od pierwowzoru. Z drugiej strony niezbyt sensowne byłoby też samo tłumaczenie ukrywania się mutantów mimo tak otwartej działalności Avengersów.

A pamiętacie jeszcze “Pierwszego Avengersa”?

Podtytuł filmu “Kapitan Ameryka: Pierwsze starcie” z 2011 roku w oryginale brzmiał właśnie “The First Avenger”. Wówczas to poznaliśmy genezę tego ikonicznego bohatera, który – jeśli się nad tym zastanowić – sam przecież jest mutantem. Jego powstanie w ramach badań wojskowych świetnie wiąże się zresztą z wydaną w 2008 roku miniserią komiksów “Ultimate Origins”. Co ciekawe, występuje tam również postać ciemnoskórego Nicka Fury’ego – tak, tego samego, którego odgrywa Samuel L. Jackson. Tylko po co o tym mówię? Po to, by wspomnieć o agencji rządowej, która próbowała raz jeszcze stworzyć superżołnierza pokroju Steve’a Rogersa, eksperymentując z ludzkim DNA. To rozwiązanie zdaje się w tym momencie najbardziej sensownym ze scenariuszy. Pozwala bowiem zachować czasową spójność oraz wytłumaczyć pojawienie się mutantów jako efektu ubocznego tajnych programów wojskowych. Wciąż kwestią dyskusyjną byłoby to, dlaczego X-Meni pozostawali w ukryciu nawet mimo wydarzeń z finału trzeciej fazy MCU. To jednak zawsze można tłumaczyć ostrożnością Profesora X…

Autor artykułu
More from Damian Halik

LEGO Forma, czyli klocki dla dorosłych… Kto to wymyślił?

Promowane jako "klocki dla dorosłych" zestawy LEGO Forma wzbudziły ostatnio sporo emocji...
Czytaj wiecej