Joaquin Phoenix może powrócić jako Joker (ale nie musi)

Joaquin Phoenix, Todd Phillips, Joker, DC Films, Warner Bros. Pictures
Joaquin Phoenix jako Joker, fot. Warner Bros. Pictures
Zeszłoroczny "Joker" odniósł sukces, na jaki w Warner Bros. nie liczyli chyba nawet najwięksi optymiści, a Joaquin Phoenix ponowie dowiódł swojego aktorskiego kunsztu. I można by na tym poprzestać, ale od razu pomyślano o kontynuacji – nie wiadomo tylko, kto zagra tytułową postać.

Po świetnym przyjęciu filmu Todda Phillipsa studio Warner Bros. niemal natychmiast pomyślało o jego kontynuacji. To zresztą zrozumiałe. Po serii niepowodzeń związanych z DCEU trafili na złoto, które przywodzi na myśl skojarzenia z trylogią Christophera Nolana o Mrocznym Rycerzu. I choć może się to wydać absurdalne, prace nad filmem o dalszych losach Arthura Flecka wcale nie oznaczają powrotu Joaquina Phoenixa. Studio robi jednak wszystko, co może, by Joker nadal miał jego twarz.

Długa droga na wielki ekran

Joaquin Phoenix, Joker, Todd Phillips, DC Films, Warner Bros. Pictures
Kadr z filmu “Joker” (reż. Todd Phillips, 2019), fot. Warner Bros. Pictures

O kunszcie Phoenixa można by pisać wielostronicowe eseje – to bez wątpienia jeden z najlepszych aktorów naszych czasów. Zresztą, to głównie jego zasługą jest tak wielki sukces filmu. “Joker” oderwany od DCEU był jakby mniej komiksowy, za to mroczniejszy i bardziej rzeczywisty. Niby miał w sobie coś z “Zabójczego żartu” Moore’a, ale jeszcze więcej z klasyków Scorsesego – “Taksówkarza” czy “Króla komedii”. Taki bohater chodził Phoenixowi po głowie od dłuższego czasu. Jeśli wierzyć źródłom, to właśnie aktor kilka lat temu wpadł na pomysł, by nakręcić studium psychologiczne komiksowego złoczyńcy. Nie chodziło mu o Jokera, stronił też od mainstreamu – odrzucił zarówno sugestię agenta, by pomówić o tym z Warner Bros., jak i propozycje występu w MCU. I miał świętą rację. Film o cięższym klimacie miał się do występów superbohaterów jak pięść do nosa. Ostatecznie jednak nawiązał współpracę z DC Films należącym do Warner Bros. Niskobudżetowy “Joker” zaczął majaczyć na horyzoncie.

By zrozumieć złożoność tej sytuacji, warto wspomnieć, że w tamtym czasie filmowe uniwersum DC miało już swojego Jokera. Był nim Jared Leto, którego zresztą mocno okradziono z show, jakie – podobno – dał na planie “Legionu samobójców”. Wyrazista, uwspółcześniona kreacja z miejsca podzieliła fanów, na nowo tworząc filmowy wizerunek tej postaci. W przemontowanej na sugestię producentów wersji, jaką zobaczyli widzowie, a pod którą nawet reżyser nie za bardzo chciał się podpisać, Joker grany przez Leto był jednak tylko bezsensownie wrzuconym dodatkiem. Dość powiedzieć, że więcej scen z nim, niż w samym filmie, można było zobaczyć w materiałach promocyjnych. Aktorowi oberwało się za ten występ, a na dodatek bez choćby kurtuazyjnego poinformowania go o planach, ogłoszono, że powstanie nowy, osobny film o Jokerze.

Wpadki DCEU mogły utrącić temu projektowi łeb

Joaquin Phoenix jako Joker, fot. Warner Bros. Pictures
Joaquin Phoenix jako Joker, fot. Warner Bros. Pictures

Choć w 2018 roku prace nad filmem Todda Phillipsa były już zaawansowane, mało brakowało, a projekt zostałby anulowany. Po serii niepowodzeń doszło do zmian na kierowniczych stanowiskach w DC Films. Zaczęto grzebać w inwentarzu, niektóre pomysły odrzucono, inne znacząco zmodernizowano (swoją drogą – warto było). “Joker” pozostał jednak nietknięty, a wszystko dzięki… niskiemu budżetowi. Stosunkowo niskiemu, bo mówimy o ponad 50 milionach dolarów. Suma ogromna, ale w stosunku do kina superbohaterskiego to góra ¼ standardowego budżetu. I wyszło to studiu na dobre, bo film zarobił ponad miliard dolarów na świecie – pomyślano więc o kontynuacji.

Mimo pewnych kontrowersji “Joker” okazał się sukcesem tak kasowym, jak i artystycznym – a ta druga kwestia to dla komiksowych adaptacji pewne novum. Posypały się nagrody, a krytykę brutalności i sugestie, jakoby film mógł sprowokować życiowych nieudaczników do wzięcia sprawy w swoje ręce i agresji na ulicach najlepiej obrazuje rzeczywistość. Zamiast ulicznych rzezi film wywołał… wzmożony ruch turystyczny na pewnych nowojorskich schodach. Nie mroczne przesłanie, a miejsce, gdzie odegrano słynny taniec, najmocniej zainspirowały fanów filmu do działania. Był tylko jeden, maleńki problem. Joaquin Phoenix od początku myślał o tej produkcji jak o jednorazowym, zamkniętym dziele. Ot, jego wymarzone studium psychologiczne postaci. Robota wykonana – pora ruszyć dalej.

Taniec Jokera, DC Films, Warner Bros. Pictures
Słynna scena tańca, fot. Warner Bros. Pictures

Pomijając absurdalną krytykę, sugerującą, że “Joker” może sprowokować rozczarowanych życiem ludzi z zaburzeniami do wyjścia na ulice, by dać innym to, na co zasłużyli, część krytyków filmowych podkreślała, że genialny Phoenix przyćmił pozostałych. Może coś w tym jest, choć sam mam trudności z oceną, jak bardzo górował on nad innymi, a w jakim stopniu to inni po prostu nie mogli mu dorównać.

Tak czy inaczej, Warner Bros. – z Phoenixem czy bez – rozpoczęło pracę nad kontynuacją. W ostatnim czasie przewijało się wiele spekulacji. Sugerowano między innymi, że Arthura Flecka, tyle że starszego, mógłby zagrać choćby Jim Carey. Pojawiały się też inne nazwiska, ale studio jest do tego stopnia zdeterminowane, że podobno złożyło Phoenixowi propozycję nie do odrzucenia. Z drugiej jednak strony kto, jeśli nie on, mógłby ją odrzucić? W zeszłym tygodniu branżowe media donosiły, jakoby była mowa o 50 milionach dolarów za występ w kolejnych dwóch filmach. Suma ogromna, biorąc pod uwagę, że za tyle wyprodukowano cały pierwszy film. Warner Bros. ma jednak zdecydowanie mocniejszy argument.

Jak donoszą źródła, Todd Phillips dostał już zielone światło do rozpoczęcia prac nad kontynuacjami. Na pokładzie jest też Bradley Cooper (jako producent). Po owocnej współpracy z Phillipsem przy pierwszym filmie Joaquin Phoenix ma więc szansę pociągnąć tę historię bez ingerencji studia w treść i styl, choć wbrew swoim pierwotnym planom. Co więcej, ma też mieć duży wpływ na scenariusz, a jedynym, co dzieli go od powrotu do roli, jest podpis pod czteroletnim kontraktem. Wygląda więc na to, że do roku 2024 Joker powróci dwukrotnie – ostatnią niewiadomą jest to, z czyją twarzą. Myślę jednak, że o ile nie pojawią się ciekawsze propozycje artystyczne, aktor zaakceptuje warunki. Nie dla pieniędzy, a dla sztuki oczywiście.

Autor artykułu
More from Damian Halik

Kalendarz Pirelli 2019 jest opowieścią o marzeniach

Najseksowniejszy kalendarz świata powraca, po raz kolejny uciekając od czystego negliżu w...
Czytaj wiecej