Jonathan Higbee ukazuje istotę nowojorskiego życia

Liberated #streetphotography, fot. Jonathan Higbee
Liberated #streetphotography, fot. Jonathan Higbee
Nowy Jork od zawsze przyciągał artystów – nic więc dziwnego, że to tam twórczo ukształtowały się także pokolenia najwybitniejszych fotografików. Nie jest jednak tak, że na przestrzeni dekad największe tuzy pokazały już wszystko, co warto wiedzieć o Big Apple – bez kompleksów udowadnia to nowa fala nowojorskiej fotografii ulicznej na czele z Jonathanem Higbee'em.

Większość kultowych amerykańskich fotografików przynajmniej moment swojego życia poświęciła Nowemu Jorkowi. Nie chodzi o to, że najwspanialsze miasto na świecie – jak nazywają je miejscowi – ma jakąś magiczną moc, wyciągającą artyzm z ludzi. Mocą tego miejsca jest jego budowana przez dekady wielokulturowość; to, w jaki sposób miasto żyje i jak różni są jego mieszkańcy. Wiedzieli o tym Paul Strand – tworząc podwaliny modernizmu i kultowe fotografie pokroju “Wall Street” z 1915 roku; Weegee – przemierzający nocą ulice miasta i tworzący w latach 20. XX wieku gatunek reportażu tabloidowego; Diane Arbus – poszukująca inności i zachwycająca swymi portretami nowojorczyków oraz fotograficznymi esejami; Robert Frank – pionier antymomentyzmu, który w kultowym albumie “The Americans” obalił mity o amerykańskim śnie; czy wreszcie Saul Leiter – ekscentryk, który Nowy Jork odkrywał w kolorze, zanim to było modne. Poniekąd to tropem tego ostatniego podąża od kilku lat Jonathan Higbee, lecz trudno odmówić młodemu artyście własnego, niepowtarzalnego stylu.

Metodą prób i błędów…

Fot. JonathanHigbee.com
Fot. JonathanHigbee.com

Urodzony w 1981 roku artysta dorastał w Missouri, ale od dekady dumnie nazywa siebie nowojorczykiem. Zanim jednak osiadł w Big Apple, Jonathan Higbee sporo się najeździł. Karierę zaczynał w prasie – początkowo w redakcji, następnie jako korespondent. To właśnie przemierzenia Stanów Zjednoczonych i konieczność dokumentowania tych podróży rozpaliły w nim pasję do fotografii. Miał do tego smykałkę, jednak to w Nowym Jorku odnalazł swoje miejsce i dziedzinę, w której poczuł się najlepiej – fotografię uliczną. Idąc śladem wspomnianych we wstępie wirtuozów, Jonathan Higbee przemierzał więc ulice – nie tylko w poszukiwaniu tematów, ale przede wszystkim własnego stylu. Trzeba bowiem pamiętać, że akurat Nowy Jork zdaje się miejscem uchwyconym już z niemal każdej perspektywy; pod każdym kątem. Trochę to trwało, ale głośno zrobiło się o nim w roku 2015.

"The Giant, 42nd Street", fot. Jonathan Higbee
“The Giant, 42nd Street”, fot. Jonathan Higbee

W swoich pracach Jonathan Higbee redystrybuuje Nowy Jork w języku, którego nigdy wcześniej nie słyszałem i nie widziałem, rzucając nowe światło na stolicę fotografii ulicznej.

– Matt Stuart, znany, londyński fotografik uliczny

Jonathan Higbee – zapamiętajcie to nazwisko

"Times Square, 2015", fot. Jonathan Higbee
“Times Square, 2015”, fot. Jonathan Higbee

Wygranie nagrody głównej w prestiżowym World Street Photography 2015 otworzyło nowy etap kariery młodego fotografika. Chwilę później Jonathan Higbee zgarnął też LensCulture 2016 Street Photography Award, co potwierdziło, że pierwsze wyróżnienie nie było przypadkiem. Od tego momentu zdjęcia nowojorczyka goszczą na łamach branżowych portali oraz w prasie kulturalnej, a jego prace doczekały się także kilku międzynarodowych wystaw. To, co wyróżnia jego prace, to niesamowita forma, która stoi na granicy fotografii ulicznej i inscenizowanej. Wystarczy jedno spojrzenie, by mieć pewność, że nie są to spontaniczne “cyknięcia” (choć i takich nie brakuje). Znakiem rozpoznawczym Higbee’ego stały się jednak ujęcia zaskakujące – czy to treścią, czy spójną, przemyślaną formą.

"Life In New York, 2017", fot. Jonathan Higbee
“Life In New York, 2017”, fot. Jonathan Higbee

Nieprzypadkowo pierwsze zdjęcie, które przyniosło mu sławę – “Time Square, 2015” – wygląda tak, jakby zostało stworzone w programie graficznym. Trzeba nie lada kunsztu, by nie tylko uchwycić sytuację, ale też wymyślić odpowiedni kadr i wyczekiwać na moment, w którym będzie on możliwy do uchwycenia. Jak mówi artysta:

Trzeba minut, godzin, a nieraz nawet dni, bym mógł zrealizować swoje wizje. – po czym dodaje – Nie sądzę, aby to mogło wydarzyć się poza Nowym Jorkiem. Moje zdjęcia mówią coś o naturze tego miasta: to połączenie komercji, zgiełku i życia tętniącego całą dobę.

– Jonathan Higbee o swojej twórczości

Zdjęcie z albumu "Coincidences", fot. Jonathan Higbee
Zdjęcie z albumu “Coincidences”, fot. Jonathan Higbee

Twórczość Amerykanina potrafi zaskakiwać, co przysparza mu sporo fanów. Na przestrzeni ostatnich czterech lat udało mu się zebrać niemal 55 000 obserwujących na Instagramie. Nie jest jednak tak, że mówimy o millenialsie żyjącym wyłącznie w internecie. Śladem klasyków Jonathan Higbee postanowił wydać też własną monografię. Debiutancki album zatytułowany “Coincidences” do sprzedaży trafi 5 listopada. Przedsprzedaż ruszyła natomiast w portalu anthology.net. Ostatnio fotografik zdradził także, że wystąpi w filmie dokumentalnym “Fill the Frame” dotyczącym nowej fali street artu.

Źródło: JonathanHigbee.com

Autor artykułu
More from Damian Halik

MOEF przedstawia: kask zainspirowany klockami

Duńczycy zawsze wiedzieli, jak przykuć uwagę dzieci, jednak tym razem przeszli samych...
Czytaj wiecej