JPEGMAFIA – “All My Heroes Are Cornballs” to ekstrakt ze współczesnej kultury

Amerykański raper i producent odnajduje niepokojącą, aczkolwiek intrygującą esencję kultury XXI wieku.

“Sztuka” – to pojęcie nabrało zupełnie nowego znaczenia w XXI wieku. Współcześni artyści zarówno Ci związani z kulturą masową, jak i reprezentanci niszowych estetyk, są znacznie śmielsi od ich poprzedników. Kochają ironię, bezpardonowo wchodzą w polemiki z odbiorcą, a przede wszystkim bardzo silnie inspiruje ich zdezorganizowana kultura internetu.  Nowoczesna twórczość dopasowuje się do czasów zdefiniowanych przez informacyjne przeciążenie. Filmowcy, graficy, pisarze, czy muzycy pokazują światu niekontrolowany wyciek pomysłów, stojący w opozycji do idei spójności wizji, albo nawet poczucia dobrego smaku. Obecnie dzieło powstaje w dużej mierze intuicyjnie, co często wywołuje u odbiorcy sensoryczną dezorientację. 

Muzycznym manifestem popkultury nowej ery można spokojnie obwołać album JPEGMAFIA  “All My Heroes Are Cornballs” (“Wszyscy moi bohaterowie to obciachowcy”).

Prowokacyjny tytuł jest w tym przypadku wyjątkowo trafiony, gdyż całość rzeczywiście brzmi jak chaotyczna, samplowana symfonia autorstwa internetowego trolla. To sztuka uprawiana przez gościa, który pół dnia spędza na Twitterze, szydząc ze wszystkiego i wszystkich. 

Sztuka rapowo-dadaistyczna

Istotnym elementem krążka jest jego autotematyczność. W poszczególnych wersach autor bezpośrednio odnosi się na przykład do sieciowych komentarzy na jego temat, wykpiwając niedojrzałe zachowanie niektórych użytkowników Facebooka czy YouTube. Sporo czasu poświęca także analizie własnego wizerunku awangardowego rapera. Sarkastycznie odnosi się do porównań z grupą Death Grips, a także z dystansem podchodzi do prywatnego, dość groteskowego gustu modowego, który na co dzień podbija Instagram. Nawet przerywające piosenki interludia są parodystycznymi, meta-komentarzami na temat jego podejścia do tworzenia bitów.

JPEGMAFIA rapuje o rapowaniu, komentuje komentarze oraz komponuje w odniesieniu do innych kompozycji. Amerykanin widzi więc w procesie twórczym jedynie absurdalną powierzchowność. Kieruje utwory do pokolenia nowego millenium, bardziej zafascynowanego tweeterowymi awanturami artysty niż jego dokonaniami.

Nieskończony intertekstualny łańcuch skrywa brutalną prawdę – twórca skupia się na pozorach, bo reszta nie ma tak naprawdę żadnego znaczenia. 

Cyniczną filozofię uzupełniają intensywne wrażenia dźwiękowe. Labirynt zróżnicowanych brzmień mieści w sobie m.in. hip-hop, pop, elektronikę oraz alternatywne r&b. Kalejdoskopowy charakter płyty wyraża absolutną, kreatywną wolność ignorującą ramy koherentnego projektu. Niemal każdy utwór co zwrotkę zmienia nastrój, konsekwentnie demonstrując niekonsekwencję. JPEGMAFIA kompletnie nie dba o stabilność poszczególnych kompozycji i zachowuje się, jakby miał spory problem ze skupieniem swojej uwagi. Tym radykalnym podejściem tłumaczy, dlaczego jego “bohaterowie” są “obciachowcami”. Otóż ikony sprzed lat próbują egzystować w nowej rzeczywistości kulturalnej, wciąż dzieląc się ze słuchaczami przemyślanymi, skłaniającymi do refleksji konceptami.

Tymczasem teraźniejsza widownia jest raczej taka jak “All My Heroes Are Cornballs” – zanurzona po uszy w memowym bezładzie, automatycznie neguje sztukę “ważną” i “zaangażowaną”, a wartość odnajduje tylko w irracjonalnej destrukcji. 

Sztuka nieprzejrzysto-futurystyczna

Popularny “Peggy” wszystko obraca w żart. Na czterdziestopięciominutowym projekcie nie ma ani sekundy szczerych emocji. Kontrowersyjny raper i producent rzeczywiście jest głosem generacji, tak jak kiedyś byli nim Bob Dylan albo Morrissey, ponieważ jego dorobek odzwierciedla charakterologiczny rys naszego społeczeństwa. To muzyk ludu przesiadującego godzinami na forach dyskusyjnych, wymieniającego się zabawnymi linkami, które wypełniają egzystencjalną pustkę. My, schowani pod wieloma warstwami ironii internauci, już dawno zapomnieliśmy, czym jest autentyczność. JPEG stworzył osiemnaście hymnów dla nas – osób mylących syntetyczne wrażenia z rzeczywistością. 

Sztuka sarkastyczno-ironiczna




Autor artykułu
More from Łukasz Krajnik

Dlaczego kręci mnie polska muzyka elektroniczna

Syntetyczne brzmienia z kraju nad Wisłą zawieszają poprzeczkę na mistrzowskiej wysokości.
Czytaj wiecej