“Judas and the Black Messiah” – w świecie Czarnych Panter [Recenzja]

Judas and the Black Messiah, Shaka King, Warner Bros. Pictures
Kadr z filmu "Judas and the Black Messiah" (reż. Shaka King, 2021), fot. Warner Bros. Pictures
Ktoś kiedyś powiedział, że filmy zawsze odzwierciedlają czasy, w których powstały, a nie te, o których opowiadają. Oglądając "Judas and the Black Messiah" trudno się z tym nie zgodzić i nie odnieść wrażenia, że ma on swoje odbicie w wielu wydarzeniach, które miały miejsce w USA w ostatnich kilkunastu miesiącach.

Chicago, przełom lat 60. i 70. ubiegłego wieku. Partia Czarnych Panter walczy o prawa czarnoskórych Amerykanów pod przewodnictwem Freda Hamptona (Daniel Kaluuya). W jego towarzystwie znajduje się jednak William O’Neal (Lakeith Stanfield) – informator FBI, który z czasem dokona, niemalże tytułowej, zdrady.

Podwójny agent

Daniel Kaluuya, Fred Hampton, Judas and the Black Messiah, Shaka King, WarnerBros. Entertaiment
Daniel Kaluuya jako Fred Hampton w filmie “Judas and the Black Messiah” (reż. Shaka King, 2021), fot. Warner Bros. Pictures

Fred Hampton każdego dnia walczy z niesprawiedliwością i poświęca się ludziom, którym stanęła ona na drodze. Z kolei William O’Neal zostaje pewnego dnia złapany przez FBI i dostaję propozycję nie do odrzucenia: ma przeniknąć do Czarnych Panter i zdobyć zaufanie Hamptona. Jednocześnie ma oczywiście donosić na niego władzom, które chcą, by przywódcza organizacji zniknął z życia publicznego.

“Judas and the Black Messiah” to film o Afroamerykanach, stworzony przez Afroamerykanów. Zarówno reżyser oraz scenarzysta filmu Shaka King, jak i inni jego twórcy chcieli zrobić dzieło trafnie odzwierciedlającego wszystko to, co boli ich we współczesnej Ameryce. Druga połowa XX wieku i umiejscowienie akcji pośród Czarnych Panter wydały im się natomiast idealnym tłem do tego komentarza. Partia ta bowiem walczyła o prawa czarnoskórej społeczności, zarówno słowem, jak i czynami, a niekiedy nawet bronią. Nie zawsze bowiem istnieje możliwość wywalczenia wolności i równouprawnienia za pomocą samych górnolotnych haseł.

Historia wciąż aktualna

Lakeith Stanfield, William O’Neal, Shaka King, WarnerBros. Entertaiment
Lakeith Stanfield jako William O’Neal, fot. Warner Bros. Pictures

Wyraźnie widać, że film jest opowiedziany przez jedną ze stron i skupia się głównie na niej. Czy to źle? Nie, ponieważ wszelkie wnioski, jakie płyną z ekranu, dla większości widzów wydadzą się słuszne i raczej dość racjonalne. Choć “Judas and the Black Messiah” sam w sobie jest produkcją dość poprawną i niewrzucającą nas na głębokie wody, nierezonującą na długo po zakończeniu seansu, ma w sobie kilka elementów, które zapadają w pamięć.

Warto zwrócić tu uwagę na dwóch aktorów, którzy zostali w tym roku docenieni nominacjami do Oscara. Zarówno Kaluuya, jak i Stanfield wypadają tu świetnie, kolejny raz udowadniając, że warto wyczekiwać każdej produkcji, w której występują. To historia dwóch postaci, które – choć stoją po przeciwnych stronach barykady – spotykają się pośrodku i muszą zdecydować, jak dalej potoczą się ich losy.

Daniel Kaluuya, Fred Hampton, Shaka King, WarnerBros. Entertaiment
Kadr z filmu “Judas and the Black Messiah” (reż. Shaka King, 2021), fot. Warner Bros. Pictures

“Judas and the Black Messiah” może nie jest filmem, który zasługuje na wszystkie nagrody sezonu, ale na pewno warto zwrócić na niego uwagę. Doskonale oddaje nastroje, jakie panują dzisiaj wśród społeczności afroamerykańskiej, a co za tym idzie – wpisuje się w głos młodego pokolenia, które również ma dość wciąż postępującej niesprawiedliwości. Idealnie więc widać, że choć od czasów przedstawionych w filmie minęło kilka dekad, to niestety niewiele się zmieniło.

Autor artykułu
More from Jan Urbanowicz

“Pewnej nocy w Miami…” – historyczne spotkanie [Recenzja]

Do teatru chodzę zdecydowania rzadziej niż do kina, ale cenię go równie...
Czytaj wiecej