Julek Ploski przedstawia niemożliwy do zaszufladkowania album “Śpie”

Muzyka młodego producenta wyraża lęki społeczeństwa spędzającego pół życia przed ekranem komputera.

Kilka ładnych lat spędzonych na obserwowaniu polskiej sceny niezależnej uświadomiło mi jedną, ważną rzecz. Otóż lokalna muzyka elektroniczna jest bezcennym dobrem narodowym, które przy lepszej promocji i efektywniejszej państwowej polityce kulturalnej, mogłoby być naszym głównym towarem eksportowym.

Podczas, gdy rodzimy pop często grzęźnie w kompozycyjnej mieliźnie, a rock’and’roll po cichu dokonuje żywota, autorzy futurystycznych dźwiękowych panoram wprowadzają do nadwiślańskiej popkultury, niesamowicie potrzebny powiew świeżości.

Jedną  z najbardziej unikalnych osobowości uprawiających gatunek “deconstructed club” jest Julek Ploski. Twórczość warszawskiego artysty wygina i deformuje schematy muzyki tanecznej, poszukując dla niej nowych, wartościowych znaczeń. Mimo młodego wieku i zaledwie dwóch pełnoprawnych krążków na koncie nieszablonowy producent ma potencjał, by niedługo stać się czołową postacią współczesnego, awangardowego grania.

julek ploski i jego awangardowa estetyka

Jego najnowsza propozycja, czyli “Śpie” absolutnie nie wdzięczy się do odbiorcy

Następca świetnie przyjętego debiutu “Tesco” to bardzo odważny kolaż borujących niczym sprzęt dentystyczny post-industrialnych brzmień, opisujących rzeczywistość jak ze snu. Abstrakcyjna forma utworów przywołuje na myśl ludzką egzystencję w codziennym matriksie.

Te dezorientujące dźwięki w połączeniu z tytułami rozpoczynającymi się zwykle od słowa “ja”. Ukazują jednostkę próbującą wyrwać się z objęć symulacji, skonstruowanej przez media społecznościowe oraz technologię VR. Kompozycje kreują obraz kogoś pragnącego rekonstrukcji własnej tożsamości, rozmytej przez cyfrową fikcję, która w XXI wieku stała się bardziej atrakcyjna niż rzeczywistość. 

Uderzająca do głowy atonalność wyraża konflikt człowieka z maszyną. Nienaturalne rytmy, a także koślawe sample wokalne należy traktować jako mikropęknięcia pokrywające cyfrową, pozorowaną utopię. Zaburzające idealną wizję zarysowania, pojawiają się za każdym razem, gdy przypominamy sobie o tym, co koncerny w rodzaju Facebooka czy Google’a wyczyniają z naszymi danymi.

Nie ma co się oszukiwać – brzmienie “śpie” nie sprawia słuchaczowi przyjemności. Niepokojąca stylistyka albumu czasem przeraża, a innym razem po prostu męczy, ale to dlatego, że skutecznie odzwierciedla nierówną walkę siły woli z potęgą internetowej obsesji. Narrator tej zatrważającej momentami opowieści, to heros na miarę naszych czasów, który w poszukiwaniu zapachu wolności, ucieka przed wiadomościami zawartymi w podcastach, youtube’owych filmach, memach oraz forumowych postach.

julek ploski uprawiający sztukę dezorientacji

Pojawienie się na naszym rynku wydawniczym tak abstrakcyjnego projektu jest naprawdę zaskakującym incydentem

W dekadzie opartej na niekończącym się researchu, młody twórca uprawia sztukę wymykającą się jakimkolwiek definicjom. Julek ploski funkcjonuje w rządzonej przez żelazne algorytmy popkulturze jako zupełnie odrębny, autonomiczny byt. Myślę, że polska muzyka potrzebuje jeszcze więcej właśnie takich wyjątkowych głosów, nieprzystających do powszechnych statystyk popytu oraz podaży. Oby co roku pojawiało się ich coraz więcej.


Autor artykułu
More from Łukasz Krajnik

Na “Ultimate Success Today” Protomartyr popisują się postpunkowym cynizmem

Amerykańscy postpunkowcy z zespołu Protomartyr od prawie dekady punktują grzechy XXI wieku. Wygląda...
Czytaj wiecej