Pierwszy wśród gwiazd

Pamiątkowa kartka pocztowa, Wostok 1, Rykoff Collection
Pamiątkowa kartka pocztowa, którą wyemitowano po udanej misji Wostok, fot. Rykoff Collection
Po sześćdziesięciu latach od momentu, gdy Jurij Gagarin jako pierwszy człowiek poleciał w kosmos, niezmiennie powtarzane są te same anegdoty, ale i półprawdy na temat kosmicznego wyścigu. Czy jego wyczyn naprawdę był tak ważny i jakie znaczenie ma z dzisiejszej perspektywy?

Naród rosyjski z różnych, głównie historycznych powodów postrzegamy często w sposób skrajny: jako wroga bądź ludzką karykaturę. W rzeczywistości jednak chyba do nikogo nie jest nam bliżej – przynajmniej w sensie kulturowym. Niezależnie od stosunku do tej nacji nie możemy natomiast zaprzeczać temu, że wydała na świat wiele wybitnych osobistości. Niejedna spośród nich przyczyniła się zaś do symbolicznego zwycięstwa przez Rosjan wyścigu kosmicznego. Niejaki Konstantin Ciołkowski w połowie lat 30. XX wieku przewidywał ponoć, kim będzie pierwszy człowiek, który przezwycięży grawitację: “Rosjanin, obywatel Związku Radzieckiego, najprawdopodobniej pilot […]”. Gdy krótko przed swoją śmiercią zapisywał te słowa, nie mógł wiedzieć, że osoba, o której pisze, niewiele wcześniej przyszła na świat. Jurij Gagarin urodził się w 1934 roku.

Któż nie słyszał o Gagarinie?

Karta pamiątkowa, Gagarin, Rykoff Collection
Karta pamiątkowa z wizerunkiem i podpisem Gagarina, którą w maju 1961 wyemitowano w nakładzie 2 mln egzemplarzy, fot. Rykoff Collection

Wybraniec czy wielki szczęściarz – tego nigdy się nie dowiemy. Jurij Gagarin miał bowiem niezmiernie ciekawe życie, a droga, która doprowadziła go do wnętrza statku kosmicznego Wostok, była naprawdę kręta. Dość powiedzieć, że jako dziecko czasów wojny wyjadał ze śmietników. Nie skończył też szkoły podstawowej – jako piętnastolatek w trudnych, powojennych czasach wiedział bowiem, że tu i teraz potrzebuje fachu w ręce. Wykształcił się więc na odlewnika-formierza, ale i poczuł wiatr, który przyniósł mu nietypową pasję – lotnictwo.

Młody Jurij Gagarin był wysportowany, uwielbiał jeździć na nartach i łyżwach, ale uprawiał też lekkoatletykę, a nawet grywał w koszykówkę rodem ze zgniłego Zachodu. Pasjonował go także hokej, ale to dzięki zapisaniu się do lokalnego aeroklubu zaczął naukę pilotażu. Świetne wyniki okazały się natomiast przepustką do Wojskowej Szkoły Lotniczej, gdzie szybko piął się po szczeblach kariery. To była zarazem jego pasja, która w późniejszych latach zapewniła mu wieczną sławę, jak i rzecz, przez którą przedwcześnie odszedł z tego świata. Nie ulega wątpliwości, że Gagarin był niezwykle uzdolnionym pilotem. Kolejne stopnie w wojskowej hierarchii gwarantowały mu zaś doskonałe wyniki w szkole.

W 1960 roku oblatywacz znalazł się natomiast w elitarnym, bardzo wąskim gronie WWS 1. Był to pierwszy oddział radzieckich kosmonautów w ramach Wojskowych Sił Powietrznych. Początkowo było ich dwunastu, później skład poszerzono do dwudziestu, ale weryfikacja była bardzo rygorystyczna. Po zaledwie kilku miesiącach działalności wyselekcjonowano natomiast grupę sześciu najlepszych: Hermana Titowa, Andrijana Nikołajewa, Pawła Popowicza, Grigorija Nielubowa, Walerija Bykowskiego i oczywiście Gagarina. Do historii, nie bez odrobiny szczęścia, przeszedł ten ostatni, choć pierwotnie planowano, że w kosmos poleci Titow. Zdecydowało jednak… pochodzenie. Jako syn stolarza i dojarki z kołchozu Jurij Gagarin był lepszym materiałem dla propagandzistów.

Jurij Gagarin – legenda, której Amerykanie mogli tylko pozazdrościć Rosjanom

Jurij Gagarin
Jurij Gagarin w skafandrze (autor zdjęcia nieznany)

Stosunek do kosmicznego wyścigu może być ambiwalentny. Z jednej strony konkurencja między USA a ZSRR napędziła technologiczny rozwój, jaki dokonał się w latach 50. i 60. Z drugiej jednak nie ulega wątpliwości, że był to element pokazu sił. Dominacja militarna Rosjan z naszej perspektywy była szczególnie niebezpieczna, ale nie oszukujmy się – mało kto rzeczywiście wiedział, jak ten wyścig wpłynie na rzeczywistość. Rosjanie natomiast w swoim stylu – prostymi środkami – docierali do kolejnych kamieni milowych. Zawsze o krok przed Amerykanami.

Lista pierwszych rzeczy w kosmosie jest wbrew pozorom dość długa, ale nieprzypadkowo przy większości pozycji widnieją właśnie Rosjanie. Pierwszy człowiek w kosmosie 12 kwietnia 1961 roku zapewnił im natomiast kolejne zwycięstwo nad Amerykanami. To nawet zabawne, że obecnie jednak mocniej gloryfikuje się pierwszego człowieka na Księżycu. Spojrzenie na ten wyścig z pozycji bezstronnego obserwatora daje zatem ciekawy pokaz sił… propagandy obu stron. Nie o tym jednak dzisiaj. Zanim bowiem Neil Armstrong wykonał mały krok dla człowieka, Jurij Gagarin nawet już nie żył.

Paradoksalnie zresztą, radziecki bohater narodowy odszedł w momencie, gdy władze robiły wszystko, by do minimum ograniczyć takie niebezpieczeństwo. W drugiej połowie lat 60. Gagarina przymierzano do roli tego, który jako pierwszy stanie na srebrnym globie. Katastrofa Sojuza 1 w 1967 roku i utrata niezwykle ważnego astronauty Władimira Komarowa wprowadziły jednak w radzieckich szeregach spory niepokój. Ostatecznie uznano natomiast, że Jurij Gagarin więcej w kosmos nie poleci. ZSRR nie mogło sobie pozwolić na to, by stracić kolejnego bohatera. Nie minął jednak nawet rok, a Pierwszego człowieka już nie było. Zginął w wątpliwych okolicznościach – do dziś spekuluje się, z jakiego powodu pilotowany przez niego MIG-15UTI runął na ziemię podczas standardowych ćwiczeń.

Błyszczący mocniej od gwiazd

Jurij Gagarin, Plac Czerwony, Vlastimir Shone, Gamma-Rapho
Gdzie się nie pojawił, Jurij Gagarin witany był jak gwiazda (Plac Czerwony, 1964), fot. Vlastimir Shone/Gamma-Rapho

Jurij Gagarin, choć zmarł w wieku zaledwie 34 lat, przeszedł do historii o wiele wcześniej. Tak naprawdę już w momencie powrotu na Ziemię – po spędzeniu zaledwie godziny i czterdziestu ośmiu minut w przestrzeni kosmicznej – jego życie zmieniło się na zawsze. Stał się narodowym bohaterem. Gwiazdą, która niejedno miała zresztą za uszami. Jego nazwisko słyszał (a przynajmniej powinien) dosłownie każdy. Kim zaś jest wspomniany przeze mnie na początku Konstantin Ciołkowski? To już o wiele trudniejsze pytanie, które dość brutalnie pokazuje kazus chwały w cieniu gwiazd. Ów mędrzec, który z taką pewnością w 1935 roku przewidział, że to Rosjaninie wygrają wyścig w nieznane, jest bowiem jedną z postaci, bez których w ogóle by tego wyścigu nie było!

Urodzony w 1857 roku matematyk-samouk miał w sobie coś z futurologa. Choć dysponował jedynie papierem, ołówkiem i podstawową wiedzą na temat praw fizyki. Niedowidział i właściwie nie słyszał, ale potrafił przy tak ograniczonych możliwościach odrywać się od ziemi – przynajmniej na chwilę, mentalnie, unosząc się w stanie nieważkości. Ciołkowski teoretyzował na temat kosmosu z niezwykłą trafnością i właściwie w pojedynkę stworzył podwaliny późniejszych programów kosmicznych. Co więcej, część z pojawiających się w jego zapiskach wizji dopiero dziś znajduje śmiałków, którzy chcą te plany realizować. Na tym tle Jurij Gagarin niewiele różnił się od Łajki, lecz mimo to po sześćdziesięciu latach jego gwiazda nie blednie.

Jednym z największych absurdów jest to, że szkice Ciołkowskiego napędzały zarówno Rosjan, jak i Amerykanów

Jurij Gagarin, Leszek Wysznacki, Warszawa od wyzwolenia do naszych dni, Wydawnictwo Sport i Turystyka
Tłumy witające Gagarina w Warszawie (1961) – zdjęcie z książki Leszka Wysznackiego “Warszawa od wyzwolenia do naszych dni” (wyd. 1977), fot. Wydawnictwo Sport i Turystyka

Genialny matematyk był inspiracją dla Wernhera von Brauna – nazisty, który dla III Rzeszy stworzył pociski V2, a po II wojnie światowej z jego wiedzy i doświadczeń skorzystali Amerykanie. W ten oto sposób były oficer SS stał się pionierem programu kosmicznego USA – dzięki obliczeniom genialnego Rosjanina. Dziś, mając historyczną wiedzę, możemy z dużo większą precyzją rozróżniać gwiazdy od celebrytów. Osiągnięciu Gagarina umniejszać oczywiście nie zamierzam – dał z siebie wszystko w 1961. To nieżyjący od osiemdziesięciu sześciu lat Ciołkowski wciąż jednak może zaskakiwać.

Dziś, w dobie nowego wyścigu kosmicznego, można jedynie przyklasnąć wizjonerskim teoriom naukowca. Gwiazdy, wciąż pielęgnowane z ogromną starannością, trzeba natomiast sprowadzić na Ziemię. Pierwszych ludzi było wielu – i wielu jeszcze będzie. To pasjonujące, jak wiele pokoleń Gagarin czy Armstrong pchali do przodu – ku marzeniom. Zacznijmy jednak z równie wielką starannością mówić o tych, bez których astronauci byliby uziemieni. Każdy chciałby lecieć ku chwale ojczyzny i wbijać symboliczne flagi na nieznanych obecnie terenach. Kto jednak zadba o to, by takie scenariusze były możliwe nie tylko w kinie fantastycznonaukowym? To nie od przyszłych zdobywców kosmosu, a od młodych adeptów świata fizyki zależy, jak daleko uda nam się polecieć w przyszłości.

Autor artykułu
More from Damian Halik

Prosto z pracowni, czyli młodzi artyści walczą o swoje

Dostęp do sztuki stał się w ostatnim czasie mocno utrudniony, choć to...
Czytaj wiecej