“Kajko i Kokosz” – komiks zanimowany [Recenzja]

Kajko i Kokosz, Netflix, Serial animowany
Kadr z serialu "Kajko i Kokosz", fot. Netflix
Każdy z nas ma takie tytuły, które uważa za kultowe i które w jakimś stopniu go ukształtowały. Sam posiadam ich całkiem sporo i choć najwięcej jest tu filmów lub seriali, to oczywiście nie brakuje też albumów muzycznych, książek i… komiksów – a wśród nich "Kajko i Kokosza".

Myśląc o komiksach, zazwyczaj mamy przed oczami tytuły światowe, głównie ze stajni Marvela czy DC Comics. Nie ma w tym oczywiście nic złego ani dziwnego. Nasz rodzimy świat komiksu również miał jednak do zaoferowania znakomite pozycje. Najczęściej wymienia się dwie: “Tytusa, Romka i A’Tomka” Papcia Chmiela oraz “Kajko i Kokosza” Janusza Christy. Ekranizacja tego drugiego właśnie zawitała na Netflixa.

Polski “Asterix i Obelix”

Netflix, Serial animowany
Kadr z serialu “Kajko i Kokosz”, fot. Netflix

Opisując serię o Kajko i Kokoszu, nie sposób nie użyć tego porównania. Sam trzon historii i bohaterów jest bowiem bardzo podobny. Mamy tutaj dwóch wojów, którzy bronią swojego grodu przed wrogami. Jeden z wojów jest niski i szczupły, drugi wysoki i tęgi – brzmi znajomo? Tytułowi Kajko i Kokosz, dwaj słowiańscy wojowie, mieszkają w grodzie kasztelana Mirmiła. Głównymi wrogami mieszkańców są Zbójcerze dowodzeni przez Hegemona, któremu często towarzyszy jego zastępca Kapral. Oczywiście to porównanie nie powinno być odbierane pejoratywnie. Komiks Christy nie jest i nie próbuje być kopią dzieła René Goscinny’ego i Alberta Uderzo.

Komiks Christy przez lata urósł do miana kultowego i bez wątpienia ten tytuł w pełni mu się należy. Seria “Kajko i Kokosz” potrafi zachwycić zarówno rysunkami, jak i scenariuszem. Dialogi są zabawne, lekkie i bardzo przyjemne, a całość można pochłonąć w ekspresowym tempie. Jest to więc idealny materiał na stworzenie na jego podstawie animacji. Wiele lat temu nawet jeden film animowany o przygodach dwóch wojów powstał, jednak nie został on zbyt dobrze przyjęty. Sama animacja nie była zresztą ciekawa i wyglądała dość tanio. Kiedy więc ogłoszono, że powstanie nowy serial animowany, który dostępny będzie na Netflixie, można było podejść do tego nieco sceptycznie. Na szczęście już po pierwszym odcinku wiedziałem, że wszelkie obawy były niepotrzebne.

“Kajko i Kokosz” to seria pięciu odcinków trwających około trzynastu minut każdy. Przedstawione w nich historie znamy z kart komiksu, ale nawet fani oryginału znajdą tu elementy, które na pewno ich ucieszą. Co dokładnie?

Kajko i Kokosz, Netflix, Serial animowany
Kadr z serialu “Kajko i Kokosz”, fot. Netflix

Przede wszystkim zachwyca kreska i sposób animacji. Fakt, jest to animacja bardzo prosta i na pewno nie można jej porównywać z wielkimi światowymi tytułami, ale nie uznałbym tego za minus. Serial wygląda jak komiks żywcem przeniesiony na ekran. Postacie wyglądają dokładnie tak jak w oryginale, a sposób samej animacji sprawia, że mamy wrażenie, iż ktoś wprawił w ruch obrazki z zeszytu. Dokładnie o takie odczucie chodziło twórcom i wyszło to bardzo dobrze.

Scenariusz to również przeniesienie tego, co znamy z komiksów Janusza Christy. W obsadzie głosowej znalazły się takie osoby jak Artur Pontek i Michał Piela (w rolach tytułowych), a do tego również Jarosław Boberek czy Krzysztof Zalewski. Można więc powiedzieć, że zaangażowano do tego projektu specjalistów od dubbingu.

Godne polecenia – nie tylko dla fanów i najmłodszych

Netflix, Serial animowany
Kadr z serialu “Kajko i Kokosz”, fot. Netflix

“Kajko i Kokosz” to pozycja obowiązkowa dla wszystkich fanów tego kultowego komiksu. Nikt nie powinien kończyć seansu z poczuciem niedosytu – chyba że tego, iż odcinków jest tak mało. To idealna pozycja również dla najmłodszych widzów, a przy tym ciekawy i ładny odnośnik do tego, co ich rodzice czytali w dzieciństwie. Myślę, że te historie opowiedziane w serialu przypadną widzom do gustów i być może nawet zachęcą do sięgnięcia po komiks.

Warto obejrzeć “Kajko i Kokosza”, bo to naprawdę bardzo dobrze zrobiona polska animacja, a przy tym jeden z lepszych animowanych seriali dostępnych na Netflixie. Jest też miłą odskocznią od tego, co jest serwowane w mainstreamie. Chciałbym, by ta pozycja została zauważona również w innych krajach i stała się częścią promocji naszej rodzimej popkultury.

Autor artykułu
More from Jan Urbanowicz

Nowe zasady Akademii – Oscary nie dla wszystkich?

Od kilku dni Amerykańska Akademia Sztuki i Wiedzy Filmowej jest na ustach...
Czytaj wiecej