Kamikatsu – miasto, które (prawie) niczego nie marnuje

Malownicze wzgórza, wśród których położone jest Kamikatsu, fot. via Wikimedia Commons
Malownicze wzgórza, wśród których położone jest Kamikatsu, fot. via Wikimedia Commons
Ludzie nie zdają sobie sprawy, jak wiele śmieci wytwarzają każdego roku, miesiąca czy nawet dnia. Nie mają też pojęcia, że zmniejszając ilość produkowanych odpadów, mogliby przyczynić się do poprawy warunków życia nas wszystkich – wystarczy odrobina wysiłku. O tym, że ich redukcja do zera nie jest idylliczną bujdą, dobitnie przekonuje niewielkie japońskie miasteczko Kamikatsu, które już niebawem osiągnie szczyt filozofii zero waste.

Wszyscy wiemy, na jakim poziomie jest świadomość ekologiczna Polaków. W sezonie jesień-zima największe miasta spowija smog. Latem płoną wysypiska śmieci (często nielegalne), co nawet doczekało się niechlubnego określenia “recyklingu po polsku”. Węgiel zastępujemy śmieciami. Odpadów pozbywamy się bez świadomości, że zanieczyszczenie środowiska jest większym problemem niż zapłacenie kilkudziesięciu złotych za utylizację. Generalnie trujemy siebie, swoich bliskich i całą resztę otaczających nas ludzi, zwierząt i roślin. Matka natura nie ma u nas łatwo, ale przykłady na walkę nawet z najbardziej problematycznymi zagadnieniami eko-podejścia do życia płyną zewsząd. Nawet ze słabo rozwiniętego, małomiasteczkowego terenu Japonii, gdzie filozofia zero waste zawładnęła umysłami mieszkańców Kamikatsu.

Czym jest zero waste? To hasło na tyle nośne w ostatnich latach, że chyba niewiele zostało osób nieświadomych jego znaczenia. W najprostszym ujęciu filozofia zero waste to dążenie do możliwie jak największego ograniczenia produkcji śmieci. Jest to rozwinięcie pojęcia recyklingu o element ekonomiczny: nie tylko staramy się oddać produkty uboczne naszej egzystencji do ponownego wykorzystania, ale i dokonujemy świadomych wyborów, które sprawiają, że nawet liczba rzeczy wymagających recyklingu stopniowo zacznie spadać. Brzmi to okropnie, prawda? Nie dość, że trzeba się ograniczać, to jeszcze zajmować głowę myślami o tym, co zrobić ze śmieciami… Jeśli jednak mamy odrobinę oleju w głowie, prędzej czy później do każdego dotrze smutna prawda: Ziemia powoli staje się wysypiskiem śmieci. I to nie jest metafora. Przyrost terenów, które służą składowaniu odpadów, wielokrotnie przerasta postęp procesu urbanizacyjnego.

Brudny problem

Sortownia śmieci w Kamikatsu
Sortownia śmieci w Kamikatsu

Śmieci są w oceanach, śmieci są w lasach, a niebawem będą i w nas, bo to, co trafia do wód i gleby, w końcu do nas wraca. Przykład, jak sobie z tym radzić, płynie z liczącego zaledwie półtora tysiąca mieszkańców Kamikatsu. Niewielkie miasteczko leży na Sikoku – najsłabiej rozwiniętej spośród japońskich wysp. Od razu wytrącamy więc argument z ręki malkontentów, którzy twierdzą, że “Japonia jest o wiele bardziej rozwinięta od Polski”. Jest, ale odsetek śmieci poddawanych tam recyklingowi wynosi w skali kraju około 20%. Kamikatsu jednak znacząco tę średnią zawyża, gdyż miasteczko wykorzystuje ponownie ponad 80% odpadów, a w roku 2020 ma osiągnąć poziom pełnego odzysku. I nie, nie stoi za tym żadna głębsza filozofia – tę wpojono ludziom dopiero w trakcie zmian. Głównym motywatorem były tu bowiem pieniądze, a właściwie chęć ich zaoszczędzenia.

Trudno w to uwierzyć, ale jeszcze na przełomie wieków głównym sposobem radzenia sobie z nadmiarem śmieci było w Japonii spalanie. Ekologia w końcu doszła jednak do głosu i poskutkowała nałożeniem przez japoński rząd drakońskich kar na osoby, które nadal będą to robić. Był rok 2003, gdy władze miasteczka Kamikatsu postanowiły, że w ramach oszczędności zaszczepią wśród mieszkańców ideę zero waste. Ta zaś przyjęła się zaskakująco dobrze!

Zero waste po japońsku

Kazuyuki Kiyohara – manager sortowni odpadów w Kamikatsu, fot. Yumi Asada/ABC News
Kazuyuki Kiyohara – manager sortowni odpadów w Kamikatsu, fot. Yumi Asada/ABC News

Recykling okazał się wielokrotnie tańszy niż spalanie, a właściwie kary, jakie za nie groziły. Najważniejszy był jednak wysiłek osób, które nagle utraciły rzecz tak naturalną, jak regularnie kursująca od domu do domu śmieciarka. W Kamikatsu nie ma kontenerów. Każdy musi segregować śmieci, a następnie zawozić je do punktu recyklingu. Pamiętacie krzyki niezadowolenia, gdy w Polsce wprowadzano obowiązek segregacji na śmieci mokre, suche i szklane? Cóż, mieszkańcy Kamikatsu na co dzień muszą borykać się z… 34 kategoriami śmieci!

Jasne, ludzie narzekali. Do tej pory to robią, choć raczej z przekory, by podkreślić trud, jaki w to wkładają i otrzymać zasłużone słowa uznania. Nie ma jednak nikogo, kto twierdziłby, że wysiłek poszedł na marne. Dziś niewielka miejscowość na południu Japonii odzyskuje ponad 80% odpadów. Okazało się bowiem, że mieszkańcy Kamikatsu nie tylko zaczęli przykładać się do segregacji, lecz obowiązek ten odcisnął także piętno na ich zwyczajach zakupowych. Teraz zwracają uwagę nie tylko na to, ile kupują, ale też na to, w co potrzebne im produkty są pakowane. Najważniejsza jest jednak świadomość, jaką ulgą dla ich otoczenia jest brak śmieci i fakt, że dzięki temu troszczą się zarówno o własne zdrowie, jak i o przyszłość swoich dzieci, wnuków oraz dalszych pokoleń.

Czy wyczyn mieszkańców Kamikatsu można uznać za dobry omen? Prognozy zdają się sugerować, że ich wysiłek może pójść na marne. Nie warto jednak załamywać rąk, gdyż nadchodzą posiłki. Niedawno troje fińskich restauratorów udowodniło, że zero waste z powodzeniem można zaadaptować na potrzeby biznesu. Eksperymentalny projekt z Kamikatsu, który w 2020 roku powinien osiągnąć szczytową formę, nie jest też jedyną miejską inicjatywą! Większe metropolie także dostrzegają problem, dlatego już zapowiadają reformy. Na pierwszej linii stanęły San Diego oraz Nowy Jork. Kalifornijska metropolia do 2030 roku ma zredukować produkcję śmieci o 75%, a po kolejnej dekadzie zupełnie zapomnieć o tym problemie. Z kolei w Big Apple są jeszcze ambitniejsi – poziom 100% zero waste chcą osiągnąć już w pierwszej połowie lat 30. XXI wieku. Jeśli więc nie z Japończyków, może chociaż postarajmy się brać przykład z Amerykanów?

Autor artykułu
More from Damian Halik

Buty z kolekcji BVG x Adidas EQT zastąpią bilet w metrze

Za oknami zima (no, może nie wszędzie), ale wiele osób już teraz...
Czytaj wiecej