Będą kary za cofanie liczników – rząd idzie na wojnę z oszustami

Cyferki na zegarach to niestety dla wielu kupujących wyznacznik stanu auta. Zdj. Piotr Skowron
Cofanie liczników w samochodach to doskonale znany proceder w Polsce. Czy nowelizacja ustawy ukróci te praktyki?

Rząd przyjął projekt nowelizacji ustawy, który przygotowało Ministerstwo Sprawiedliwości. W myśl nowych przepisów cofanie liczników kilometrów w samochodach będzie surowo karane. Takie przestępstwo ma być zagrożone karą od trzech miesięcy do nawet pięciu lat pozbawienia wolności. Co ciekawe, karą można objąć zarówno zleceniodawcę korekty drogomierza, jak i osobę jej fizycznie dokonującej. Stan licznika, tak jak do tej pory, będzie odczytywany przez diagnostę wykonującego coroczny przegląd techniczny i zapisywany w centralnej ewidencji. Na mocy nowych przepisów prawo do odczytu przebiegu auta uzyskają również funkcjonariusze policji, Żandarmerii Wojskowej, Inspekcji Transportu Drogowego i Straży Granicznej. W przypadku awarii zegarów właściciela auta będzie musiał złgosić ten fakt na stacji diagnostycznej i skorygować dane w ewidencji. Taka usługa ma kosztować do 100 zł. W innym przypadku właściciela pojazdu może czekać grzywna do 3000 zł.

Wprowadzenie ponad 20 lat temu liczników elektronicznych miało utrudnić ich korektę. Niestety, jest wprost przeciwnie.

Cofanie liczników to w naszym kraju norma. W Internecie czy na przydrożnych reklamach w okolicach granicy polsko-niemieckiej można znaleźć setki firm wykonujących tzw. „korektę licznika”. Korzystają z ich usług głównie nieuczciwi handlarze chcący otrzymać za sprzedawany samochód wyższą cenę. Krążą dowcipy o tym procederze: „Ile jest kilometrów od Świecka do centrum kraju? -100 000 km.”

Problem polega na tym, że cały ten interes się nakręca. Kupujący auta w Polsce już dawno zafiksowali się na tym, że przebieg wozu jest głównym wyznacznikiem jego stanu. To wierutna bzdura, bowiem, zwłaszcza w przypadku starszych aut, to od ich wcześniejszej eksploatacji i dbałości o naprawy będzie w głównej mierze zależał ogólny stan. W zupełnie innym stopniu zużyty będzie samochód, który pokonał 200 000 km po mieście od takiego, który ten sam dystans przejechał na dłuższych trasach.

Mimo to, w naszym kraju panuje przeświadczenie, że przebieg ma być jak najmniejszy. Wiele zadbanych wozów z dużymi przebiegami zza zachodniej granicy otrzymuje w Polsce tzw. „przebieg komisowy” (ok 190 000km). Sprzedaje je się sporo drożej, niż w przypadku, gdyby miały na drogomierzu o te 100, 200 tysięcy więcej. Handlarze robią to, bo większość kupujących z automatu przekreśla wozy z większymi przebiegami. I tak powstaje błędne koło, w których często sam nabywca auta zdaje sobie sprawę, że jest duże prawdopodobieństwo, iż samochód, który nabył przejechał o wiele więcej, niż wskazuje drogomierz.

Pozostaje pytanie, czy nowe przepisy ukrócą cofanie liczników. Owszem, prokuratura otrzymuje nowe narzędzie do walki z oszustami, czy jednak nowe przepisy nie będą martwe? Jest kilka wątpliwości. Otóż większość samochodów ma „skręconą szafę” jeszcze zanim trafią na polski rynek i przejdą pierwszy polski przegląd, przy którym zostanie po raz pierwszy wprowadzony do ewidencji ich przebieg. Policja i reszta służb mundurowych będzie mogła zareagować w przypadku kontroli jedynie, gdy odczytany przebieg będzie mniejszy od tego zapisanego przy przeglądzie. W innym przypadku, gdy na przykład po pół roku licznik zostanie cofnięty do wartości nieco wyższej, niż ta odczytana przez diagnostę, nie będą mieli podstaw do zatrzymania kierowcy. Nowe przepisy mają wejść w życie z 1 stycznia 2020 roku. Czy zredukują one problem cofania liczników, czy też okażą się kolejnym legislacyjnym bublem? Zobaczymy niedługo.

Autor artykułu
More from Piotr Skowron

Rewolwer Elvisa na sprzedaż

Pamiątki po znanych postaciach są mocno rozrywane, zwłaszcza gdy chodzi o Króla...
Czytaj wiecej