“Zaraza”, czyli Kazik na gorąco

Kazik – „Zaraza” (2020), fot. SP Records
Kazik – „Zaraza” (2020), fot. SP Records
Kazik Staszewski znów wciela się w rolę naczelnego rockowego publicysty.

O ogromnym sukcesie singla “Twój ból jest lepszy niż mój” powiedziano już właściwie wszystko. Pozwólcie więc, bym od razu skupił się w tej recenzji na pozostałych, równie ważnych składnikach najnowszej płyty Kazika. “Zaraza” to prawdopodobnie najbardziej felietonowe dzieło w dorobku tego i tak skrajnie felietonowego artysty.

Każdy, kto śledzi karierę Staszewskiego, wie, że lider Kultu kocha nurzać się w odmętach rockowej publicystyki. Poruszane przez niego tematy często zaskakują aktualnością, ale równocześnie wyjątkowo szybko stają się przeterminowane. Termin przydatności do spożycia tych ciekawszych, kazikowych obserwacji zwykle broniła jednak autorska poetyka twórcy. Czasem miała ona charakter surrealistycznej farsy jak w słynnym “Mars napada”, a innym razem smakowała jak wzruszający aforyzm o ludzkiej samotności w “Zagubiłem się w mieście”.

Te czasy jednak chyba już bezpowrotnie minęły. W roku 2020 publicystycznym impresjom artysty jest niebezpiecznie blisko do niezamierzonej groteski.

Kazik w klipie do utworu “Noże i pistolety” (#2 na płycie “Zaraza”)

Po pierwsze, atakują odbiorcę rymowaniem na poziomie ligi okręgowej zwrotkopisarstwa (“Kwarantanna, kwarantanna/Pokój, kuchnia, kibel, wanna”, “Nie mam na nic czasu, bo oglądam seriale/Nie mam na nic czasu wcale”). Po drugie, porażają niechlujną sloganowością przypominającą szeregowe komentarze z Twittera. Na “Zarazie” Kazik posługuje się satyrą na poziomie młodego adepta tej sztuki, a nie doświadczonego wyjadacza. Album bazuje na grubo ciosanych nagłówkach, które nie mają do zaoferowania nic poza kilkoma, pozbawionymi pierwiastka głębszej refleksji, krzykliwymi hasłami. 

“Zaraza” zwiastuje śmierć archetypu polskiego rockowego wieszcza

Poważany przez masy mniej więcej do końcówki lat dziewięćdziesiątych autorytet (obok Kazika np. Muniek Staszczyk z T.Love) miał w zwyczaju rysować rzeczywistość ultragrubą, złośliwą kreską, co robiło na słuchaczach piorunujące wrażenie. Wyrastająca najczęściej z punkowo-nowofalowych tradycji postać była bowiem głosem ludu, który podobnych myśli nie miał możliwości głośno wyrazić. 

Tymczasem dziś, w dobie powszedniości mediów społecznościowych, socjologiczne wykrzykniki umie stawiać każdy posiadacz modemu. Niektórzy z użytkowników potrafią nawet diagnozować świat celniej niż medialni eksperci. Legitymacja głosu pokolenia straciła miarodajną wartość, a używanie wielkich liter nie tylko przestało imponować, a wręcz zaczęło pachnieć pójściem na łatwiznę. Kazik ten moment przegapił albo zignorował.

Zapewne zastanawiacie się, dlaczego jeszcze nie wspomniałem o czysto muzycznych aspektach płyty projektu…

Otóż dlatego, że brzmienie “Zarazy” w ogóle mnie nie interesuje. Ubogie aranżacje autorstwa Kazika i Wojciecha Jabłońskiego balansują na granicy przyswajalności, uparcie odwołując się do zgniłej karty historii rodzimej popkultury – biesiadnego rock-kabaretu w stylu zespołu Piersi. Częstochowskie rymowanki połączone z melodyczną rubasznością końcówki XX wieku to kombinacja, o której mam ochotę jak najszybciej zapomnieć. Tego samego życzę potencjalnym odbiorcom płyty wydanej przez SP Records.

Kazik udziela wywiadu stacji RMF FM

Autor artykułu
More from Łukasz Krajnik

Lingua Ignota prezentuje najodważniejszą płytę roku – “Caligula”

Jedna z bardziej intrygujących przedstawicielek współczesnej sceny eksperymentalnej bezwzględnie rozprawia się z...
Czytaj wiecej