Kino szyte złotymi nićmi

W chwili gdy piszę te słowa, jestem około 10 000 metrów nad ziemią i wracam z urlopu. Możecie sobie wyobrazić jaką mam smutną minę, bo chyba tak jak każdy, nie lubię wracać z wakacji. Jest jednak coś, co mnie pociesza i dzięki czemu, łatwiej jest mi znieść zbliżającą się szarą rzeczywistość.

Zapewne nie było to trudne do odgadnięcia, ale po ponad tygodniu przerwy, będę mógł znów wybrać się do kina. Jeżeli jest rzecz, za jaką tęsknię na urlopie, to jest to właśnie duży kinowy ekran. Ta przerwa sprawiła, że mam do nadrobienia kilka tytułów, które miały swoje polskie premiery w zeszłym tygodniu, ale jednocześnie nie mogę się doczekać filmu wchodzącego dziś na nasze ekrany.

Powrót mistrzów

Paul Thomas Anderson, to jedno z największych nazwisk kinematografii ostatnich dwóch dekad. Jego filmy, takie jak Magnolia, Aż poleje się krew czy Mistrz, można śmiało zaliczyć do dzieł wybitnych, o których można uczyć w szkołach filmowych. Każdy z nich jest potwierdzeniem tego, że reżyser posiada wielki talent. Do swojego najnowszego filmu zaangażował (po raz kolejny) innego mistrza, tym razem w dziedzinie aktorstwa. Mowa tu oczywiście do Danielu Day-Lewisie — trzykrotnym zdobywcy Oscara (Moja lewa stopa, Aż poleje się krew, Lincoln), który w tym roku ma szansę otrzymać czwartą statuetkę. Nić widomo, zapowiada się kolejną produkcją obu panów, która na długie lata zapadnie nam w pamięci. Mało jest twórców, w przypadku których jestem niemal pewien niesamowicie wysokiego poziomu produkcji, jeszcze przed seansem, a tu wiedziałem o tym, nawet jeszcze przed obejrzeniem jakiegokolwiek zwiastuna. Zarówno Anderson, jak i Day-Lewis, są gwarancją kina wybitnego.

"Nić widmo" – Daniel Day-Lewis jako Reynolds Woodcock (dyst. United International Pictures)
“Nić widmo” – Daniel Day-Lewis jako Reynolds Woodcock (dyst. United International Pictures)

Oscarowy wyścig na finiszu

Za niewiele ponad tydzień, w nocy z niedzieli na poniedziałek polskiego czasu, odbędzie się 90. gala wręczenia nagród Akademii, znanych oczywiście jako Oscary. To największe wydarzenie w świecie filmowym i chodź w ostatnich latach laureaci są niezwykle łatwi do przewidzenia, to u mnie w dalszym ciągu wiąże się ono z wielkimi emocjami. Jak co roku od przeszło dwóch dekad, zarwę noc, by na żywo oglądać święto kina. W wielu kategoriach nominowane są naprawdę wspaniałe filmy i nazwiska, dlatego kto by nie wygrał, to będę zadowolony. Oczywiście najmocniej trzymam kciuki za Trzy bilbordy za Ebbing, Missouri, ale przez nachodzących tydzień mam do nadrobienia jeszcze kilka pozycji, które są tegorocznymi faworytami — miedzy innymi Kształt wody IMIĘ I NAZWISKO. Za tydzień postaram się podzielić z Wami większą ilością moich przemyśleń odnośnie tego, kto może opóźnić Dolby Theatre (SPRAWDZIĆ) ze złotą statuetką. Kto by to jednak nie był, czeka nas cudowny wieczór.

Autor artykułu
More from Jan Urbanowicz

Radujmy się!

Dziś będzie tak trochę nietypowo. Filmy do kin wchodzą, niby to taki...
Czytaj wiecej