Kleszcze i bieganie – czy jest się czego bać?

Fot. Dustin Scarpitti/Unsplash
Fot. Dustin Scarpitti/Unsplash
Latem biegacze chętnie szukają w lesie schronienia przed smagającym słońcem. Zacienione alejki z jednej strony przynoszą ukojenie, z drugiej jednak mogą być miejscem niebezpiecznym. Wszystko przez kleszcze, których populacja od lat się powiększa, ale czy rzeczywiście jest się czego bać i każde zetknięcie z nimi oznacza poważną chorobę?

Za dwa największe zagrożenia związane z ugryzieniem przez kleszcza uważa się boreliozę i kleszczowe zapalenie mózgu (KZM). Brzmi groźnie, ale – na szczęście – można się przed nimi ochronić. Pierwsza z wymienionych chorób ma charakter bakteryjny i leczona jest z wykorzystaniem antybiotyków. Druga natomiast jest wirusowa i w przeciwieństwie do boreliozy można się na nią zaszczepić. Co więcej, a nie każde ugryzienie oznacza zakażenie. Kleszcze i bieganie to duet, który wcale nie musi sprawić nam problemów. Jak ochronić się przed tymi pajęczakami i co zrobić, jeśli przyniesiemy do domu pasażera na gapę?

Nie każdy kleszcz truje

Kleszcze, Kleszcz pospolity, Ixodes ricinus, Erik Karits, Pixabay
Kleszcz pospolity (Ixodes ricinus), fot. Erik Karits/Pixabay

W filmie “Pitbull. Nowe porządki” w reżyserii Patryka Vegi postać grana przez Tomasza Oświecińskiego wypowiada słynną kwestię: “Nie każdy facet z widłami to Zeus”. Podobnie rzecz ma się z kleszczami – nie każdy jest niebezpieczny. Jak podają badacze, zakaża około 30% tych popularnych pajęczaków. Niespełna 70% tych owadów jest dla nas zatem niegroźnych. Ryzyko zakażenia boreliozą lub kleszczowym zapaleniem mózgu spada, jeśli szybko pozbędziemy się szkodnika z ciała. Dlatego tak ważne jest, aby zawsze po powrocie z biegania w lesie obejrzeć dokładnie ciało.

Kleszcze i bieganie – obalamy mity

Wbrew wielu opiniom kleszcze nie spadają z drzew. Najczęściej wdrapują się natomiast na wysokie trawy – do wysokości około metra. Mają stamtąd doskonałe pole manewru, jeśli chodzi o wczepianie się w ciała swoich ofiar. Ludzi zazwyczaj atakują na wysokości nóg i dopiero stąd wdrapują się wyżej, szukając dogodnego miejsca do żerowania. Dlatego nieraz możemy znaleźć kleszcza pod kolanem, w pachwinach czy nawet za uchem.

Jeszcze kilka lat temu bardzo popularne było także przekonanie, że kleszcza należy natrzeć tłuszczem (margaryną lub smalcem) albo przemyć spirytusem. Żadna z tych praktyk jednak nie pomoże – wręcz przeciwnie. Trucie pajęczaka alkoholem uruchomi w nim odruch wymiotny, co tylko zwiększy ryzyko przekazania nam trucizny.

Jak nie dać się złapać?

Oczywiście by zminimalizować ryzyko odkleszczowej choroby do zera, najlepiej nie dać się załapać. Co więc możemy zrobić, żeby zagrać kleszczowi na nosie?

  • Unikajmy skarpetek typu stopki, zamiast nich warto pomyśleć o dłuższej skarpecie kompresyjnej
  • Zamiast luźnych spodenek, postawmy na ściśle przylegające legginsy
  • Skuteczną ochronę mogą też zagwarantować specjalne repelenty z wysoką zawartością groźnego dla owadów DEET w składzie
  • Wybierajmy szerokie leśne dukty, zamiast ciasnych, gęsto porośniętych trawami ścieżek

Przede wszystkim jednak nie wolno dać się zwariować. Jeśli po powrocie z biegowej wycieczki w terenie zlokalizujemy na swoim ciele kleszcza, nie trzeba od razu bić na alarm. Wyciągnijmy szkodnika – najlepiej z wykorzystaniem specjalnej pincety i zdezynfekujmy miejsce wkłucia. Następnie ze spokojem obserwujmy swoje ciało. Dopiero takie objawy jak rumień, bóle stawów, bóle głowy czy gorączka powinny wzmóc naszą czujność i zaprowadzić na konsultację lekarską.

Autor artykułu
More from Krzysztof Brągiel

Domowy izotonik czy gotowy napój ze sklepu?

Rozmaite napoje izotoniczne tłoczą się na sklepowych półkach, nęcąc aktywnych fizycznie konsumentów...
Czytaj wiecej