Kobiety przejmują amerykański hip-hop

Kobiety już nie są postaciami drugoplanowymi amerykańskiego hip-hopu. Obecnie to właśnie one rozdają karty.

To, co kiedyś można było uznać za wizję rodem z science-fiction, dziś jest już oczywistością. Kobiety całkowicie zdominowały amerykański rynek hip-hopowy. Wśród ostatnich płytowych premier najbardziej wyróżniają się właśnie nagrania młodych, zdolnych raperek. Dawno temu dokonania Missy Elliott albo Lauryn Hill funkcjonowały jako interesujące, egzotyczne wyjątki w zdominowanym przez mężczyzn środowisku. Tymczasem obecnie sytuacja zmieniła się diametralnie i to panie dyktują warunki.

Przedstawicielki najbardziej dochodowego dziś gatunku muzycznego są ciekawe, ponieważ uprawiają różnorodną i nieoczywistą sztukę.

Ich dorobek widać na listach przebojów, ale też wśród pozytywnych opinii miłośników głębszych artystycznych refleksji. Ich siła tkwi przede wszystkim w bezkompromisowym w dążeniu do celu. Mistrzynie mikrofonu nie chowają się już po kątach, a raczej śmiało idą po swoje. 

Siłę kobiecego rapu reprezentuje na przykład Rapsody. Jej najnowszy album “Eve” nawiązuje do dziedzictwa legendarnych Afroamerykanek.

Kobiety takie jak Nina Simone czy Michelle Obama funkcjonują tu jako nieśmiertelne symbole walki z przemocą oraz agresją dzisiejszych czasów. Według artystki lekarstwem na zepsucie cywilizacji jest pamięć o celebrujących wyższe wartości, kulturowych korzeniach. Samo brzmienie również jest mocno tradycyjne (odwołuje się do rapu lat dziewięćdziesiątych), aczkolwiek tu i ówdzie przyprawione nowoczesnymi wpływami. Co ciekawe, mimo miłości do poprzednich dekad, autorka albumu nie boi się krytykować seksizmu, którym wtedy grzeszyli nawet najbardziej “progresywni” MC. Marlanna Evans mierzy się z podobnymi niekomfortowymi tematami z rozsadzającymi głośniki wdziękiem oraz charyzmą. 


Kobieta, która nie boi się brutalnej prawdy

Równie świadoma własnej potęgi jest Noname. Artystka  z Chicago, podobnie jak Rapsody ma oczy szeroko otwarte i świadomie komentuje współczesne problemy – rasizm, mizoginię, wszechogarniający nihilizm.

Odróżnia się jednak koleżanki po fachu sposobem prezentowania światopoglądu. Raperka dość mocno kombinuje z hip-hopową formułą, często prowadząc ją w całkiem eksperymentalne rejony. Jej utwory łączą ciepły, relaksujący jazz z czymś, co śmiało można nazwać miejską poezją XXI wieku. Zwrotki ze znakomitego mixtape’u “Telefone” nie prężą muskułów, ani nie próbują rywalizować z innymi twórcami. Poszczególne wersy funkcjonują w zupełnie innej kreatywnej galaktyce, która bywa abstrakcyjna, lecz zawsze niezwykle aktywna emocjonalnie.


Kobieta, która urodziła się do roli miejskiej poetki

Z jeszcze innej gliny ulepiona jest Tierra Whack.

Dwudziestoczteroletnia artystka na, jak do tej pory, jedynym długogrającym materiale “Whack World”, nie stoi na straży feminizmu, ani też nie zajmuje się publicystyką. Natomiast bardzo oryginalnie podchodzi do definicji albumu jako nośnika ekspresji. Osobliwy projekt składa się z piętnastu zaledwie minutowych impresji, komentujących najnowsze trendy muzyki popularnej. Raperka “w pigułce” opisuje tendencje w popie, rapie i neo-soulu, ozdabiając ekspresowe polemiki specyficznym poczuciem humoru. To krążek idealnie odzwierciedlający sposób konsumpcji popkultury w nowym milenium. Tierra dopasowuje poszarpaną, niespójną strukturę do mentalności pokolenia internetu, określonego silnym zaburzeniem koncentracji uwagi. Niektórzy piszą długie eseje o kondycji sztuki w erze streamingowej, a tej pani wystarcza kwadrans, żeby celnie podsumować epokę łatwo przyswajalnego, spotify’owego fast-foodu.

Kobieta, która jak nikt rozumie współczesność

Princess Nokia to równie ciekawa postać, która zamieniła swoje słabości w zalety. Posługuje się nieco melodramatyczną formą emo-rapu, po to, by otwarcie opowiadać o życiowych dylematach. 

Mimo że jej piosenki często pachną pół-amatorską niedoskonałością, to niezwykle poruszające, pozbawione autocenzury teksty wynagradzają wszelkie niedoróbki. Skromna dyskografia Księżniczki ma posmak intymnych (czasem wręcz ekshibicjonistycznych) zwierzeń, ukazujących kruchą oraz wrażliwą personę. Twórczość nowojorskiej dziewczyny bywa mocno nierówna, lecz bijąca z rapowanych wersów naturalność przykrywa czysto techniczne mankamenty. Nie ma tu miejsca na jakiekolwiek sztuczne pozy, a każda linijka trafia prosto w serce. 


Kobieta, która wygrywa dzięki naturalności

W przypadku Lizzo, możemy już śmiało mówić o mocnym flircie ze światem popu. Utwory barwnej estradowej osobowości zarażają przebojowością.

Chwytliwy kolaż różnorodnych smaków (tłusty funk, gorący soul, roztańczone nu-disco, romantyczne r&b) zadowoli nawet wybrednych słuchaczy. Ta królowa dystansu do siebie frywolnie żongluje rozmaitymi stylistykami i w każdej czuje się jak ryba w wodzie. Na dodatek posiada warsztat kobiety renesansu – umie świetnie rapować, wyśmienicie śpiewać i jeszcze rozbawić odbiorcę celną puentą. To prawdopodobnie właśnie ona ma szansę na największy komercyjny sukces, który w przyszłości przyćmi Nicki Minaj, czy Cardi B. Być może pogodna filozofia Lizzo już niedługo podbije masowe gusta i wszyscy dookoła będą dzięki niej bardziej uśmiechnięci. 


Kobieta, która zaraża pogodą ducha



Autor artykułu
More from Łukasz Krajnik

JPEGMAFIA – “All My Heroes Are Cornballs” to ekstrakt ze współczesnej kultury

Amerykański raper i producent odnajduje niepokojącą, aczkolwiek intrygującą esencję kultury XXI wieku.
Czytaj wiecej