Koichi Takada: “forma (wciąż) podąża za funkcją”

Sunflower House, Doug and Wolf, Koichi Takada Architects
Sunflower House (wizualizacja: Doug and Wolf), fot. Koichi Takada Architects
Epoki przemijają, style architektoniczne ewoluują na naszych oczach, jednak wciąż jednym z najczęściej powtarzanych haseł w tej branży jest "forma podąża za funkcją" – każdy projektant rozumie je jednak inaczej. Projekty Koichiego Takady są tego najbarwniejszymi przykładami.

Celowo użyłem powyżej słowa projektant, a nie architekt. Hasło sformułowane przez Louisa H. Sullivana – jednego z najważniejszych architektów amerykańskich; współtwórcy szkoły chicagowskiej; mentora Franka Lloyda Wrighta – niejako łączy bowiem światy architektury i wzornictwa przemysłowego. Fraza form follows function padła po raz pierwszy w jego eseju “The Tall Office Building Artistically Considered” z 1896 roku i była szeroko komentowana. Często nadinterpretowano ją jako wyraz przemyśleń nad celowością architektury, podczas gdy autor miał na myśli przede wszystkim to, by przesadność zdobień bryły nie przysłaniała funkcji obiektu.

Jego przesłanie było zatem proste: forma budynku powinna odzwierciedlać jego funkcję; zewnętrzny wygląd powinien z miejsca sugerować, co dzieje się wewnątrz. Najwidoczniej trudno też było się z nim nie zgodzić, w kolejnych dekadach ochoczo rozwijano bowiem tę myśl. W Europie szczególnie dużą wagę przykładali do tego przedstawiciele Bauhausu, ale i współcześnie słowa Sullivana rezonują w architektonicznym światku. Jednym ze współczesnych tego przykładów jest wielokrotnie nagradzany Koichi Takada – młody australijski architekt, tworzący wizjonerskie projekty futurystycznych, zielonych budynków.

Bądźmy jak słoneczniki

Sunflower House, Doug and Wolf, Koichi Takada Architects
Sunflower House (wizualizacja: Doug and Wolf), fot. Koichi Takada Architects

Energia słoneczna to najlepsze źródło energii odnawialnej. Fotowoltaikę czeka oczywiście jeszcze długa droga, by zmaksymalizować jej efektywność, jednak już teraz potrafi ona napędzać niewielkie miasta. Na świecie powstaje coraz więcej tego typu elektrowni – choć bardziej adekwatne jest tu określenie farma słoneczna. Nawet w Polsce zaczynają pojawiać się plany tego typu inwestycji, co powinno cieszyć, zważywszy na oddolność tych inicjatyw walczących z węglowym uzależnieniem polskiego rządu. Największa obecnie działająca elektrownia fotowoltaiczna w Polsce – w Czerniakowie koło Torunia – ma moc 3,77 MW. Tego typu inwestycje prężnie rozwijają się jednak w województwie lubuskim, Wielkopolsce, a w ostatnim czasie także na Kaszubach. Jak w to wszystko wpisuje się Koichi Takada?

Odwołując się do dziedzictwa Bauhausu, który za pośrednictwem architektury i wzornictwa kształtował relacje społeczne i ekonomiczne społeczeństwa stopniowo przechodzącego postindustrialną transformację, architekt wskazuje wyzwania, przed którymi stoimy obecnie. Mowa oczywiście o zanieczyszczeniu planety, globalnym ociepleniu oraz zbliżającym się przeludnieniu. Szacunki wskazują, że w połowie obecnego wieku na świecie będzie dziesięć miliardów ludzi. Z kolei budynki i infrastruktura odpowiadają obecnie za nawet 40% emisji gazów cieplarnianych. Koichi Takada proponuje więc coś, co odważnie nazywa Nowym Europejskim Bauhausem.

By zobrazować swój pomysł, australijski architekt zaprojektował Słonecznikowy dom. Tworząc koncepcję, ulokował ten intrygujący budynek we włoskiej Marchii, choć tego typu konstrukcja powinna sprawdzić się wszędzie. Im bardziej nasłonecznione miejsce, tym jednak lepiej. Domy jego projektu miałyby bowiem – dosłownie – naśladować słoneczniki, podążając za słońcem.

Koichi Takada ma świetny pomysł, ale nieco się z nim pospieszył

Sunflower House
Sunflower House (wizualizacja: Doug and Wolf), fot. Koichi Takada Architects

Budynki takie jak Sunflower House z powodzeniem można by budować już dziś – będą jednak postrzegane raczej jako awangardowa ciekawostka, nie symbol technologicznego postępu. A koncepcja jest przecież ciekawa! Oczywiście już u podstaw mówimy tu o zielonym budownictwie. Choćby kwestię klimatyzacji rozwiązano tu w sposób naturalny, wykorzystując stary rzymski patent rur uziemiających. Zadbano także o odzyskiwanie wody deszczowej, ale i zminimalizowano rolę rozłożystych fundamentów, utrudniających naturalny obieg wody. Zamiast tego zdecydowano się na centralny filar, będący niczym łodyga, od której dom rozrasta się na boki. Warto też zauważyć, że mamy tu do czynienia z projektem skalowalnym, a więc takim, który można modyfikować zgodnie z zapotrzebowaniem, zachowując jego funkcjonalność. Nie też nie stoi na przeszkodzie, by tworzyć całe osiedla tego typu konstrukcji.

Sama forma, odwołująca się do kwiatu słonecznika, skupia się przede wszystkim na funkcjonalności. Budynek przykuwa uwagę, ale nie razi swoją estetyką. Najmocniej w oczy rzuca się dach – wyraźnie szerszy od budynku, opadający pod kątem. Rozmiar ma jednak znaczenie, będąc naturalną osłoną przeszklonych pomieszczeń mieszkalnych. Ułożenie w połączeniu z ruchem obrotowym maksymalizuje natomiast pochłanianie energii słonecznej przez ogniwa ułożone na dachu. Według autora podążający za słońcem dom chłonąłby nawet o 40% więcej energii niż statyczna instalacja. W ten sposób konstrukcja zyskuje energetyczną niezależność. Tutaj jednak dochodzimy do ściany, na której pokonanie przyjdzie nam nieco poczekać. Problemem wszelkich technologicznych nowinek jest bowiem kwestia rozwoju i optymalizacji.

Projekt Takady może zostać zrealizowany – choć raczej w formie ciekawostki, zapewne stając się turystyczną atrakcją tej rolniczej prowincji. Technologia ma jednak kilka mankamentów. Przede wszystkim w uprzywilejowanej pozycji stawia mieszkańców regionów bardziej nasłonecznionych, nie jest też szczególnie wydajna. Właśnie dlatego fotowoltaika nie może na razie konkurować ze standardowymi elektrowniami, wymagając olbrzymich farm dla napędzania większych miejscowości. Oczywiście kwestią czasu jest stopniowe zwiększanie mocy, ale czy Ziemia ma czas? Rozwiązaniem pośrednio wynikającym z projektu Australijczyka są prywatne instalacje produkujące energię na potrzeby poszczególnych gospodarstw. Te jednak są obecnie zbyt drogie, by każdy mógł sobie na nie pozwolić. Problematyczne byłyby też gęsto zabudowane miasta, dlatego jedyne, co nam pozostaje, to poczekać na rozwinięcie mocy i funkcjonalności tej technologii.

Autor artykułu
More from Damian Halik

Michał Kulesza i jego minimalistyczne wyzwania

Zabawa klockami LEGO może i jest przyjemna, ale czy dalibyście radę robić...
Czytaj wiecej