Przemysł kosmiczny nabiera dosłownego znaczenia…

Kolonia księżycowa (grafika koncepcyjna wykonana dla NASA w 1968 roku), rys. Dennis M. Davidson
Kolonia księżycowa (grafika koncepcyjna wykonana dla NASA w 1968 roku), rys. Dennis M. Davidson
Pomysł, by wydobywać surowce na innych planetach czy przenosić tam fabryki, zdaje się reprezentować skrajnie nierealne dla naszych czasów podejście rodem z fantastyki naukowej. Wiele wskazuje jednak na to, że przemysł kosmiczny może być bliższy realizacji niż jakakolwiek inna ekspansja ludzi w kosmosie.

Warto chyba zacząć od zmiany tego, jak postrzegamy przemysł kosmiczny. Termin ten służy najczęściej określeniu ogółu firm i organizacji, które inwestują w potrzebne do opuszczenia Ziemi technologie. Ich działalność niebawem może jednak doprowadzić do sytuacji, w której znaczenie tego określenia nabierze dosłownego wydźwięku. Co ciekawe, eksperci są zgodni, że ten ruch może być nie tylko opłacalny, ale przede wszystkim – konieczny. W grę wchodzą bowiem nie tylko olbrzymie pieniądze, ale po części także ochrona naszej planety przed jej wyeksploatowaniem. Słyszeliście o niejakiej 16 Psyche? Planetoida rozbudziła fantazję nie tylko prezesów największych globalnych korporacji. Wszystko dlatego, że zawiera pokłady złota, platyny, żelaza oraz niklu warte więcej niż PKB całego świata. Znacznie więcej, a to dopiero początek.

Oczywiście od wysłania sondy na krążącą gdzieś między Marsem a Jowiszem planetoidę do rozpoczęcia wydobycia miną dekady. Faktem jest jednak to, że NASA już w sierpniu 2022 roku rozpocznie misję, by dogłębnie zbadać drogocenne ciało niebieskie. Sam lot zajmie urządzeniu trzy i pół roku, ale zapewni naukowcom dane, które mogą nakłonić możnych tego świata do zwiększenia inwestycji w kosmiczne ekspedycje. Jak na razie skutkuje to natomiast czysto akademickimi dyskusjami, których warto posłuchać:

Układ słoneczny może obsłużyć miliard razy większy przemysł niż Ziemia. Kiedy dostrzeżemy, że dochodzimy do granic naszego poziomu cywilizacyjnego, wykraczającego poza wydolność naszej planety, otworzą się przed nami nowe możliwości, dla większości ludzi dziś niepojęte…

– doktor Phil Metzger, planetolog z University of Central Florida

Przemysł kosmiczny ratunkiem dla ziemi

Powyższe słowa mogą wydać się oczywiście rozważaniami czysto teoretycznymi, ale warto przyzwyczajać się do tego typu stanowisk. Phil Metzger jest zresztą jednym z tych naukowców, których warto słuchać. Zanim objął posadę na uniwersytecie, naukowiec przez trzydzieści lat pracował w NASA. Jego grupa robocza rozwijała natomiast technologie potrzebne do życia międzyplanetarnego, w tym: kosmicznego górnictwa. Dziś Metzger jest natomiast zdania, że to już nie tylko możliwość, lecz konieczność naszego gatunku. Wszystko łączy się z narastającymi problemami cywilizacyjnymi: globalnym ociepleniem, przeludnieniem, wyeksploatowaniem Ziemi do granic jej możliwości. Podejrzewam, że w swej wypowiedzi celowo nie pada termin “skala Kardaszowa”, ponieważ w jej myśl daleko nam do momentu, gdy nasza cywilizacja przejdzie na kolejny poziom. Być może stanie się to jednak trochę szybciej.

Zgodnie z raportem Semiconductor Industry Association z 2015 roku, do 2040 roku nie będziemy w stanie zasilić nawet wszystkich komputerów na świecie. Rozwiązaniem byłby oczywiście przełom w postaci komputerów kwantowych, ale nie można nie mieć planu awaryjnego… A w obliczu malejących zasobów surowców na Ziemi, przemysł kosmiczny idący w kierunku górnictwa zdaje się rozwiązywać sprawę. Przy okazji rozwiązalibyśmy natomiast problem emisji znaczącej części gazów cieplarnianych. Wiedza o tym naukowcy, ale i przedsiębiorcy zaczynają dostrzegać tu możliwości inwestycyjne.

Na Ziemi ciągle taniej, ale…

Robotyzacja i przemysł kosmiczny siłą rzeczy łączą się z procesem kosmicznej kolonizacji (wizualizacja projektu NIAC – NASA Innovative Advanced Concept), fot. NASA
Robotyzacja i przemysł kosmiczny siłą rzeczy łączą się z procesem kosmicznej kolonizacji (wizualizacja projektu NIAC – NASA Innovative Advanced Concept), fot. NASA

Jak na temat rodem z fantastyki naukowej, przemysł kosmiczny wcale nie jest nowym zainteresowaniem naukowców. Od 1999 roku działa między innymi Center for Space Resources at Mines, która co rok organizuje obrady. Wśród naukowców, ekonomistów, analityków oraz ekspertów ds. przemysłu wydobywczego dość długo panowała zgoda. Z czysto ekonomicznego punktu widzenia wydobycie surowców na Ziemi niweczyło marzenia o kosmicznym górnictwie. Dyrektor centrum Angel Abbud-Madrid zauważa jednak, że wiele zmieniło się w ostatnich latach:

Jakieś siedem lat temu na naszych obradach zaczęły pojawiać się firmy takie jak Shackleton Energy czy Deep Space Industries, które rzuciły nowe światło na pomysł wydobycia surowców z asteroid. Początkowo zdawało się nam to dziwne, ale z czasem zauważyliśmy zainteresowanie coraz większej liczby firm. Później w tę działalność zaangażowały się też Korea Południowa, Japonia, Indie i Rosja. Nawet Luksemburg zainwestował znaczne środki w badanie tej tematyki.

– profesor Angel Abbud-Madrid, dyrektor Center for Space Resources

O tym, jak zmieniła się perspektywa ekonomiczna, zadecydował oczywiście rozwój technologiczny. Olbrzymie znaczenie ma tu choćby SpaceX, dzięki któremu gwałtownie spadły koszty związane z wysyłaniem rakiet w kosmos. Elon Musk, ale też Jeff Bezos (Blue Origin) nie są jednak jedynymi miliarderami, których temat interesuje.

Kiedy więc ruszymy w kosmos?

fot. Eli Grek/Pixabay
fot. Eli Grek/Pixabay

Nowe otwarcie dla kosmicznego górnictwa nie jest, niestety, zwiastunem zmian. To zaledwie światełko w tunelu, który opuścimy najwcześniej za kilkadziesiąt lat. Abbud-Madrid studzi zapędy, mówiąc, że obecne działania na tym polu to zaledwie stawianie fundamentów. Meksykański naukowiec nie wyklucza jednak, że jeśli rozwój technologiczny dotrzyma kroku ludzkim ambicjom, niebawem fantastyka naukowa przestanie być fantastyką. Przynajmniej w niektórych sferach. Warto pamiętać, że nawet jeśli za kilkanaście lat rzeczywiście dojdzie do udanej ekspedycji na Marsa, nie będzie to oznaczać natychmiastowej możliwości zakładania tam koloni. To natomiast sprawia, że przemysł kosmiczny wcale nie musi być następstwem kolonizacji.

Wręcz przeciwnie – obecnie znaczne grono naukowców zgadza się, że posłużą do tego przede wszystkim maszyny. Jeśli więc któryś z obecnych 20-, 30-latków pomyślał, że kiedyś będzie mógł odegrać Bruce’a Willisa z “Armageddonu”… Cóż, raczej nie. Nieprzypadkowo przecież NASA zleciła firmie Made in Space, Inc. stworzenie zrobotyzowanego systemu produkcyjnego Vulcan. Jeśli nic wam nie mówi nazwa tej firmy – mowa o twórcach pierwszej drukarki 3D, która potrafiła pracować przy zerowej grawitacji. Ich maszyna potrafiąca samodzielnie produkować sprzęt z ponad trzydziestu różnych materiałów mogłaby natomiast stanowić najistotniejsze, ba, jedyne ogniwo łańcucha dostaw przy początkach kolonizacji.

Innymi słowy: zamiast wozić do kosmicznych koloni tysiące ton sprzętu, wystarczy zabrać tylko część bagażu, a resztę wyprodukować na miejscu. To samo tyczy się też napraw, które można będzie wykonać od ręki, zamiast czekać na dostawę części zamiennych. Przyszłość jest dziś, jak widać. Jeśli dojdzie do tego pełna robotyzacja, tego typu działania będzie można wykonywać nawet w odleglejszych częściach galaktyki. Zamiast wysyłać ludzi na ryzykowne misje, będzie można przygotować im odpowiednie warunki bytu, zanim jeszcze odlecą z Ziemi. Tu jednak wkraczamy już na znacznie dalsze rozważania fantastycznonaukowe. Misja na Księżyc, kolonizacja Marsa i przemysł kosmiczny to jednak kwestie, których przy tym tempie rozwoju doczekamy jeszcze za naszego życia.

Autor artykułu
More from Damian Halik

Fluctuart – pierwsze pływające muzeum na świecie

Sezon wakacyjny czas zacząć – większość zapewne dawno zaplanowała swoje wyjazdy zagraniczne,...
Czytaj wiecej