Król lew – siła nostalgii

THE LION KING - Featuring the voices of James Earl Jones as Mufasa, and JD McCrary as Young Simba, Disney’s “The Lion King” is directed by Jon Favreau. In theaters July 29, 2019.© 2019 Disney Enterprises, Inc. All Rights Reserved.
Kiedy spojrzymy na ostatnie lata w kinie i telewizji, od razu zauważymy, że jak wiele produkcji bazuje na sile nostalgii. To właśnie tęsknota za latami naszego dzieciństwa i młodości, ma nas skierować ponownie do kina i przed ekrany. Pozostaje zadać sobie jednak pytanie, czy długo jeszcze można się opierać właśnie na tym?

Bajka dla każdego

Wyraźnie widać, że twórcy swoje obrazu kierują teraz głównie do osób 30+. To oni wychowywali się w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia i to właśnie w tamtych czasach dzieje się duża liczba aktualnych produkcji. Nie ma co się dziwić, to były fajne czasu – pisze to trzydziestoparolatek. Kiedy ogładam np. “Stranger Things“ od Netflixa, to naprawdę doskonale się bawię i lubię wracać do tamtych lat, które pamiętam z dzieciństwa. 

Nostalgia to jednak dość ryzykowny zabieg, jeśli wykorzystujemy ją do tworzenia filmów. Owszem, może okazać się sprzymierzeńcem i zachęcić do siebie wielu widzów – udało się, skoro w ostatnich latach tyle produkcji ją wykorzystuje. Trzeba wiedzieć jednak, kiedy skończyć, by nie przesadzić. Disney chyba właśnie przesadzać.

Skaza, zdj. Disney

Disney wciąż żywy

Kilka lat temu Disney postanowił, że swoje klasyczne animacje zrobi na nowo, tym razem w wersjach live action. Jak dotąd dostaliśmy takie filmy jak „Kopciuszek“, „Piękna i bestia“, „Księga dżungli“, a także „Dumbo“, czy ostatnio „Aladyna“. Za tydzień do polskich kin wejdzie film, na który bardzo czekałem – zapewne nie tylko ja – którym jest „Król lew“. Nie jestem przeciwnikiem tworzenia nowych wersji tych klasycznych już opowieści. Wiem dlaczego się je robi i zapewne są to filmy nieco bardziej atrakcyjne dla młodych widzów, niż te który my znamy sprzed lat. Jednak nie każdy z nich podobał mi się na tyle, bym mógł zostać jego fanem. Z wyżej wymienionych najbardziej przypadły mi do gustu „Kopciuszek“ oraz „Księga dżungli“. Dlaczego? Wydaje mi się, że głownie z powodu, iż nigdy nie byłem z tymi tytułami emocjonalnie związany, dlatego nie miałem też wielkich wymagań co do nowych wersji. Jednocześnie są to filmy, które zdążyły się już zestarzeć – ale wciąż ładnie – i nowsze wcielenia im wiele dodały. Czy jednak było koniecznością tworzenie nowej wersji „Aladyna“ lub „Króla lwa“?

Jeżeli chodzi o animacje, oba te tytuły należą do moich ulubionych, więc wymagania miałem naprawdę spore. Pierwszy, mocno mnie rozczarował, ale wiem, że przypadnie na pewno wielu dzieciakom, które znam. „Król lew“ zajmuje szczególne miejsce w moim sercu i czekałem na niego, jednocześnie obawiając się, czy nie zniszczy on moich wspomnień z dzieciństwa. Nie zniszczył, ale o zachwycie mówić tu nie mogę.

Rafiki, zdj. Disney

Zwierzęta mają głos

Za nową wersję filmu odpowiada Jon Favreau – reżyser między innymi dwóch pierwszych części „Iron Mana“ oraz wspomnianej wcześniej „Księgi dżungli“. Całość opiera się na „realiach“ czyli mamy tu komputerowo animowane zwierzęta, które – poza umiejętnością mówienia – są niemal jak te, które moglibyśmy obejrzeć na wolności. Podczas seansu miałem wrażenie, że to kolejny z odcinków jakiegoś przyrodniczego programy od BBC. W oryginalnej ścieżce dubbingowej wystąpili między innymi Beyoncé Knowles, James Earl Jones czy Donald Glover. Na razie miałem możliwość zobaczenia filmu z polskim dubbingiem (oryginalny mam w planach), który wyszedł naprawdę dobrze, ale u Disneya nie jest to chyba żadną niespodzianką. 

Cała strona audio-wizualna filmu stoi na najwyższym poziomie. Animacja jest piękna, muzyka jest równie dobra (jeśli momentami nie lepsza) co w oryginale, a piosenki choć posiadają pewne różnice, wpadają w ucho. Problemem filmu jest chyba brak magii, którą miał film 1994 roku. Nie ma on tego „czegoś“ co sprawiało, że nie tylko oglądaliśmy tę opowieść, ale również ją czuliśmy i przeżywaliśmy. Chyba każdy zna pytanie „któż nie płakał na ≫Królu lwie≪?“. Czy na nowej wersji można płakać? Zapewne znajdą się osoby, które uronią łezkę lub dwie, ale raczej nie będzie to powszechne zjawisko. Bardzo brakuje mi mimiki twarzy postaci, która była obecna w klasycznej animacji, a tu jest niemożliwa do osiągnięcia – przynajmniej bez zachowana efektu kiczu. Bez tego, mamy tu po prostu mówiące zwierzęta, które nie mają za bardzo jak przekazywać nam swoich emocji. Cały odbiór na tym bardzo traci.

Oryginalna obsada, zdj. Disney

Sentyment

W jakimś stopniu zwiodłem się na tym filmie, ale też nie oczekiwałem, że w jakimkolwiek dorówna on oryginałowi lub się do niego zbliży. Mam chyba zbyt wielki sentyment do poprzedniej wersji, by zakochać się w nowej. Doceniam pracę jaką włożono w stworzenie tego świata w taki „realistyczny“ sposób, ale serce nie zostało skradzione. Kolejny raz pojawia się też kwestia wtórności tych nowych animacji, które są pop prostu starym, pokazanym w nowy sposób. Niewiele z nich stara się pokazać coś inaczej i bardziej nowocześnie. Nawet jeśli próbują, to w nieco nieudolny sposób.

Najmłodszym widzom film raczej przypadnie do gustu – jeżeli podobała im się „Księga dżungli to „Król lew“ stworzony w podobny sposób przez tę samą ekipę, raczej ich nie zawiedzie. Jeżeli chodzi o starszych widzów, to raczej wyją z kina po prostu zadowoleni, ale bez większych emocjonalnych doznań, albo źli że zagrano sobie na ich nostalgii. Miłości raczej tu nie będzie, bo nie „krąży ona wokół nas“. Szkoda.

Autor artykułu
More from Jan Urbanowicz

Everybody was Kung Fu Fighting

Czy będąc dziećmi marzyliście, aby znać sztuki walki i pokonać każdego, kto...
Czytaj wiecej