Krzysztof Kieślowski – wiecznie żywa metafizyka

Krzysztof Kieślowski, Mary Evans Picture Library
Krzysztof Kieślowski, fot. Mary Evans Picture Library
Kulturalne jubileusze zwykle przyprawiają sztuce nieznośną gębę banału. Bardzo często udowadniają, że pamięć o artyście pokryła już gruba warstwa kurzu, która nadaje kształt rozmaitym "ileśtamleciom" – kurtuazyjnym pocztówkom z miejsc boleśnie wczorajszych.

Osiemdziesiąta rocznica urodzin Krzysztofa Kieślowskiego wybrzmiewa jednak zupełnie inną melodią. Istotny moment tegorocznego czerwca tak naprawdę nie miał na celu przypominać o istnieniu wielkiego reżysera.  Filmografii autora “Trzech Kolorów” nie jest potrzebna rewitalizacja. Jego dzieła nawet na chwilę nie wypadły współczesnej kulturze z głowy. Wspomniane wydarzenie należy więc traktować jak hołd, a nie próbę renowacji znaczenia dorobku mistrza.

Na długowieczność jego wizji wpływa między innymi nietuzinkowe podejście do kwestii metafizycznych

Prod. Polskie Radio

W przeciwieństwie do wielu branżowych koleżanek i kolegów Kieślowski spoglądał na ważkie sprawy z wyjątkowo przyziemnej perspektywy. Takie filmy jak “Dekalog I” grzebią w trzewiach uniwersalnych prawd przy pomocy solidnych, chirurgicznych narzędzi. Fabuły Kieślowskiego noszą w sobie bezpretensjonalną surowość jego twórczości dokumentalnej. Portretują mistyczne toposy bez natchnionego nadęcia, tak charakterystycznego dla wielu europejskich reżyserów mocujących się z absolutem.

Podczas gdy szereg twórców objadało się liryzmem motywów Boga, Prawdy i Przeznaczenia, Kieślowski jak ognia unikał przepoetyzowania. Warszawski wizjoner bezkompromisowo sprowadzał sacrum do poziomu chodnikowego i właśnie tam nadawał mu namacalnej formy. Warto również zwrócić uwagę na to, że dokonania ulubieńca francuskiej krytyki są skrajnie antyakademickie. Co prawda opowiadają historie językiem intelektualisty, ale takiego, którego bardziej od idei człowieka interesuje sam człowiek. To filozofia przypominająca trochę twórczość Andrzeja Żuławskiego.

Choć dzieła obu reżyserów różnią się temperamentem (Kieślowski był cierpliwym badaczem humanistycznym, a Żuławski nieprzewidywalnym, szalonym naukowcem), to łączy je skrajna niechęć do teoretyzowania. Widać to na przykład w “Krótkim filmie o zabijaniu”, gdzie dylemat moralny dotyczący zbrodni i kary ilustrują ekspresyjne obrazy. Dyskurs etyczny odbywa się tu na podstawie rozdzierających serce i duszę sytuacji. Pamiętny obraz ze znakomitym Mirosławem Baką w roli głównej stawia tezy pozbawione bezdusznego, inteligenckiego pragmatyzmu. To film, który analizując ludzką niedoskonałość, potrafi nie tylko zaintrygować, ale też wzruszyć. Gdy Kieślowski przyglądał się wewnętrznym pęknięciom swoich protagonistów, znajdował tam nie słabość, a szlachetność.

Innym elementem budującym wielkość kina Kieślowskiego jest specyficzne, egzystencjalne poczucie humoru

Słynna etiuda dokumentalna twórcy

Zauważalny w filmie “Trzy kolory. Biały” dowcip bierze na celownik absurd bytu, zlokalizowany gdzieś pomiędzy groteską Becketta a syzyfowym heroizmem Camusa. Co zaskakujące, jest to żart, który zwraca się do gorzkiej ironii losu z empatycznym uśmiechem. Nie ma w nim choćby krzty zgryźliwego cynizmu. Reżyser nie kpił z nonsensu naszego istnienia, a raczej próbował go po prostu zaakceptować. Dzięki takiemu podejściu jego bohaterowie zachowywali własną godność nawet zaplątani w pajęczynie okrutnych kolei losu.

Becketta można odnaleźć w kinie Kieślowskiego na jeszcze jeden sposób. Wyłowimy go z chwil niepewności tętniących pod narracyjnym naskórkiem filmów reżysera. Esencję tego zwątpienia widać w “Przypadku”. Opowieść prezentująca trzy różne alternatywne konkluzje życiowych perypetii protagonisty (zabieg, którym inspirował się na przykład Tom Tykwer w “Biegnij Lola, biegnij”), ukazuje wewnętrzne rozdarcie jako stan definiujący naturę ludzką.

Słynny słoweński filozof analizuje kino Krzysztofa Kieślowskiego

Dorobek autora “Krótkiego filmu o miłości” bazuje na pytaniach, które są skazane na nieprzemijalny brak odpowiedzi. Filmografia Krzysztofa Kieślowskiego po beckettowsku unika stawiania kropek, skupiając się przede wszystkim na eksploracji moralnego zawahania. Ta artystyczna decyzja odsłania przed widzem niezwykłą dojrzałość twórcy. Pokazuje, że był on całkowicie pogodzony z niedorzecznością egzystencji i potrafił zaprzyjaźnić się z nią niczym wytrawny stoik.

Kieślowski był twórcą niestroniącym od spirytualnych wycieczek, lecz podczas owych wojaży zawsze zabierał ze sobą torbę pełną racjonalnych refleksji. Jednocześnie potrafił też utrzymać równowagę, krocząc między emocjonalnością oraz pragmatyzmem. Naostrzona dokumentalnym warsztatem optyka twórcy znakomicie tłumaczy kinomanom rzeczywistość nawet dziś, dwadzieścia pięć lat po jego odejściu. Takich artystów po prostu się nie zapomina, niezależnie od częstotliwości organizacji kolejnych jubileuszy.

Autor artykułu
More from Łukasz Krajnik

Na “Rough and Rowdy Ways” Bob Dylan patrzy wstecz

Po kilku latach spędzonych na coverowaniu Sinatry Bob Dylan wreszcie prezentuje publiczności...
Czytaj wiecej