Wizualizacja efektów Projektu Olympus, fot. ICON

Może to zbyt przyziemne (i przyszłościowe) myślenie, ale wiele wskazuje na to, że firma ICON właśnie zapewniła sobie fory na rynku kosmicznych nieruchomości. Teksańska spółka podpisała kontrakt z NASA i rozpoczęła pracę nad technologiami, które zapewnią kosmonautom dach nad głową.

Choć w swej naiwności wciąż szczerze wierzę, że w warunkach ostatecznego zagrożenia nastąpi przełom, który sprawi, że uda nam się uniknąć katastrofy na Ziemi, doskonale zdają sobie sprawę, że to niejedyny sposób na przedłużenie istnienia naszego gatunku. Nie mamy Planety B, co podkreśla się podczas każdej manifestacji klimatycznej, NASA robi jednak wiele, by taką planetę nam przygotować. A pomóc ma jej w tym spółka ICON, która może odegrać kluczową rolę w podboju kosmosu.

Nie od dziś bowiem wiadomo, że celem NASA (ale i Chińczyków) na przyszłą dekadę jest odwiedzenie (a następnie kolonizacja) Marsa. Pod koniec obecnej mamy natomiast wrócić na Księżyc, który przestaliśmy odwiedzać w 1972 roku. Tym razem mamy tam jednak pozostać. Nic więc dziwnego, że coraz częściej powraca temat nie tylko transportu, którego problem rozwiązuje rakieta Starship stworzona przez SpaceX, ale i kosmicznej deweloperki. Kolonizatorzy muszą przecież gdzieś mieszać – tak zrodził się Projekt Olympus.

Oczywiście wybór firmy nie jest przypadkowy. To nie przetarg rodem z polskiej rzeczywistości (zresztą kto dziś robi przetargi?), lecz efektu długofalowego procesu decyzyjnego. NASA w ciągu ostatnich lat szukała inspiracji i nieoczywistych rozwiązań. W organizowanych przez agencję konkursach wyraźnie klarowała się natomiast – dość logiczna – myśl, że jedynym słusznym rozwiązaniem jest jak najszybsza i jak najmocniej zautomatyzowana produkcja domów na miejscu.

ICON ma w kosmosie zrobić to, co od lat robi na Ziemi

Choćby nie wiem jakie cuda wyczarowali inżynierowie Elona Muska, Starship nie jest w stanie dostarczyć na Księżyc gotowych modułów budynków czy ziemskich materiałów budowlanych. To zresztą i tak nie miałoby sensu. Trzeba więc rzeźbić w księżycowym regolicie i robić to w sposób maksymalnie wydajny. Tak się natomiast składa, że firma ICON od 2018 roku z powodzeniem zajmuje się budową domów w technologii druku 3D na terenie USA i Meksyku.

Tak zatem iści się futurologiczny sen o domach z drukarki, który od pewnego czasu snują ludzie łechtani coraz ciekawszymi realizacjami działających w różnych zakątkach świata start-upów budowlanych. ICON jest natomiast jednym z najbardziej na tym polu doświadczonych, z powodzeniem oddającym do użytku kolejne realizacje. Obecnie teksańska firma musi skupić się przede wszystkim na dopracowaniu swojej technologii. W grę wchodzi zarówno dostosowanie maszyn do księżycowych materiałów, jak i warunków – zwłaszcza tamtejszej grawitacji.

Co istotne, firma nie ma na to wiele czasu. Mówi się, że chrzest bojowy ich technologia przejdzie już w 2025-26 roku. To niezwykle krótki okres, choć 57 200 000 dolarów, jakie ICON otrzymało od NASA, z pewnością ułatwi intensyfikację prac. Po wszystkim pozostanie natomiast pytanie o dalsze losy – technologii, podboju kosmosu i ogółem ludzkości. Jeśli projekt się powiedzie, bazy księżycowe stopniowo będą rozbudowywane, pozwalając na stały pobyt astronautów na Srebrnym Globie. Ma się to ziścić już przy okazji misji Artemis-3.

Projekt Olympus to księżycowa próba generalna

Baza księżycowa, Project Olympus, ICON, NASA
Wizualizacja prac nad rozwojem bazy księżycowej w ramach Projektu Olympus, fot. ICON

Powrót na Księżyc jest wydarzeniem niezwykle istotnym dla Amerykanów. To tam symbolicznie odnieśli jedno ze swoich największych zwycięstw nad Związkiem Radzieckim. Wszak Sowieci, choć w kosmosie byli pierwsi, na Srebrny Glob nigdy nie dotarli. Dziś zresztą to nie o konkurencję z nimi Amerykanie powinni się martwić. Obecnie to Chińczycy walczą o swoje miejsce w kosmosie. Ba, mają nawet rozpisany punkt po punkcie plan, wedle którego w roku 2040 mają stanowić kosmiczne mocarstwo.

Księżyc jest, rzecz jasna, jedynie przystankiem. To próba technologii, które w przyszłości mają nas zabrać jeszcze dalej – najpierw na Marsa, a potem w nieznane. To jednak również próba sił między uśpioną potęgą Stanów Zjednoczonych a wschodzącymi liderami, którym – umówmy się – raczej nie chcielibyśmy podlegać. Czy wyścigi na Księżyc i Marsa (a później jeszcze dalej) mogą ich do tej dominacji przybliżyć?

Grafika propagandowa pokazująca, gdzie obecnie koncentruje się uwaga chińskich władz, fot. Asia Times

Wiele mówi się o surowcach, które ewentualnie mogliby zdobyć potencjalni zwycięzcy tego symbolicznego wyścigu. Zasoby wciąż nieskażone ludzką ingerencją. Wciąż też w dużej mierze niezbadane, a już dziś rozbudzające marzenia ziemskich inżynierów, wynalazców i konstruktorów. Może się zatem okazać, że wyścig toczy się o coś znacznie poważniejszego niż palmę pierwszeństwa czy symboliczne miano lidera. Być może decydują się w ten sposób nasze dalsze losy.

Damian Halik

Damian Halik

Kulturoholik, level 99. Czas na filmy, książki, komiksy i gry, generowany gdzieś między pracą a codziennymi obowiązkami, zawdzięcza opanowaniu umiejętności zaginania czasoprzestrzeni.