News will be here
“Biała odwaga”, czyli Goralenvolk i inne historie [Recenzja]

Nie do końca wiem dlaczego, ale kiedy w marcu na ekrany polskich kin wchodził najnowszy film Marcina Koszałki "Biała odwaga", celowo go pominąłem. Okazuje się, że niesłusznie, i polecam go nadrobić każdemu, kto – tak jak ja – nie zobaczył tej historii na dużym ekranie.

Muszę jednak wyjaśnić, że w dalszym ciągu nie widziałem dokładnie tego obrazu, który dostępny był w naszych kinach. Obejrzałem niejako wersję rozszerzoną, gdyż na Prime Video pojawił się mini serial “Biała odwaga”, składający się z trzech odcinków. Całość jest o około 24 minuty dłuższa, niż wersja kinowa i właściwie ogłada się tak dobrze, że można bez problemu pochłonąć całość jednego wieczoru – w końcu to tylko niecałe dwie i pół godziny seansu.

Kadr z filmu “Biała odwaga” (2024 reż. Marcin Koszałka) dyst. Monolith Films fot. Adam Golec

GÓRALE I NAZIŚCI

Główna opowieść, której jesteśmy świadkami w najnowszym filmie Marcina Koszałki to oczywiście fikcja, ale jednak w tle dzieją się rzeczy oparte na faktach. Całość dzieje się na Podhalu w latach 30. XX wieku. Poznajmy tu dwa duże rody, które chcą się ze sobą połączyć, by utrzymać prawo do swych majątków. Tak oto ukochana Andrzeja (Filip Pławiak, którego mogliśmy niedawno oglądać w roli młodego kierownika Kociołka w „Rojst Millenium”), zostaje oddana jego bratu Maćkowi (Julian Świeżewski), gdyż jest on starszy. Andrzej w ramach buntu opuszcza rodzimą ziemię i przenosi się do Krakowa. Tam dopada go jego sława, jako genialnego taternika i kontaktuje się z nim Wolfram von Kamitz (Jakub Gierszał), który chce z nim zdobyć jeden z tatrzańskich szczytów oraz za sprawą Andrzeja dotrzeć do podhalańskich mieszkańców, by udowodnić ich germańskie korzenie. Jest to oczywiście nawiązanie do operacji Goralenvolk.

Filip Pławiak i Joachim Paul Assböck w filmie “Biała odwaga” (2024 reż. Marcin Koszałka) dyst. Monolith Films fot. Adam Golec

HISTORIA MOŻE DOŚĆ PROSTA, ALE TE WIDOKI…

Oglądając „Białą odwagę” nie ma się poczucia, że jest to wyjątkowa historia. Było już takich wiele. Jednak całość jest spójna i choć momentami tempo za bardzo zwalania, to trzyma w napięciu i my, jako widzowie, chcemy poznać dalszy ciąg tej opowieści. Jednak to, co najbardziej potrafi zachwycić, to zdjęcia. Nic dziwnego, skoro reżyserem jest Marcin Koszałka, będący również – a może przede wszystkim – wyśmienitym operatorem. Tutaj jest to mocno odczuwalne, bo zjawiskowe są nie tylko widoki samych Tatr, ale i , na pozór, mniej interesujące kadry. Wspaniale wypadają przede wszystkim sceny wspinaczkowe Filipa Pławiaka, do których przez wiele miesięcy się przygotowywał. Na myśl od razu przychodzi sekwencja z początku „Mission: Impossible II” Johna Woo, w której Tom Cruise wspina się na pustynne skały. Przyznaję, że wcale nie wygląda to gorzej, niż w klasycznym już filmie akcji.

Jakub Gierszał w filmie “Biała odwaga” (2024 reż. Marcin Koszałka) dyst. Monolith Films fot. Adam Golec

CIĘŻKIE WYBORY BOHATERÓW

Historia jaka została ukazana w filmie „Biała odwaga” nie jest oczywista i zapewne wielu osobom, niezwiązanym w żaden sposób z Podhalem, mało znana. Bardzo mnie cieszy, że Koształka nie poszedł tutaj na łatwiznę i nie pokazał swoich bohaterów jako jednoznacznych. W zasadzie nawet ci, którzy podejmują swoje wybory szybko, a nawet natychmiastowo, okazują się niekoniecznie przekonani co do tych decyzji. Bohaterowie są wielowymiarowi, ich wybory często błędne, a konsekwencje tychże katastrofalne dla nich samych i ich bliskich.

Film powinien się spodobać miłośnikiem nie tylko samych Tart, ale i Górali oraz ich folkloru. Elementy tego ostatniego są tu naprawdę pięknie pokazane – od strojów, po zwyczaje oraz tańce i śpiewy. Pojawił się nawet biały miś!

Cieszę się, że jednak obejrzałem wersję serialową, niż kinową. Już w tej miałem wrażenie, że twórcy posłużyli się kilkoma skrótami, które niekoniecznie dobrze zadziałały, więc pewnie w krótszym metrażu musiały one o być o wiele bardziej widoczne. Jednak „Biała odwaga” dostępna na Prime Video od Amazona, zdecydowanie zasługuje na seans.

Jan Urbanowicz

Jan Urbanowicz

Kinem jestem zafascynowany niemalże od kołyski, a przygody z nim zaczynałem od starych westernów i musicali z lat pięćdziesiątych. Kocham animacje Disneya, amerykańską popkulturę, "Gwiezdne wojny" i "Powrót do przyszłości". W filmach uwielbiam, że mogę spoglądać na świat z czyjejś perspektywy. Od wielu lat tworzę i współprowadzę podcasty o tematyce filmowej.

News will be here