News will be here
Policyjna komedia kumpelska (Buddy Cop Movie) - masz prawo nie zachować powagi

“Bad Boys: Ride or Die” to kolejna część popularnej serii z Willem Smithem i Martinem Lawrencem. Czy policyjna komedia kumpelska wraca do łask? W dzisiejszym tekście przyglądamy się najważniejszym przedstawicielom nurtu Buddy Cop Movie.

Protoplastów Buddy Cop Movie upatruje się często w filmach takich jak “Zbłąkany pies” Akiry Kurosawy, “W upalną noc” (1967) Normana Jewisona oraz “Szaleni detektywi” Richarda Rusha (1974). W każdym z nich mogliśmy oglądać mniej lub bardziej dopasowaną parę bohaterów, którzy mimo dzielących ich różnic muszą połączyć siły, by rozwikłać kryminalną intrygę. Nurt ten na dobre rozwinął się w latach 80. i 90. XX wieku wraz z popularnością VHS-owego kina sensacyjnego. Szybka akcja, duża dawka humoru i chemia między głównymi postaciami stanowią elementy charakterystyczne dla konwencji Buddy Cop Movie.

W wielu tych produkcjach wystąpiły ówczesne gwiazdy. Sylvester Stallone i Kurt Russel (“Tango i Cash”), Arnold Schwarzenegger i Jim Belushi (“Czerwona gorączka”), Bruce Willis i Damon Wayans (“Ostatni Skaut”), Mel Gibson i Danny Glover (“Zabójcza broń”). Nie można również zapomnieć o Ryanie Goslingu i Russelle Crowie (“Nice Guys”), Keanu Reevesie i Patricku Swayzem (“Na fali”). Tytuły znaczące dla nurtu Buddy Cop Movie można wymieniać długo, tak jak i aktorów, którzy w nich wystąpili (od Clinta Eastwooda, po Roberta de Niro). Osobną kategorią jest Buddy Dog Movie, czyli odmiana policyjnej komedii kumpelskiej, w której bohaterowi towarzyszy czworonożny partner. Jak w filmie “Turner i Hooch” z Tomem Hanksem.

“W upalną noc”, czyli protoplasta Buddy Cop Movie

Kadr z filmu “W upalną noc” (1967, reż. Norman Jewison), fot. United Artist.

Pewnych cech charakterystycznych dla Buddy Cop Movie można dopatrzyć się już w filmie “W upalną noc” Normana Jewisona. Tytuł ten jest poważniejszy niż wszystkie pozostałe produkcje wymienione na tej liście. Dzieje się tak ze względu chociażby na dominujące w fabule wątki rasowe. Mimo to – mamy w nim parę niedobranych bohaterów, którzy muszą współpracować, by rozwiązać kryminalną zagadkę. Wzajemna niechęć między małomiasteczkowym szeryfem (Rod Steiger) a czarnoskórym detektywem z dużego miasta (Sidney Poitier) musi zejść na dalszy plan, gdy trzeba powstrzymać mordercę. Gęsta, paranoiczna atmosfera potęgowana jest przez zdjęcia pokazujące spocone twarze bohaterów w dużych zbliżeniach, pod dziwnymi kątami, bawiące się ostrością. Napięcie można kroić nożem, klaustrofobiczna atmosfera rośnie z każdą sekundą, a widzowi udziela się gorączkowa temperatura, która jest utrapieniem dla bohaterów.

“48 godzin”, czyli jak Walter Hill został ojcem współczesnego Buddy Cop Movie

Fragment plakatu do filmu “48 godzin” (1982, reż. Walter Hill), fot. Paramount Pictures.

Komedia kryminalna “48 godzin” z Eddiem Murphym i Nickiem Nolte’em rozbiła bank. Nie tylko była dla tego pierwszego pierwszym krokiem w drodze na szczyt, ale również matrycą dla późniejszych filmów Buddy Cop Movie. Mimo że Murphy wciela się tu nie w policjanta, a w drobnego przestępcę, który musi pomóc policji, to reszta się zgadza. Ostre jak brzytwa dialogi pozwalają złapać oddech między kolejnymi scenami zapierającej dech w piersi akcji. Tytułowe “48 godzin” nadaje tempo opowieści i podbija napięcie, czyniąc całość wzorowym przykładem kina sensacyjnego z domieszką humoru. Dodając do tego wyraziste kreacje dwóch głównych aktorów (nic dziwnego, że Murphy stał się kilka lat później bohaterem serii “Gliniarz z Beverly Hills”), otrzymujemy wyrazisty przykład policyjnej komedii kumpelskiej, z której w kolejnych dekadach czerpano garściami.

“Zabójcza broń” – Shane Black, czyli właściwy człowiek na właściwym miejscu

Kadr z filmu “Zabójcza broń” (1987, reż. Richard Donner), fot. Warner Bros.

Jeśli chciałoby się wymienić jednego twórcę, który wniósł Buddy Cop Movie na wyżyny możliwości, to byłby to z pewnością Shane Black. O ile “48 godzin” jest ważne dla nurtu ze względu na pierwszeństwo, tak “Zabójcza broń” Richarda Donnera ze scenariuszem Blacka to już egzemplifikacyjny przykład dobrze wymieszanych składników tego koktajlu. Mel Gibson i Danny Glover jako szalony Riggs i ustatkowany Murtaugh na całe lata stali się wzorcowymi przykładami bohaterów kumpelskiego kina policyjnego. Na przestrzeni lat wystąpili wspólnie w czterech częściach serii (1987-1998). Scenariusz Blacka doskonale łączył niedopasowanych bohaterów i płynący z tego humor z imponującymi sekwencjami akcji. Dialogowej szermierce toawrzyszyła wciągająca kryminalna intryga. Twórca w kolejnych latach chętnie powraca do tego nurtu, zarówno pisząc, jak i reżyserując. Stworzył takie filmy jak “Ostatni skaut”, “Kiss Kiss Bang Bang” czy “Nice Guys”. Elementów komedii kumpelskiej można się doszukać również w jego “Iron Manie 3”.

“Hot Fuzz”, czyli przerwa w śledztwie na herbatkę o 17:00

Kadr z filmu “Hot Fuzz” (2007, reż. Edgar Wright), fot. Paramount Pictures.

Brytyjską odmianę Buddy Cop Movie zaserwował nam w 2007 roku Edgar Wright. I zrobił to w charakterystycznym dla siebie stylu. To środkowa część tak zwanej trylogii Cornetto (na którą składają się również “Wysyp żywych trupów” i “To już jest koniec”). Film już doborem obsady sugeruje, że będzie to opowieść z przymrużeniem oka. Na początku tekstu wymieniałem twardzieli, którzy grali główne role w policyjnych komediach kumpelskich. Tym razem do obsady trafili Simon Pegg i Nick Frost. Wright - jak to ma w zwyczaju - w samoświadomy sposób bawi się filmową formą i schematami kina policyjnego. Dynamiczne sekwencje montażowe idą tu w parze z absurdalnym humorem, a kolejne kadry uginają się od popkulturowych cytatów i puszczania oka do widza. “Hot Fuzz” to czysta filmowa frajda dla wszystkich, którzy nie traktują kina śmiertelnie poważnie. Christopher Miller i Phil Lord osiągnęli coś podobnego, kręcąc dylogię “21/22 Jump Street”, w której wystąpili Jonah Hill i Channing Tatum.

Jan Sławiński

Jan Sławiński

Absolwent Filmoznawstwa (I i II stopień) oraz Tekstów Kultury (II stopień) na Uniwersytecie Jagiellońskim. Publikuje w internecie, prasie specjalistycznej („Ekrany”, „Czas Literatury”, „Zeszyty Komiksowe”) oraz tomach zbiorowych („1000 filmów, które tworzą historię kina”, „Poszukiwacze zaginionych znaczeń”). Od ponad dziesięciu lat prowadzi autorskiego bloga jako Anonimowy Grzybiarz.
News will be here