News will be here
Dlaczego “Marvels” okazało się totalną klapą?

Pierwsze 10 lat MCU było dla mnie esencją nowczesnego kina rozrywkowego. Niestety wraz z zakończeniem III Fazy, Marvel gubi się we własnym świecie, co można wyraźnie poczuć na ich filmowych i serialowych produkcjach. Nawet ostatni film „Marvels“, który teoretycznie zapowiadał się dobrze, okazał się bardzo przeciętny, a finalnie zaliczył finansową klapę. Nasuwa się pytanie: dlaczego?

Od premiery pierwszego „Iron Mana“ w 2008 roku, Marvel bardzo dokładnie budował swoje filmowe uniwersum. „Avengers: Koniec gry“ było zwieńczeniem ponad 10-letniego projektu, jakiego jeszcze nie doświadczyliśmy w kinie rozrywkowym. Jednak nadszedł czas, by starzy bohaterowie, których pokochaliśmy, ustąpili miejsca nowym – lub tym, którzy wcześniej byli na dalszym planie. Zaczęły pojawiać się nowe produkcje kinowe oraz seriale dostępne na platformie Disney+. Jednak nie można nie odnieść wrażenia, że brakuje pomysłu, by te wszystkie składowe, łączyły się zgrabną całość, tak jak to miało miejsce przez trzy pierwsze Fazy.

Iman Vellani, Brie Larson i Teyonah Parris w filmie “Marvels” (2023) reż. Nia DaCosta fot. Disney Polska

KINOWI BOHATEROWIE SPOTYKAJĄ TYCH Z MAŁEGO EKRANU

Marvel dość zgrabnie postanowił część historii opowiadać nam za pomocą seriali. Głównym celem było przedstawianie nam na małym ekranie nowych bohaterów, którzy później mieli dołączać do nas również w kinowych produkcjach. Tak właśnie miało się stać z Kamalą Khan, czyli Ms. Marvel. Przyznaję, że jej serialowe przygody naprawdę przypadły mi do gustu. Dlatego też czekał, aż młoda bohaterka spotka swoją idolkę, czyli Kapitan Marvel – w którą wciela się Brie Larson i której to kreację bardzo lubię. Miało to nastąpić w kontynuacji „Captain Marvel“ pt. „Marvels“. Do obu bohaterek dołączyć miała również Monica Rambeau. Jej młode wcielenie mogliśmy widzieć w pierwszym filmie o Carol Danvers, a jako dorosła pojawiła się między innymi w serialu „WandaVision“. Trzy bohaterki, wszystkie obdarzone ciekawymi mocami. Co mogło się nie udać?

Zawe Ashton w filmie “Marvels” (2023) reż. Nia DaCosta fot. Disney Polska

TEN FILM WIDZIELIŚMY JUŻ PONAD 30 RAZY

W zeszłym tygodniu, 7 lutego film „Marvels“ pojawił się na platformie Disney+. Z uwagi na to, że nie obejrzałem do w kinie, bardzo chciałem jak najszybciej nadrobić go w domowym zaciszu. Po seansie miałem niestety odruch wzruszenia ramionami, gdyż jak to mawia mój znajomy „no, był to film“. Produkcja podczas kinowej dystrybucji zaliczyła finansową klapę, zarabiając mniej pieniędzy, niż kosztowała. Sam do końca nie wiem, dlaczego tak było, gdyż film sam w sobie nawet nie jest zły. Ma w sobie humor i bohaterki, które da się lubić. Nie ma jednak ciekawego przeciwnika (w tym przypadku przeciwniczki) oraz historii, która by przedstawiła nam stawkę, o jaką wszyscy walczą. Na dodatek, nie ma w sobie niczego, czego byśmy już w MCU nie widzieli. Właściwie każdy, kto oglądał inne filmu Marvela, doskonale wiedział co wydarzy w się w „Marvels“ – w końcu widzieliśmy to już ponad 30 razy. Tutaj chyba leży największy problem tej produkcji – jest wtórna i niczym nas nie zaskakuje.

Brie Larson as Captain Marvel/Carol Danvers in Marvel Studios' THE MARVELS. Photo courtesy of Marvel Studios. © 2023 MARVEL.
Brie Larson w filmie “Marvels” (2023) reż. Nia DaCosta fot. Disney Polska

MARVEL STAŁ SIĘ NUDNY

Tak jak napisałem, sam „Marvles“ nie jest filmem złym. Jest po prostu bardzo przeciętny. Ale nawet na przeciętnych produkcjach można się bawić i ja na pewno miałem tu momenty, w których moja potrzeba rozrywki była zaspokojona. Niestety sedno problemu leży w samym Marvelu i MCU. Tam już nie ma tego, co sprawiało, że z wynikami na twarzach czekaliśmy na kolejne premiery. Na dodatek cała ta zabawa z multiwersum sprawiła, że nie jest łatwo się połapać, kto jest kim i jakie kto ma możliwości. Wcześniej wiedzieliśmy, że głównym przeciwnikiem, z którym przyjdzie nam się zmierzyć na końcu, jest Thanos. Wiedzieliśmy, jak potężny jest, ale jednocześnie ta postać potrafiła nas zaskoczyć. Teraz tego nie ma. Nie wiemy, kto jest silniejszy od kogo i jak wysoka będzie musiała być stawka, by wszyscy bohaterowie postanowili razem walczyć ze złem. Na dodatek, a do swojego uniwersum X-Men’ów, więc zamieszania będzie pewnie jeszcze co niemiara.

W ostatnich latach Disney zalicza więcej wpadek, niż odnosi sukcesów. Jednak sam jest sobie winien i myślę, że jeśli ktoś tam się nie opamięta i nie zarządzi lekkich porządków, to może się okazać, że zaprzepaszczonych zostanie zbyt wiele szans. W końcu każdy kolejny film jest ogłaszany „największą porażką w historii MCU“. Do roboty Disneyu, bo chciałbym zobaczyć jeszcze dobry film z Carol Danvers jako Kapitan Marvel.

Jan Urbanowicz

Jan Urbanowicz

Kinem jestem zafascynowany niemalże od kołyski, a przygody z nim zaczynałem od starych westernów i musicali z lat pięćdziesiątych. Kocham animacje Disneya, amerykańską popkulturę, "Gwiezdne wojny" i "Powrót do przyszłości". W filmach uwielbiam, że mogę spoglądać na świat z czyjejś perspektywy. Od wielu lat tworzę i współprowadzę podcasty o tematyce filmowej.

News will be here