News will be here
Filmowa i literacka utopia - niedostrzeżony rewolucyjny potencjał

Zastanówmy się przez chwilę nad statusem utopii we współczesnej kulturze masowej, a mówiąc konkretniej - nad jej absolutną, literacką oraz kinową nieatrakcyjnością. Niezależnie od perspektywy, jaką wybierzemy przy próbie analizy tendencji dzisiejszej fantastyki naukowej (gatunku, który potencjalnie mógłby być najbogatszym źródłem narracji utopijnych), trudno nie dostrzec dominującej właściwie od zawsze tendencji. Mianowicie, estetycznej oraz filozoficznej hegemonii opowieści dystopijnych, które właściwie nie pozostawiają w naszej kolektywnej wyobraźni miejsca na historie promujące model przeciwny.

Mogłoby się wydawać, że ów problem został już dawno rozwiązany. Wystarczy bowiem, by pytanie o niepopularność utopii przyszła nam na myśl i już (niemalże automatycznie) nasza podświadomość podsuwa dwie, pozornie oczywiste odpowiedzi.

Pierwsza, nazwijmy ją ideologiczną, odpowiedź odnosi się wprost do powszechnej wrażliwości społeczno-politycznej oraz charakterystycznie współczesnego podejścia do historii. Wedle niej, książki oraz filmy utopijne nie są w stanie trafić do masowego widza, ponieważ ich idealistyczne założenie nie wytrzymuje konfrontacji z mechanizmami rządzącymi światem rzeczywistym. Taka teza zakłada, że odbiorca obcujący z utopijnym tekstem kultury wyczuwa niemożliwy do zniesienia odór fałszu. Nie potrafi zaakceptować fikcji tak radykalnie oderwanej od meritum świata realnego, który podążając tym tokiem rozumowania, jest zupełnie dystopijny.

Druga replika jest z kolei oparta na myśli metanarracyjnej.

Ranking najciekawszych filmowych fabuł dystopijnych

Kinowa oraz literacka utopia, oprócz swojej immanentnej nieprzystawalności do wyznaczonych przez politykę teraźniejszości standardów “prawdy czasu i prawdy ekranu”, wydaje się zaprzeczeniem jeszcze jednej prawdy. Tej, która przed laty wyjęta ze scenopisarskich podręczników, do dziś funkcjonuje jako dogmat wszelkich kulturowych doktryn: zarówno Hollywoodzkich, jak i arthouse’owych, bestsellerowych oraz tych podłączających się pod zmyślny konwenans literatury pięknej. Prawdę o konieczności konfliktu. Wizja utopijna, w przeciwieństwie do tej dystopijnej, nie jest w stanie wygenerować antagonizmu, odpowiedniej stawki fabularnej, filozoficznej, ideologicznej. Jedyne czego może dokonać, to utonąć w morzu kompleksowych subtelności, mikrodysonansów, mikrodekonstrukcji, które nie są dostatecznie spektakularne, by mogły podniecać odbiorcę tak intensywnie, jak homogeniczna narracja dystopijna.

Krótko mówiąc, pierwsza odpowiedź widzi niedoskonałość utopii w jej ideologicznej nieszczerości (funkcjonuje jako fikcja “nierealistyczna”, podczas gdy mroczna, apokaliptyczna dystopia jest uznawana za fikcję “realistyczną”), a druga wytyka jej zaniedbanie podstawowego budulca każdej narracji - definiującego wartość historii uniwersalnego sporu.

Jednakże obie tezy nie tylko nie doceniają potencjału literatury oraz kinematografii utopii, ale wręcz przeceniają jakość pisarskiego i filmowego filozofowania uprawianego w ramach dystopijnych.

Wideo próbujące odpowiedzieć na pytanie o niepopularność narracji utopijnych

Podstawowym błędem jest naturalizacja koncepcji dystopii, instynktowne określenie jej mianem realistycznej, lub bardziej realistycznej niż utopia. Argument mający pokrzepiać tę tezę, oparty na prostym równaniu “rzeczywistość równa się dystopii”, można nieco ironicznie uznać za utopijny w swojej pretensji do bycia jedyną, rozsądną diagnozą. Albowiem rzeczywistość nie może równać się dystopii, choćby z tego względu, że nie może równać się też utopii.

Innymi słowy, nasza codzienność nie jest ani utopijna, ani dystopijna. To osobny byt, ukształtowany przez mniej lub bardziej zrealizowane odpryski obu postaw teoretycznych, który jednak nigdy nie był, nie jest i nigdy nie będzie pełnokrwistą realizacją jednej, bądź drugiej idei. Wszelkie powierzchownie, potocznie skategoryzowane jako utopie “-izmy” oraz “-cje”, nawet w swoich najbardziej skrajnych postaciach nie umknęły czysto ludzkiemu czynnikowi - zdroworozsądkowemu, racjonalistycznemu myśleniu. Każda rewolucja, każdy romantyzm, każde marzenie o lepszej rzeczywistości kończyło się (i zawsze będzie musiało się kończyć) wypaczeniem, surową powszedniością interweniującą w celu redukcji skali ekonomii pragnień do pragmatycznie akceptowalnego poziomu.

Co więcej, naszej rzeczywistości nie można także zbanalizować definicją dystopijną. Charakteryzująca dystopię ideologiczna czerń egzystuje w kontekście teraźniejszości w problematycznych, wymykających się jednoznaczności odcieniach. Wspomniane pasmo klęsk “-izmów” oraz “-acji” być może wywołuje skojarzenia dystopijne, lecz w istocie nie ma w nich definitywnego, apokaliptycznego kolorytu, który mógłby usprawiedliwiać taką kategoryzację.

Nawiązując do “papieża postmodernizmu” Jean-François Lyotarda, należałoby więc stwierdzić, że żadna z upadłych Wielkich Narracji przeszłości ani żadna z jeszcze dyszących mikronarracji ponowoczesności nie jest całkowicie cyniczna. Żadna, wprowadzona w życie z mniejszym lub większym skutkiem, ideologiczna opowieść nie dąży do pełnego spełnienia obietnicy wyimaginowanego, nasyconego nihilizmu - świadomej (auto)destrukcji dla (auto)destrukcji. Za każdą z nich, choćby najbardziej naiwnie romantyczną lub najbardziej odrażająco okrutną kryje się pierwiastek idealistyczny, rozumiana wsobnie “etyczna intencja”. Jednocześnie kieruje nimi popęd śmierci Freuda i pragnienie kreatywnej produkcji Deleuze’a oraz Guattariego.

Skoro więc “realności” naszego świata nie określają esencje utopii oraz dystopii, to teza o nieszczerości tej pierwszej i szczerości tej drugiej wydaje się nietrafiona.

Wyjątkowo popularna playlista Youtube’owa - dźwięki dystopijnej fantazji

Drugą myśl da się zdekonstruować nieco krócej. Pomyłką jest sądzić, że utopijna koncepcja minimalizuje lub wyzerowuje antagonizm prezentowanej narracji. Owszem, powstrzymuje konflikt przed eskalacją w ramach historii samej w sobie (lub pozwala jedynie na niezbyt widowiskowe subtelne spory ideologiczne, polityczne, filozoficzne). Natomiast, podążając prawidłami postmodernistycznymi, uwalnia bardzo zapalczywy spór metanarracyjny. W przypadku fabuły dystopijnej stawką jest racja, o którą walczy utopijnie myślący protagonista i dystopijnie myślące uniwersum. Odbiorca, czyli trzeci uczestnik tego pojedynku obserwuje spektakl poniekąd utopijny - spełniający jego sen o estetycznej i merytorycznej spójności pewnej formy. Tymczasem, zdecydowanie mniej rozchwytywana fabuła utopijna proponuje odwrócenie ról. Ukazuje utopijną symbiozę bohaterów oraz uniwersum prowokującą odbiorcę do refleksji nad trafnością postawy utopijnej lub do zajęcia stanowiska zdecydowanie dystopijnego. Tak czy siak, motywuje czytelnika i widza do krytycznego odczytania dzieła.

Paradoksalnie rzecz biorąc, dystopia knebluje możliwości interpretacyjne odbiorcy. Najpierw monopolizuje jego wrażliwość estetyczną i polityczną, a następnie zmusza do przyjęcia prezentowanego dogmatu (antyteza jest wyśnionym ideałem, z kolei dekonstrukcja dekonstrukcji najczęściej jawi się jako tautologiczna strata czasu). Natomiast utopia wręcz skazuje publiczność na pogłębioną ewaluację, naturalnie nakłada obowiązek analizy.

Nie chodzi więc o to, że utopia usuwa ze struktury opowieści konflikt. Problem w tym, że generuje go tam, gdzie tego robić nie powinna - tzn. w przestrzeni zaburzającej bezpieczną, bezwysiłkową interakcję odbiorcy z tekstem kultury.

Jak więc mogłaby brzmieć alternatywna diagnoza dotycząca niepopularności filmowych oraz literackich utopii? Zapewne mniej więcej tak: utopijne wizje przegrywają, ponieważ za kotarą prostoty ukrywają niezwykłe wyzwanie, a dystopijne wizje wygrywają, ponieważ za kotarą wyzwania ukrywają niezwykłą prostotę.

Łukasz Krajnik

Łukasz Krajnik

Rocznik 1992. Dziennikarz, wykładowca, konsument popkultury. Regularnie publikuje na łamach czołowych polskich portali oraz czasopism kulturalnych. Bada popkulturowe mity, nie zważając na gatunkowe i estetyczne podziały. Prowadzi fanpage Kulturalny Sampling

News will be here