News will be here
„For All Mankind“ to niezmiennie jeden z aktualnie najlepszych seriali [Recenzja]

W miniony piątek na platformie Apple TV+ zakończyła się emisja czwartego sezonu „For All Mankind“. Chociaż najnowsze odcinki nie trzymały mnie w napięciu tak, jak te w poprzednich sezonach, wciąż uważam, iż jest to jeden z najlepszych aktualnie emitowanych seriali.

Historia alternatywnej rzeczywistości, w której to Związek Radziecki jako pierwszy umieszcza człowieka na Księżycu, była jedną z pierwszych produkcji, jakie pojawiły się na streamingu od Apple. Doskonale pamiętam, jak pierwszy sezon nie zachęcił mnie do oglądania i w połowie go przerwałem. Postanowiłem jednak powrócić do tego tytułu przed premierą drugiego sezonu. Dokończyłem, a nowe odcinki całkowicie zmieniły moje zdanie na temat serialu.

Krys Marshall i Joel Kinnaman w "For All Mankind” (2023) fot. Apple TV+

DRUGI I TRZECI SEZON OCIERAJĄ SIĘ O DOSKONAŁOŚĆ

Każdy z kolejnych sezonów przenosi nas nieco w przód na osi czasu. W serii pierwszej mieliśmy do czynienia z podróżami na Księżyc, później z jego kolonizacją, a w sezonie numer trzy odbywaliśmy podróż na Marsa. Wszystkie te elementy całej historii bogate są w świetnie napisane postacie, ciekawe dialogi, dramaty i akcje. Bardzo ważna jest dbałość o zachowanie zgodności z nauką, która przecież jest bardzo ważną bohaterką serialu.

Z każdym sezonem wyczekuję finałów, gdyż dają one naprawdę dużą dawkę dramatyzmu i wyznaczają nam kierunek, w jakim dalej pójdzie historia. Finałowy odcinek drugiej serii był niemalże doskonały. Kulminacja wątków z poprzednich odcinków, napięcie i nieoczekiwane zwroty akcji. Mimo że cały sezon był bardzo dobrze napisany, to właśnie finał okazał się tak mocny, że śmiało napisałem wtedy, że jest to jeden z najlepszych seriali ostatnich lat.

Z trzecim sezonem było podobnie. Był minimalnie gorszy od poprzedniego, ale twórcy naprawdę ciekawie poprowadzili dalej historię, wprowadzili nowe postacie i dali widzom wiele rozmaitych emocji. Podobnie jak poprzednio, finał sezonu zmiótł wszystkie inne pionki z planszy. Nic więc dziwnego, że dla mnie serial stał się brakującym ogniwem w dzisiejszych produkcjach.Nie mogłem się doczekać kolejnej odsłony i byłem niezwykle ciekaw, czy twórcy już zamkną tę historię, czy może mają pomysł na ciąg dalszy.

Cynthy Wu i Coral Peña w "For All Mankind” (2023) fot. Apple TV+

MARS, NASZ DRUGI DOM

W czwartym sezonie widzimy już prężnie działającą stację na Marsie. Wielu bohaterom znanym nam od pierwszej serii, przybyło zmarszczek i siwych włosów, ale nie oznacza to, że nie mają już sił, by wprowadzić nieco zamieszania. Równolegle, jak oglądamy zmagania kolonizatorów Marsa, obserwujemy, co dzieje się na Ziemi. Niezmiennie, dzieje się całkiem sporo. Zarówno w USA, jak i ZSRR. Na obu planetach spokój zakłóciły walki o władzę, sprawdzanie w życie ideałów czy też zwykłe biznesy, w których najważniejsze są pieniądze. Każdy odcinek przynosi nam jakiś zwrot akcji, przez który nie możemy doczekać się emoji kolejnego odcinka. Teraz wszystkie są już dostępne na Apple TV+, ale przez ostatnich kilka tygodni trzeba było cierpliwie czekać – choć ja akurat lubię ten cotygodniowy model dystrybucji.

Niestety, czwarty sezon nie jest już tak dobry, jak trzeci, a na pewno nie tak rewelacyjny, jak drugi. Nie oznacza to jednak, że jest zły. W dalszym ciągu serial oferuje nam coś, co go wyróżnia. Dla mnie siłą „For All Mankind“ jest jego prostota. To taki serial w starym stylu, gdzie mamy dość nieskomplikowaną historię, wiemy, jaki jest główny cel bohaterów i mniej więcej, w którą stronę to wszystko zmierza. Jednak wciąż całość skupia się przede wszystkim na bohaterach i to oni są dla nas najważniejsi. Na dodatek wszystkie sezony stoją na niezwykle wysokim poziomie audiowizualnym i zwłaszcza sceny w kosmosie robią na nas ogromne wrażenie.

Wrenn Schmidt w "For All Mankind” (2023) fot. Apple TV+

NIECO MNIEJ NAPIĘCIA

Czwarty sezon „For All Mankind“ nie trzymał mnie w napięciu tak jak poprzednie i chyba za dużo było scen w zamkniętych pomieszczeniach, a za mało tych w kosmosie, przez całość oglądało się z mniejszym zapałem niż wcześniej. Jednak gorsza forma, nie oznacza jej braku. Czuć to zwłaszcza w dwóch finałowych odcinkach, które niezmiennie sprawiły, że momentami siedziałem jak na szpilkach. Gdyby podobne emocje towarzyszyły mi w innych odcinkach tej serii, to znów mógłbym krzyknąć, że to wielki serial.

Finałowy odcinek pokazał, że twórcy mają chyba jeszcze pomysł na kontynuację. Myślę jednak, że dobrze, aby zmierzali już do końca. Każdy sezon jest podobnie skonstruowany i boję się, żeby nie zmęczyli za bardzo materiału. Wszak trzeba wiedzieć, w którym momencie odejść. Zdecydowanie lepiej jest to robić, kiedy produkcja jeszcze utrzymuje wysoki poziom. Poza tym piąty sezon znów przeniósłby nas o kilka lat wprzód, a bohaterowie nie są nieśmiertelni. Pojawiają się oczywiście nowe postacie, które mogłyby pociągnąć historię dalej, ale dla mnie cały serial to przede wszystkim saga bohaterów znanych z pierwszego sezonu. Wraz z ich odejściem serial powinien się zakończyć. Ale to tylko moje zdanie.

Edi Gatheg w "For All Mankind” (2023) fot. Apple TV+

Od swojej premiery Apple TV+ pokazało, że chce dawać widzom jakościowe produkcje. Mowa tu zarówno o jakości „merytorycznej“, jak i tej technologicznej. Nie wszystkie ich seriale trafiają w mój gust, ale daleko im jeszcze do potworków, jakie pojawiają się na niektórych platformach streamingowych. Cieszę się, że jedną z tych lepszych produkcji w dalszym ciągu pozostaje „For All Mankind“ i z niecierpliwością czekam na informacje, czy piąty sezon powstanie, a później potencjalnie na jego premierę.

Jan Urbanowicz

Jan Urbanowicz

Kinem jestem zafascynowany niemalże od kołyski, a przygody z nim zaczynałem od starych westernów i musicali z lat pięćdziesiątych. Kocham animacje Disneya, amerykańską popkulturę, "Gwiezdne wojny" i "Powrót do przyszłości". W filmach uwielbiam, że mogę spoglądać na świat z czyjejś perspektywy. Od wielu lat tworzę i współprowadzę podcasty o tematyce filmowej.

News will be here