News will be here
„Franklin“ – Michael Douglas jako jeden z Ojców Założycieli [Recenzja]

Amerykańska popkultura pełna jest opowieści o tym, jak powstały Stany Zjednoczone. Jednak czy historia jednego z Ojców Założycieli, Benjaminie Franklinie będzie tak samo oddziaływać na widza spoza Ameryki Północnej? Czy np. polskiemu widzowi wyda się ona równie interesująca? Możemy to sprawdzić na przykładzie miniserii „Franklin“ od Apple TV+.

Jest rok 1776 i na terenach Ameryki Północnej szaleje wojna rewolucyjna. Aby uzyskać wsparcie finansowe i logistyczne od Francji, Ameryka wysyła Benjamina Franklina (w tej roli Michael Douglas) przez Atlantyk, wraz ze swoim nastoletnim wnukiem i pomocnikiem Temple (Noah Jupe). Tam próbują przebić się przez głęboko zakorzenione bariery we francuskim społeczeństwie, które trzymają ich z dala od tych, którzy mogą odblokować kasę francuskiej machiny wojennej.

Michael Douglas i Noah Jupe w serialu “Franklin”, fot. Apple TV+

Jednak im bardziej ich wysiłki znajdują nabywców wśród francuskiej arystokracji, tym bardziej narastają ich problemy: Brytyjscy szpiedzy i przedstawiciele szybko wkraczają do negocjacji, aby albo całkowicie powstrzymać Franklina, albo przedstawić Amerykanom odpowiednio atrakcyjną ofertę przerwania wojny w zamian za ustępstwa. Co więcej, lekarz Franklina, Edward Bancroft (Daniel Mays), żongluje swoją opieką nad Franklinem i pracą jako podwójny agent dla Brytyjczyków. Nie wspominając już o przerwaniu negocjacji przez rywala Franklina ze Stanów Zjednoczonych, Johna Adamsa (Eddie Marsan), którego sztywne zadufanie w sobie grozi wykolejeniem radzenia sobie Franklina z francuskimi nastrojami.

Jako Franklin, Douglas jest dość dowcipną postacią; równoważy domniemany historyczny dowcip prawdziwego Franklina ze zdecydowanie Douglasowskim błyskiem w oku. Gra on Franklina tak, jakby jeden z jego klasycznych już bohaterów „Nagiego instynktu“ lub „Fatalnego zauroczenia“, został cofnięty w czasie i została mu nałożona pudrowa peruka. Jest starzejącym się playboyem, który dobrze pasuje do otaczającej go dekadencji sprzed rewolucji francuskiej.

Michael Douglas i Ludivine Sagnier w serialu “Franklin”, fot. Apple TV+

Postać Franklina najbardziej ożywa, kiedy przychodzi do relacji z Adamsem – który pojawia się w połowie serii, jakby był Nickiem Fury, który chce wciągnąć Bena do Inicjatywy Założycieli. Adams jest ostrzejszym, bardziej konfrontacyjnym balsamem dla frywolności Franklina, młodszym mężem stanu, który jeszcze nie zorientował się, jak grać w tę grę. Jego prywatne próby mówienia i zapamiętywania francuskiego są jednymi z najbardziej zabawnych momentów serialu.

Serial potyka się bardziej, gdy skupia się na Temple, wnuku Franklina. Choć Jupe gra tę rolę z godnym podziwu, młodzieńczym zacięciem. Podczas gdy Franklin walczy o swoje dziedzictwo w ostatnich latach życia, Temple dorasta, zatracając się w blichtrze i zgiełku francuskiego życia. Zakochuje się w śpiewaczce operowej, angażuje się w miłosne trójkąty, a nawet znajduje pracę jako doręczyciel listów w Paryżu. Podczas gdy te wątki mogłyby same w sobie udźwignąć serial, bledną w porównaniu z cięższymi statycznymi sekcjami Douglasa; w serialu, który trwa już ponad osiem godzin, często wydają się rozpraszać uwagę i nie kontrastują wystarczająco z bardziej wyrafinowanymi statystykami Bena Franklina, aby były warte czasu trwania.

Michael Douglas i Noah Jupe w serialu “Franklin”, fot. Apple TV+

Jeśli chodzi o dramaty historyczne, „Franklin“ jest niesamowitym spojrzeniem na delikatne prace wymagane do zbudowania republiki, nawet z dala od oceanu. W końcu wolność Ameryki od Wielkiej Brytanii została wywalczona czymś więcej niż muszkietami na polach bitew; wymagało to odwagi, uroku i niemałej ilości obietnic, prawdziwych lub iluzorycznych, składanych sojusznikom. To, co twórcy osiągnęli, to poczucie nowego narodu wykuwanego w słabnącym żarze starego imperium i ostrożny optymizm wszystkich stron w stosunku do tego potencjału.

Jestem jednak przekonany, że całość rezonuje nieco lepiej w swojej ojczyźnie, gdzie bardziej interesujące i zrozumiałe osiągnięcia Franklina są lepiej znane. Prawdopodobnie czuje się to bardziej niczym naprawianie krzywdy, gdy niedoceniany okres życia bohatera narodowego otrzymuje należne mu miejsce. Nie jestem jednak pewien, czy to wystarczy, by przyciągnąć widzów i zaspokoić ich oczekiwania względem rozrywki, której – w większości słusznie – oczekują od Apple TV+.

Jan Urbanowicz

Jan Urbanowicz

Kinem jestem zafascynowany niemalże od kołyski, a przygody z nim zaczynałem od starych westernów i musicali z lat pięćdziesiątych. Kocham animacje Disneya, amerykańską popkulturę, "Gwiezdne wojny" i "Powrót do przyszłości". W filmach uwielbiam, że mogę spoglądać na świat z czyjejś perspektywy. Od wielu lat tworzę i współprowadzę podcasty o tematyce filmowej.

News will be here