News will be here
“Godzilla Minus One” – najsłynniejszemu kaiju nie mogło trafić się nic lepszego [Recenzja]

Najsłynniejszy filmowy gad, najpotężniejszy z kaiju i bohater jednej z największych filmowych franczyz – Godzilla, nie jest już młodzieniaszkiem, w 2024 bowiem skończy 70 lat. Z tej okazji Toho Studios wypuściła do kin najnowszą odsłonę tego wielkiego potwora. Wbrew pozorom „Godzilla Minus One“ to być może reprezentant najciekawszych blockbusterów tego roku.

Pamiętam, jak obejrzałem oryginalną “Godzillę”, będąc jeszcze dzieckiem. Udało mi się ten film znaleźć w jednej z pobliskich wypożyczalni kaset VHS. Od razu polubiłem tego wielkiego gada. Choć nie jestem znawcą filmów z jego udziałem, to kiedy nadąży się okazja, zawsze jeden z nich obejrzę.

Kadr z “Godzilla Minus One” (2023) reż. Takashi Yamazaki fot. Toho Studios

NAJWIĘKSZY FILMOWY TOWAR EKSPORTOWY Z JAPONII

Od premiery pierwszego filmu w 1954 roku, filmów z tego – nazywając to dziś – uniwersum, powstało kilkadziesiąt. Pierwotnie Godzilla niszczył Tokio i inne miasta Japonii, ale z czasem przeniósł się na półkulę zachodnią, by zmierzyć się z miastami Stanowi Zjednoczonych. Niech pierwszy rzuci kamień ktoś, kto w w 1998 roku nie czekał na film „Godzilla“ w reżyserii Rolanda Emmericha! Wiem, że film okazał się ogromną klapą, zarówno finansową, jak i w opinii krytyków, ale ja mam do niego wielki sentyment. Godzilla był inny niż w poprzednich wcieleniach i jeszcze poruszając się szybko pomiędzy drapaczami chmur, niszczył Nowy Jork. Miała powstać kontynuacja tego filmu, jednak ostatecznie stworzono jedynie serial animowany na jego bazie.

Wiele lat później, bo w 2014 roku do kin wszedł film Garetha Edwardsa, rozpoczynający tzw. MonsterVerse od WarnerBros i Legendarny. Od tamtej pory powstało już kilka filmów oraz właśnie w emisji jest serial na Apple TV+. Ale, jeszcze do tego wrócę.

Minami Hamabe w filmie “Godzilla Minus One” (2023) reż. Takashi Yamazaki fot. Toho Studios

POTWÓR POWRACA W JAPOŃSKIM WYDANIU

Jak wspomniałem wcześniej, z okazji zbliżającego się 70-lecia, Toho Studios – czyli macierzysta wytwórnia Godzilli – postanowiła wydać film, który w odpowiedni sposób uhonoruje tego potwora.

Rozgrywający się w 1946 roku „Godzilla Minus One" to film nie tylko, który powraca do filmowego DNA potwora, ale również skupiający się bardzo mocno na ludzkich bohaterach. Obraz powojennej Japonii, która stara się podnieść po latach walk, a ludzie próbują odnaleźć się w nowym życiu bez wojny.

Momentami przypominał mi się wspomniany film Edwardsa, ponieważ tam również skupialiśmy się mocno na bohaterach, a nie tylko samym Godzilli. Najnowsza japońska odsłona to oczywiście przede wszystkim blockbuster, ale to także porywająca przygoda, historia miłosna, epopeja wojenna i dramat psychologiczny. To naprawdę wielowymiarowy film, którzy działa na widza na wielu płaszczyznach. Co najlepsze, nikt się właściwie tego nie spodziewał, a takie sytuacje chyba my, jako widzowie, lubimy najbardziej.

CZUĆ TU BIJĄCE SERCE

Oj tak, oglądając „Godzilla Minus One“ czuć, że ten film powstał faktycznie z miłości do tego potwora i potrzeby złożenia mu należytego hołdu. Nie wiem, czy to faktycznie prawda, ale znalazłem informację, iż film miał budżet 15 milionów dolarów. Jeśli tak, to jest to najlepszy przykład tego, że dobry pomysł i sprawne wykorzystanie dostępnych środków jest o wiele lepsze, od góry pieniędzy i CGI do użycia. Takashi Yamazaki (odpowiedzialny za scenariusz, reżyserię i efekty specjalne) stworzył coś, co pod wieloma względami bije na głowę większość filmów z uniwersum, z amerykańskimi rebootami na czele.

Tak, jest to film o potworze, ale on jest mimo wszystko głównie tłem tej historii. Bohaterowie są tu na pierwszym miejscu, są trójwymiarowi i podczas seansu kompletnie nie czuć, że brakuje nam Godzilli. On ma swoje miejsce w tym wszystkim, traktowany jest z szacunkiem. Całość jest chyba tym, o czym w większym lub mniejszym stopniu opowiadały inne filmy – o człowieczeństwie i próbach odróżnienia dobra od zła. Dlatego nie sposób nie polecić „Godzilla Minus One“. Wkroczył do kin, niczym do niczego niespodziewającego się Tokyo, i nie bierze jeńców. To zdecydowanie jeden z ciekawszych filmów tego roku.

A teraz, dla kontrastu wszystkiego co napisałem wyżej, zobaczcie zwiastun filmu “Godzilla x Kong: The New Empire”. Może i efekty specjalne są tu w każdej sekundzie i być może w kinie będzie to robić wrażenie, ale gdyby miarą głupoty była jedna Godzilla, to w tym filmie jest ich chyba całe stado.

Jan Urbanowicz

Jan Urbanowicz

Kinem jestem zafascynowany niemalże od kołyski, a przygody z nim zaczynałem od starych westernów i musicali z lat pięćdziesiątych. Kocham animacje Disneya, amerykańską popkulturę, "Gwiezdne wojny" i "Powrót do przyszłości". W filmach uwielbiam, że mogę spoglądać na świat z czyjejś perspektywy. Od wielu lat tworzę i współprowadzę podcasty o tematyce filmowej.

News will be here