News will be here
“Nóż w nocnej ciszy” – koszmar minionych świąt [Recenzja]

Okres przedświąteczny sprzyja odwiedzaniu kin, dlatego na ekrany wchodzą tytuły w jakiś sposób nawiązujące do okresu Bożego Narodzenia. Często są to feel good movies, jednak zdarzają się wyjątki – tak jest w przypadku horroru “Nóż w nocnej ciszy”, o którym piszemy w dzisiejszej recenzji.

Winnie (Jane Widdop), mieszka w Angel Falls, gdzie w zeszłe święta zginął jej brat i najlepsza przyjaciółka. Dziewczyna zabiła mordercę w obronie własnej, ale rok później znowu zaczynają ginąć ludzie, gdy tajemniczy Anioł powraca. Gdy trauma odżywa, Winnie wypowiada życzenie, że wolałaby się nigdy nie urodzić. Nieoczekiwanie przenosi się do dziwnej rzeczywistości, gdzie nikt jej nie kojarzy, a właśni rodzice twierdzą, że nigdy nie mieli córki. W tak niecodziennych okolicznościach Winnie kolejny raz będzie musiała stawić czoła mordercy. “Nóż w nocnej ciszy”, pokazując świat pozbawiony głównej bohaterki, nawiązuje tym samym do “Tego wspaniałego życia” Franka Capry, co wyraża również oryginalny tytuł produkcji.

“Nóż w nocnej ciszy”, czyli slasher z twistem

Kadr z filmu “Nóż w nocnej ciszy” (2023, reż. Tyler MacIntyre), fot. Best Film.

Najnowszy film Tylera MacIntyre’ego (reżyseria) i Michaela Kennedy’ego wpisuje się w popularny nurt samoświadomych slasherów, które dodatkowo oferują jakiś paranormalny twist. “Nóż w nocnej ciszy” można postawić obok takich produkcji jak “Śmierć nadejdzie dziś”, “Piękna i rzeźnik” czy “Zatrzymać morderstwo”. Po podróżach w czasie, zamianie ciał i pętli jak z “Dnia świstaka”, otrzymujemy świąteczną zorzę, która spełnia życzenia. MacIntyre łączy klasyczne podejście do slashera z kinem świątecznym, co daje specyficzny efekt. Oczywiście i tym razem, nie jest to nic nowego, bo wystarczy wspomnieć klasyki jak “Cicha noc, śmierci noc”, “Czarne święta” czy “Świąteczne zło”.

Przy tym całym paranormalnym naddatku, “Nóż w nocnej ciszy” nie próbuje wymyślić koła na nowo. Najwięcej energii twórcy wkładają w brutalne sceny morderstw dokonywanych tu za pomocą m.in. noża i siekiery. Fabularna wiarygodność, skomplikowanie charakterologiczne postaci czy nawet związki przyczynowo-skutkowe to sprawy drugorzędne zarówno dla slasherów, jak i taśmowo produkowanych filmów świątecznych. Raczej nikt, to wybiera je w repertuarze kin lub ramówki telewizyjnej, nie oczekuje wysmakowanej fabuły i psychologicznego skomplikowania. Zostaliście ostrzeżeni – “Nóż w nocnej ciszy” sprawdza się jako prosta, nieco głupkowata rozrywka operująca dobrze znanym schematem.

Krwawe kolędowanie

Kadr z filmu “Nóż w nocnej ciszy” (2023, reż. Tyler MacIntyre), fot. Best Film.

O tym, że świąteczna sceneria idealnie nadaje się jako arena dla gatunkowego eksperymentowania, przekonywałem już w recenzji “Dzikiej nocy”. Film Tommy’ego Wirkoli miał w sobie werwę i dawał frajdę podczas seansu. Reżyser wiedział kiedy dokręcić śrubę, zaskoczyć makabrycznym humorem, a kiedy szokować krwawą jatką. O ile “Nóż w nocnej ciszy” ma na siebie jakiś pomysł, to jednak sprawia wrażenie trochę zachowawczego. Nie zrozumcie mnie źle – jucha bucha aż miło, lecz momentami brakuje w tym wszystkim więcej kreatywnej energii.

Film zadaje ciekawe pytania na temat traumy po przetrwaniu ataku seryjnego mordercy. Porusza kwestię przejścia do porządku dziennego po niedawnej tragedii w zbiorowej świadomości mieszkańców małego miasteczka. Utożsamia zło z modernizacją przestrzeni miejskiej, przejmowaniem lokalnych biznesów przez korporację i wykupywaniem gruntów. Jednak gdzieś po drodze porzuca te kwestie na rzecz spektakularnej jatki. Choć miłośnicy slasherów docenią obrany kierunek, to trochę szkoda, że potencjał tkwiący w “Nożu w nocnej ciszy” nie został w pełni wykorzystany.

Jan Sławiński

Jan Sławiński

Absolwent Filmoznawstwa (I i II stopień) oraz Tekstów Kultury (II stopień) na Uniwersytecie Jagiellońskim. Publikuje w internecie, prasie specjalistycznej („Ekrany”, „Czas Literatury”, „Zeszyty Komiksowe”) oraz tomach zbiorowych („1000 filmów, które tworzą historię kina”, „Poszukiwacze zaginionych znaczeń”). Od ponad dziesięciu lat prowadzi autorskiego bloga jako Anonimowy Grzybiarz.
News will be here