News will be here
„Special Ops: Lioness“ – Taylor Sheridan znów to zrobił [Recenzja]

Gdyby ktoś mnie zapytał jeszcze kilka lat temu, kto pisze najlepsze seriale, pewnie odpowiedziałbym, że Aaron Sorkin – choć od dawna żadnego nie napisał. Teraz też odpowiedziałbym w zasadzie bez zastanowienia, tyle że podałbym zupełnie inne nazwisko.

Nie wiem, jak to się stało, ale aktualnie najlepsze seriale moim zdaniem pisze Taylor Sheridan, który odpowiedzialny jest przede wszystkim za głośne uniwersum „Yellowstone“. Aktualnie w Polsce możemy obejrzeć jego najnowszy tytuł, „Special Ops: Lioness“, będący serialem szpiegowskim z elementami kina akcji.

Filmów i seriali oglądam teraz znacznie mniej niż kiedyś. Związane jest to przede wszystkim z ogromną liczbą produkcji, co wymusza bardziej szczegółową i mądrą selekcję tego, na co zamierzam poświęcić czas. Jednocześnie w tym roku mocno powróciłem do czytania książek i często świadomie rezygnuję ze wpatrywania się w ekran telewizora. Są jednak takie tytuły, na których premierowe odcinki czekam tak mocno, że muszę je obejrzeć w tym samym dniu, w którym pojawiają się na platformie streamingowej. Doskonałym tego przykładem jest „Special Ops: Lioness“ autorstwa Talyora Sheridana.

Zoe Saldaña i Nicole Kidman w serialu “Special Ops: Lioness” (2023) fot. Paramount+

WSPÓŁCZESNY COWBOY

Choć urodzony w Kalifornii, to wychowany w Teksasie, Taylor Sheridan jest aktualnie pierwszym cowboyem, przemysłu filmowego. Choć w wielu produkcjach pojawiał się jako aktor, zazwyczaj w rolach dwu- lub trzecioplanowych, to przede wszystkim jest on znakomitym scenarzystą. To on jest odpowiedzialny między innymi za „Sicario“ czy „Aż do piekła“, który był nominowany do Oscara w trzech kategoriach. Jednak dopiero seriale pozwoliły Sheridanowi zająć należyte miejsce przy stole. Jego neo-western „Yellowstone“ z Kevinem Costnerem w roli głównej, od razu znalazł grono fanów i dziś jest już niemal serialem kultowym. Podanie jak inne tytuły z tego uniwersum, czy kolejne produkcje, które Sheridan napisał. Nie wiem, czy takie miano zyska również „Specjal Ops: Lioniess“, ale na pewno nie jest to coś, obok czego można przejść obojętnie.

Stephanie Nur i Laysla De Oliveira w serialu “Special Ops: Lioness” (2023) fot. Paramount+

ODDZIAŁ DO ZADAŃ SPECJALNYCH

Uwielbiam kino i telewizję szpiegowską. Jednak lubię, jak w tych produkcjach jest miejsce na porządną akcję, a nie tylko planowanie operacji i zdobywanie informacji przez wywiad. Właśnie czymś takim jest najnowszy serial od Sheridana. Jedną z głównych ról gra tutaj Zoe Saldaña, która wciela się w Joe – szefową oddziału CIA, który prowadzi operacje między innymi na Bliskim Wschodzie. Już na samym początku Joe traci jedną ze swoich terenowych agentek i rozpoczyna proces pozyskania nowej kandydatki do zadania, jakie jej jednostka musi wykonać. To właśnie ta osoba w zespole nazywana jest tytułową „lwicą“, która jednak nie jest świadoma tego, że w razie potrzeby, zostanie spisana na straty, co dowódcy i wyżsi przełożeni wpisują w koszty prowadzenia operacji.

Na ekranie możemy zobaczyć również Nicole Kidman oraz Morgana Freemana. Fani innych seriali Taylora Sheridana na pewno rozpoznają kilka innych twarzy, które wielokrotnie pojawiały się w innych jego produkcjach.

Zoe Saldaña w serialu “Special Ops: Lioness” (2023) fot. Paramount+

CAŁOŚĆ BOHATERAMI STOI

Serial jest kawałkiem dobrej telewizji w starym stylu, ale ze współczesnym sznytem. Bohaterowie są tutaj z krwi i kości, choć są z innego świata, to nie mamy problemu, żeby się z nimi identyfikować i przejmować się ich losami. Na pierwszym miejscu stoi fakt, że widz musi się wkręcić nie tylko w historię, ale i akcję, która jest tu niezbędna. W każdym odcinku czujemy napięcie i zastanawiamy się jakie karty, tym razem odsłonią przed nami twórcy. Kiedy już myślimy, że wiemy, co się w następnej kolejności wydarzy, nasze tropy są mylone i dostajemy nową akcję, która rzuca nieco inne światło na całą historię. Siłą produkcji jest również to, że poznajemy losy bohaterów, kiedy nie zajmują się główną operacją. Dzięki temu możemy zrozumieć jeszcze lepiej ich motywacje do podejmowania, często bardzo ryzykownych, działań.

Kadr z serialu “Special Ops: Lioness” (2023) fot. Paramount+

PRODUKCJA DLA KAŻDEGO WIDZA

To, co podoba mi się w serialach pisanych przez Sheridana, jest fakt, że są one właściwie dla każdego typu widza. Oczywiście, mają one często konwencję neo-westernu i trzeba to lubić, jednak nierzadko można po prostu zatopić się w bohaterach i już sam gatunek nie jest taki ważny. W jego serialach mamy i dobre postacie, znakomite dialogi, akcję i dramat. Kilka składników, z których można przyrządzić znakomite danie. Seriale Sheridana, a co za tym idzie i „Special Ops: Lioness“, właśnie takie są, dzieci czemu nie tylko je oglądam, ale i wyczekuję kolejnych premierowych odcinków i oglądam je jeszcze tego samego dnia. To ostatnio rzadkość, co może dziwić, biorąc pod uwagę liczbę produkcji, jakimi jesteśmy zasypywani. „Lwica“ to znakomita pozycja szpiegowska, w której dodatkowo otrzymujemy świetne sceny akcji. Jeśli ktoś czegoś takiego szuka, to naprawdę nie poczuje się zawiedziony.

Jan Urbanowicz

Jan Urbanowicz

Kinem jestem zafascynowany niemalże od kołyski, a przygody z nim zaczynałem od starych westernów i musicali z lat pięćdziesiątych. Kocham animacje Disneya, amerykańską popkulturę, "Gwiezdne wojny" i "Powrót do przyszłości". W filmach uwielbiam, że mogę spoglądać na świat z czyjejś perspektywy. Od wielu lat tworzę i współprowadzę podcasty o tematyce filmowej.

News will be here