News will be here
Christopher Nolan podczas kręcenia "Dunkierki" (2017), fot. Melinda Sue Gordon

"Oppenheimer" Christophera Nolana podbija kina i wciąż jest na ustach widzów i krytyków. Razem z "Barbie" przypomina, że kino żyje, a ludzie wciąż chcą oglądać wysokobudżetowe, ambitne produkcje, które nie są częścią serii. Z tego powodu przypominamy jeden z filmów Nolana, który nie doczekał się równie wielkiego uznania, co kilka jego najbardziej rozpoznawalnych projektów.

Kino Christophera Nolana to od lat wspaniałe filmowe widowiska. Jedni cenią je za rozmach i wizjonerstwo, natomiast innym imponuje przywiązanie reżysera do tradycyjnych technik filmowych i konsekwentne kręcenie na taśmie. Fani kochają jego quasi-realistyczną interpretację Mrocznego Rycerza, twisty, które definiują fabułę “Memento” czy “Prestiżu”, a także szkatułkową “Incepcję”.

Jednak po imponującym wysokobudżetowym debiucie, jakim była opowieść o mężczyźnie bez pamięci krótkotrwałej, który poszukuje mordercy żony, a przed wyżej wspomnianymi tytułami, Nolan nakręcił skromniejszy kryminał. To właśnie “Bezsenność” – remake norweskiego thrillera – udowodnił hollywoodzkim włodarzom, że poza fabularnymi łamigłówkami o artystycznym zacięciu potrafi on dowieźć rzetelnie zrealizowane kino gatunkowe.

“Bezsenność”, czyli wyjątkowy film w dorobku Nolana

Filmy Nolana, Bezsenność (2002), Warner Bros.
Robin Williams i Al Pacino w filmie “Bezsenność” (reż. Christopher Nolan, 2002), fot. Warner Bros.

Od “Bezsenności” (2002) zaczęła się długotrwała współpraca Christophera Nolana z wytwórnią Warner Brothers. Mimo że wypada ona skromnie na tle późniejszych dokonań reżysera, w momencie premiery mogła imponować zgrabnie opowiedzianą intrygą oraz obsadą. To właśnie ta produkcja wypchnęła reżysera na szczyt kandydatów do zrealizowania nowego filmu o Batmanie. Dopiero “Oppenheimer”, zrealizowany ponad dwadzieścia lat później, był pierwszym tytułem Nolana, w którego produkcję zaangażowane było inne studio (Universal Pictures).

W głównych rolach w “Bezsenności” wystąpili zdobywcy Oscarów: Al Pacino, Robin Williams i Hilary Swank. W wywiadzie dla magazynu “Time” Nolan wspomniał, że każdy z nich miał inne podejście do odgrywanej postaci. Swank chciała być jak najbardziej skupiona, a liczne duble ją rozpraszały. Z kolei Williams (w pierwszej tak złowieszczej roli w karierze) lubił po wielokroć powtarzać sceny, w których występował, i częściowo improwizował na planie, nie biorąc udziału we wcześniejszych próbach. Natomiast dla Pacino niezwykle ważna była motywacja jego bohatera, do której chciał dotrzeć poprzez wielogodzinne rozmowy z reżyserem. Finalnie Nolan pozwolił Pacino i Williamsowi eksperymentować, by znaleźli oni wspólny język.

Moralnie dwuznaczny bohater w miasteczku, gdzie słońce nie zachodzi

Fabuła przedstawiona w “Bezsenności” opowiada o małym miasteczku na Alasce, do którego przybywa Will Dormer (Al Pacino). Detektyw będzie musiał połączyć siły z miejscową policjantką (Hilary Swank), by odnaleźć mordercę siedemnastoletniej dziewczyny. Wśród podejrzanych znajduje się autor groszowych kryminałów (Robin Williams). W ujęciu sprawcy głównemu bohaterowi nie pomaga natomiast bezsenność i fakt, że o tej porze roku na Alasce słońce nigdy nie zachodzi. Czy w niekończącym się blasku dnia Dormer odkryje mroczne tajemnice ludzkiej duszy?

Nie ma tu zabaw formą i narracją, które znamy z “Memento” czy “Incepcji”. Również fabuły w ostatnim momencie nie wywraca do góry nogami żaden fabularny twist. Mimo to Nolan dalej zadaje ciekawe pytania – tym razem o moralność policjanta z Los Angeles, jego sumienie i podobieństwo do ściganego mordercy. Sam fakt, iż “Bezsenność” jest prawdopodobnie jego najmniej udziwnionym filmem, sprawia, że po latach wróciłem do niego z prawdziwą przyjemnością.

Przekleństwo Nolana, czyli o fabularnych twistach

Prestiż, 2006, Christopher Nolan, Warner Bros.
Kadr z filmu “Prestiż” (reż. Christopher Nolan, 2006), fot. Warner Bros.

Uwielbiam “Incepcję” i “Prestiż”, a rola Heatha Ledgera w “Mrocznym Rycerzu” udowodniła, że kino superbohaterskie można wynieść ponad czystą rozrywkę. Uważam jednak, że filmy Nolana najlepiej ogląda się po raz pierwszy. Gdy nie znamy fabuły i dajemy się zaskoczyć podczas seansu. Każdy powrót do “Tenetu” czy “Interstellar”, mimo że wciąż jest doświadczeniem satysfakcjonującym (bo to spektakle, którym nie można odmówić pomysłowości i formalnego dopięcia na ostatni guzik), to jednak nie robi już tego samego wrażenia. Gdy znamy niespodziankę i wiemy, co się wydarzy, to trudno przeżywać te same emocje. Siła scenariuszy Nolana tkwi często w zaskakiwaniu widza.

Pod “Bezsennością” Nolan się nie podpisał, mimo że to on wprowadzał do scenariusza ostateczne poprawki. Być może dlatego postaci w tym kryminale wydają się bardziej złożone niż w późniejszych filmach reżysera. Fabuła podąża dość wiernie za oryginałem z 1997 roku (gdzie w główną rolę wcielił się Stellan Skarsgård), choć nie obyło się bez drobnych różnic. Abstrahując jednak od porównywania obu wersji, “Bezsenność” po latach ogląda się równie dobrze, co podczas premierowego seansu. Mimo że i tutaj mamy do czynienia z twistem (SPOILER: Dormer zabija swojego partnera, co sprawia, że musi on nie tylko rozwiązać morderstwo, ale i jedno zatuszować), to nie jest on najważniejszym punktem scenariusza.

Ten zwrot akcji wzbogaca fabułę (a przede wszystkim postać graną przez Ala Pacino), jednak nie jest to zagrywka, którą reżyser serwuje pod koniec seansu, żeby widz wyszedł z kina oniemiały i musiał inaczej spojrzeć na wszystko, co zobaczył. Twist w “Bezsenności” Nolana jest integralną częścią fabuły – sprawia, że śledztwo komplikuje się jeszcze bardziej, a charakter bohatera nabiera dwuznaczności. Fakt, że zaprezentowano go w ⅓ filmu, sprawia, że widz może go przetrawić podczas seansu i inaczej patrzeć na dalszą fabułę, która staje się przez to ciekawszym doświadczeniem.

Mniej efekciarstwa to czasem zaleta

ncepcja, 2010, Christopher Nolan, Filmy Nolana, Warner Bros.
Kadr z filmu “Incepcja” (reż. Christopher Nolan, 2010), fot. Warner Bros.

Może się wydawać, że “Bezsenność” jest najzwyklejszym filmem Nolana. Nie ma tu szkatułkowej narracji, przeskoków czasowych ani wielkich twistów. Dostajemy za to konsekwentnie opowiedzianą historię – rasowy kryminał z intrygującym bohaterem, który ściga inteligentnego mordercę. Thriller w starym stylu, jakich powstaje dziś coraz mniej. Stawiający na dobrze zarysowane portrety bohaterów (postać Dormera ciekawie koresponduje zarówno ze współpracującą z nim idealistyczną młodą policjantką, jak i psychopatycznym mordercą, którego ściga), wciągające śledztwo w niebanalnej scenerii, a także klimat i powolne narastanie napięcia – elementy ważniejsze niż galopująca akcja.

Dzięki osadzeniu akcji filmu na Alasce tytułowa przypadłość detektywa staje się wręcz surrealistycznym, onirycznym doświadczeniem. Zmęczony niewyspaniem Dormer walczy nie tylko z bestialskim mordercą i własnym sumieniem, ale też z niekończącym się dniem. Widz, oglądając jego starcie z rzeczywistością, daje się wciągnąć w ten wyjątkowy klimat, którego równorzędnym bohaterem wydaje się miejsce akcji, gdzie najgorsze ludzkie zbrodnie są popełniane w blasku dnia.

Być może “Bezsenność” nie może konkurować z kolejnymi, większymi i bardziej bombastycznymi projektami Nolana. Mimo to warto podejść do tego filmu raz jeszcze, bo w swojej kategorii to naprawdę dobry kryminał, który stopniowo ujawnia swoje kolejne warstwy. I wbrew pozorom, nawet mimo swej kameralności i powściągliwości, wcale nie jest tak prosty, jak może się wydawać. Warto odkryć to po latach samodzielnie. Nolan twierdzi, że był to wyjątkowy film w jego karierze (pierwszy projekt robiony na zamówienie studia), więc tym bardziej szkoda, że w późniejszych latach ani razu nie wrócił do tego, co czyniło “Bezsenność” wyjątkową na tle innych jego dokonań.

Jan Sławiński

Jan Sławiński

Absolwent Filmoznawstwa (I i II stopień) oraz Tekstów Kultury (II stopień) na Uniwersytecie Jagiellońskim. Publikuje w internecie, prasie specjalistycznej („Ekrany”, „Czas Literatury”, „Zeszyty Komiksowe”) oraz tomach zbiorowych („1000 filmów, które tworzą historię kina”, „Poszukiwacze zaginionych znaczeń”). Od ponad dziesięciu lat prowadzi autorskiego bloga jako Anonimowy Grzybiarz.
News will be here