News will be here
Ubisoft zadrżał w posadach. Co dalej z gigantem?

Skandale obyczajowe bywały trampolinami do wielkich karier. Zresztą, nie oszukujmy się – smaczki z życia gwiazd są w niektórych kręgach niczym opium dla ludu. Nienaturalne, nadmierne zainteresowanie cudzym życiem może wręcz być korzystne dla obu stron – celebryty i szaraka, który śledzi jego losy. Nieco inaczej wyglądają jednak takie skandale, gdy przejdziemy od jednostek do działalności całych firm. Ubisoft może być tego książkowym przykładem, szefostwo francuskiej firmy chyba bowiem zapomniało, że żyjemy w drugiej dekadzie XXI wieku.

Od zaprószenia ognia po pożar na najwyższych szczeblach

Jeśli myśleliście, że po trzęsieniu ziemi w Hollywood, które stosunkowo szybko przycichło, temat seksistowskich zachowań i innych tego typu niepożądanych postaw został wyczerpany, ostatnie wydarzenia mogą zmącić wasz spokój. Pomijam już nawet fakt, że posypanie głów popiołem przez kilku znanych i – wcześniej – powszechnie szanowanych gwiazdorów nie było nawet wierzchołkiem góry lodowej. Nie ma też sensu roztrząsać, jak wiele oskarżeń okazało się kłamstwami, które służyły jedynie wysępieniu pieniędzy lub zniszczeniu karier. Ten temat wciąż będzie powracać, póki ludzie zwyczajnie nie nauczą się zachowywać w stosunku do innych tak, jak sami chcieliby być traktowani. Sytuacja w Ubisofcie, a więc gigancie branży gier komputerowych, pokazuje natomiast, jak niewiele potrzeba, by budowana przez dziesięciolecia pozycja posypała się niczym domek z kart.

Zaczęło się niepozornie. 24 czerwca Ashraf Ismail poinformował, że odchodzi z firmy w związku z problemami w życiu osobistym. Dyrektor kreatywny powstającego właśnie "Assassin's Creed: Valhalla" odszedł w dziwnym momencie, ale takie sytuacje się zdarzają... Prawda? Nie do końca. Człowiek od lat zaangażowany w powstawanie jednej z najbardziej rozpoznawalnych marek nie tylko Ubi, ale i całej branży, po prostu porzucił najnowsze dziecko. Jak się okazało, jego odejście było jednak zaledwie preludium tego, co działo się we francuskiej firmie w kolejnych tygodniach. Ashraf Ismail miał ponoć m.in. kłamać na temat swojego stanu cywilnego, by zdradzać żonę (oczywiście z koleżankami z pracy). Odejście skwitował natomiast słowami:

Są setki utalentowanych, pełnych pasji osób, które starają się tworzyć dla was to doświadczenie, ale nie zasługują na to, by kojarzono ich z tym wszystkim. Życzę im tego, co najlepsze.

Tymi słowami, skierowanymi do graczy, Ismail niejako stanął w obronie produktu i zaangażowanych w jego powstanie osób... I było to najlepsze, na co zdobył się którykolwiek z usuniętych w ostatnim czasie z firmy nietykalnych. Sam zainteresowany, mimo zarzutów, zachował natomiast twarz (przynajmniej w jakimś stopniu). Potem było już tylko gorzej.

Fatalne wyczucie czasu – Ubisoft Forward w centrum szalejącego żywiołu

Ubisoft Forward, 2020
Najważniejsze zapowiedzi Ubisoft Forward

Po tym, jak Ashraf Ismail opuścił firmę, było niemal jasne, że u francuskiego giganta nie dzieje się najlepiej. Ubisoft Forward – impreza komunikująca dalsze poczynania firmy – zbliżała się wielkimi krokami, a jakiekolwiek problemy mogły rzucić cień na planowane zapowiedzi premier i nowych gier. I tak się stało, choć można też powiedzieć, że rozmach zapowiedzi przykuł na tyle uwagi, by biurowe dramaty nieco osłabić. 10 lipca, zaledwie dwa dni przed startem Ubisoft Forward, zwolniono bowiem Maxime Bélanda i zawieszono Tommy'ego François. Weterani należeli do działu Editorial VP, nadzorującego prace w poszczególnych filiach francuskiej firmy.

Najgorzej miała wyglądać sytuacja w Ubisoft Toronto. Już kilka lat temu głośno było o olbrzymi crunchu (w bardzo dużym uproszczeniu: przymusowych nadgodzinach). Teraz do listy problemów trzeba dopisać niestosowne zachowania. Na korytarzach paryskiego biura firmy także królowały mizoginizm, rasizm i seksizm. HR natomiast nie reagował, a przynajmniej pracownicy zarzekają się, że wielokrotnie skarżyli się na przełożonych. Nieobyczajne zachowania w końcu jednak poskutkowały dyscyplinarką i podpalaniem biur kolejnych dyrektorów i wiceprezesów. Serge Hascoët (dyrektor ds. kreatywnych), Yannis Mallat (dyrektor zarządzający kanadyjskimi oddziałami) wylecieli z hukiem. Cécile Cornet (szefowa HR) natomiast zdegradowano, choć początkowo miała podzielić los innych dyrektorów.

Panowie Hascoët, Mallat, Béland i François to weterani, których podwładni nazywali nietykalnymi. Spory udział miała w tym właśnie Cornet, która biernie przyglądała się zachowaniom innych dyrektorów, mimo że regularnie otrzymywała na nich skargi. A mowa o czymś więcej niż niewybredne komentarze czy niestosowne żarty. Jeszcze później Ubisoft opuściła po dwudziestu dwóch latach pracy Andrée Cossette. Tu jednak zarówno ona, jak i firma podkreślają, że to nie pokłosie ostatnich wydarzeń, a raczej refleksji nad nimi.

Ubisoft to nie gigant na glinianych nogach

Yves Guillemot, Ubisoft, Bloomberg
Yves Guillemot, CEO Ubisoftu, fot. Bloomberg

I tak wracamy do Tommy'ego François, będącego jednym z pierwszych nietykalnych, wobec którego wyciągnięto konsekwencje. Co prawda nie otrzymał dyscyplinarki jak Béland, ale z przymusowego urlopu już nie wrócił. Po miesięcznym śledztwie także pracujący dla Ubi od trzynastu lat dyrektor pożegnał się z posadą. Być może nadzieja, że wszystko rozejdzie się po kościach, wynikała z tego, że François był prawą ręką Hascoëta. Ten ostatni stracił jednak grunt pod nogami i choć był związany z firmą niemal od początku jej istnienia, teraz musi szukać nowego pracodawcy. I co tu dużo mówić – może być już tylko lepiej.

Pożar wybuchł półtora miesiąca temu i wiele wskazuje na to, że został opanowany. Francuska firma walczy o odzyskanie twarzy, za co zresztą trzeba pochwalić Yves'a Guillemot – prezesa Ubisoftu. Od samego początku reagował niemal natychmiastowo na kolejne niepokojące sygnały; część jego decyzji można co prawda uznać za działania pozorowane, ale stanowcze pozbycie się kółka wzajemnej adoracji, zważywszy na wysokie pozycje i zasługi jego członków, wymagało odwagi. Inna sprawa, że w pewnym sensie wytworzyły nam się dwa Ubisofty. Jeden to globalny potentat i korporacja trawiona przez coś, co można nazwać problemami cywilizacyjnymi. Drugi to producent gier, który mimo niemałych przecież perturbacji pracuje pełną parą i sprawia wrażenie, jak gdyby zyskał drugie życie. Bo czego by o grach Ubi nie mówić, zapowiedziane w ostatnim czasie produkcje z pewnością będą hitami sprzedażowymi.

Na przestrzeni dekad ta branża widziała już niejeden upadek. Nie wydaje mi się jednak, by Ubisoft miał podzielić los wielu innych studiów. Wręcz przeciwnie! Wszystko wskazuje na to, że bardzo podobnie widzą tę sytuację inwestorzy. Wizerunkowy pożar nieco zachwiał zaufaniem do firmy, ale sytuacja szybko się ustabilizowała. Dziś Ubisoft, między innymi dzięki mocnym zapowiedziom, nie musi się martwić przynajmniej o swoją pozycję na giełdzie. Czas natomiast pokaże, czy pozbycie się czarnych owiec oczyściło atmosferę, czy może wymienieni powyżej to najwyżej kozły ofiarne. Ogień jednak – jak na razie – dogorywa.

Damian Halik

Damian Halik

Kulturoholik, level 99. Czas na filmy, książki, komiksy i gry, generowany gdzieś między pracą a codziennymi obowiązkami, zawdzięcza opanowaniu umiejętności zaginania czasoprzestrzeni.

News will be here