News will be here
“Oscarowe wojny. Historia Hollywood pisana złotem, potem i łzami” – bo nie wszystko złoto, co się świeci

Wydaje mi się, że nie ma bardziej rozpoznawalnej nagrody w świecie sztuki, niż Oscar. Oscary znają wszyscy, bez względu na to, czy interesują się kinem, czy też nie. Choć wydawać by się mogło, że te wspaniałe statuetki i historie za nimi stające są bez skazy, w rzeczywistości jest zgoła inaczej. Dowiedzieć się o tym możemy między innymi z książki „Oscarowe wojny. Historia Hollywood pisana złotem, potem i łzami“ autorstwa Michaela Schulmana.

Ja sam uwielbiam Oscary. Oglądam je nieprzerwanie od 1997 roku i mimo że gale oscarowe nie są już takie jak kiedyś i wokół nich pojawia się od lat wiele kontrowersji, to wciąż wzbudzają one u mnie emocje – mniejsze, ale jednak. Książka Michaela Schulmana, pisarza New Yorkera, pojawiła się na polskim rynku dosłownie chwilę przed tegorocznym rozdaniem nagród Akademii i szczerze, to zainteresowała mnie jeszcze bardziej, niż to, kto wróci do domu ze statuetką. Jej autor przygląda się rozdaniu nagród z różnych perspektyw, w tym artystycznej, biznesowej, politycznej i kulturowej.

„Oscary to pole bitwy, na którym zderzają się siły kulturowe i gdzie zwycięzcy nie zawsze są tak wyraźni, jak nazwiska wyciągnięte z kopert.“
Autor książki Michael Schulman. fot. NPR

NIE TAKA WSPANIAŁA TA AKADEMIA

Pierwsze rozdanie nagród odbyło się po cichu, ponieważ w ten sposób Akademia rozpoczęła swoją działalność: członkami na pierwszym spotkaniu były starannie wybrane VIP-y, gwiazdy, reżyserzy i potężni właściciele studiów, którzy to właściwie za wszystkim stali, choć oficjalnie nie powinni. Schulman sugeruje między innymi, że możliwe jest, iż pierwszy proces przyznawania Oscarów był „sfałszowany“.

Przez lata wiele razy Akademia była prawie rozwiązana, a rozdanie nagród usunięte. A jednak zawsze się zbierała, bo kto nie chciał, aby ta statuetka zdobiła ich półkę nad kominkiem lub w łazience? Frank Capra zrobił wszystko, co w jego mocy, by ją zdobyć. Podobnie Bette Davis, posuwając się nawet do aborcji. Judy Holliday niewiele brakowało do zdobycia roli, która przyniosła jej Oscara. Dennis Hopper nie dbał jednak o to, czy go ma, czy nie, a Dalton Trumbo dostał go bardzo, bardzo późno. Historie stojące za Oscarami są tak różnorodne, jak role i filmy, które je otrzymują, ale nie zawsze są pozytywne. Podobnie jak sama Akademia.

Schulman pisze w swojej książce, że Oscary są „chlubną tradycją celebrującą wielką nowoczesną formę sztuki. Są imprezą branżową... najbliższą rzeczą, jaką Ameryka ma do rodziny królewskiej... chwytem marketingowym... gejowskim Super Bowl". Ale dodaje również, że „są też czymś innym“.

Polska okładka książki. fot. Marginesy

NIEZNANE OSCARY

Jak wspomniałem, uwielbiam oglądać Oscary każdego roku, a szczególnie lubię historię Oscarów. Mówi ona wiele o kulturze filmowej w danym czasie: co jest uważane za „główny nurt“ i warte nagrody przez przemysł filmowy, a co jest w nich pomijane. Oczywiście, Oscary cieszą się złą sławą z powodu bycia na uboczu i wykluczenia, co sprawia, że ich znaczenie wydaje się głupie. Ale znowu, to naprawdę dobra robota, aby uchwycić, gdzie kultura jest i dokąd zmierza w danym momencie.

„Oscarowe wojny. […]“ to książka dla każdej osoby, która chce dowiedzieć się czegoś więcej o Oscarach, niż tylko kto je wygrał. Dodatkowo ma ona ciekawą i dość niespodziewaną początkowo, organizację. Jednak Shulman był sprytny. Wybrał konkretne lata Oscara, na których się skupił, zamiast próbować opowiedzieć całą historię. Szczerze mówiąc, niektóre lata oscarowe są nudne, a książki, które próbują objąć je wszystkie aż do teraźniejszości, stawiają sobie daremne zadanie. Shulman dobrze wybrał swoje ścieżki. Jest to świetna mieszanka Oscarów, które możemy znać i tych, które są znane znacznie mniej. Autor nie tylko bada te wyścigi oscarowe, ale także kontekst, w jakim istniały one zarówno w filmie, jak i w samym społeczeństwie amerykańskim. Nie wiedziałem nic o roli Akademii w negocjacjach między studiami a związkami zawodowymi, ani o tym, jak Frank Capra wpłynął na to wszystko. Nie wiedziałem o rozległym podziemnym scenariuszu, w którym brali udział pisarze z czarnej listy i o tym, jak Oscary zostały przez nich wykorzystane, aby pomóc zakończyć czarną listę. Jeśli Ty również nie wiesz, ta lektura może być dla Ciebie.

Moment ogłoszenia, że to “Moonlight” zostało wybrane najlepszym filmem, a nie “La La Land”.

NIE DAJ SIĘ ZWIEŚĆ

Z dużym naciskiem na Hollywood, Michael Schulman dodaje historię i popkulturę do swoich opowieści, pokazując, jak światowe wydarzenia wpłynęły na filmy i odwrotnie. Akademia nie zawsze nadążała za tymi wydarzeniami, często wywołując okrzyki zdziwienia fanów, podczas ogłaszania decyzji przy konkretnych kategoriach. Autor subtelnie wyjaśnia to, co niewytłumaczalne, w sposób, który każdy może docenić. Jego anegdoty umieszczają błyszczący oraz iskrzący blichtr i przepych w tych opowieściach, pełnych branżowych intryg.

Choć to naprawdę potężne tomisko, nie daj się zniechęcić. „Oscarowe wojny“ są momentami tak zabawne w czytaniu, że ledwo zauważa się ich rozmiar. Jeśli masz bzika na punkcie filmów, Hollywood, czerwonego dywanu lub historii kultury, ta książka jest dla ciebie. To niesamowita lektura o historii kina, ale z nieco mniej oczywistej perspektywy.

Książka ukazała się w Polsce nakładem wydawnictwa Marginesy, a przekładu z języka angielskiego dokonał Jan Dzierzgowski.

Jan Urbanowicz

Jan Urbanowicz

Kinem jestem zafascynowany niemalże od kołyski, a przygody z nim zaczynałem od starych westernów i musicali z lat pięćdziesiątych. Kocham animacje Disneya, amerykańską popkulturę, "Gwiezdne wojny" i "Powrót do przyszłości". W filmach uwielbiam, że mogę spoglądać na świat z czyjejś perspektywy. Od wielu lat tworzę i współprowadzę podcasty o tematyce filmowej.

News will be here