Fot. Rudy & Peter Skitterians (Skitterphoto)/Pixabay

Sztuczna inteligencja wygrywająca konkurs plastyczny to w ostatnim czasie największe zagrożenie dla ludzkości – tak przynajmniej można wnioskować, przypatrując się burzy, którą wywołał Jason Allen. Wbrew pozorom problem nie jest jednak ani tak dramatycznie duży, ani nawet świeży. Zaskakująco wiele argumentów padających w tej dyskusji dawno już bowiem obalono.

Trzysta dolarów – niby niewiele, ale przecież w sztuce nie o pieniądze chodzi. Chodzi o zasady! Choć i tych Jason Allen nie złamał, wygrywając konkurs towarzyszący corocznemu Colorado State Fair. Targi w Pueblo, których historia sięga sto pięćdziesiąt lat wstecz, wśród licznych kategorii swego konkursu wyróżniają także sztukę cyfrową. Regulamin definiuje ją jako wykorzystanie narzędzi cyfrowych w procesie twórczym. Allen przedstawił natomiast wyjątkowo zjawiskową grafikę – sęk w tym, że wykonaną dzięki algorytmowi sztucznej inteligencji. Jest jednak pewne uproszczenie w tym stwierdzeniu.

Jason Allen to lokalny grafik i projektant gier w Incarnate Games. Korzystanie z narzędzi cyfrowych jest dla niego codziennością, choć zabawę ze sztuczną rozpoczął zaledwie kilka miesięcy temu. Prace (bo w sumie było ich trzy) konkursowe w dużej mierze stworzył dzięki Midjourney – algorytmowi, który polecenia tekstowe zmienia w obrazy. Przedstawiając nam kilka propozycji, zachęca do rozwijania tych, które są najbliższe naszym imaginacjom. W ten sposób Jason Allen przebrnął przez ponad dziewięćset grafik! Następnie te, które spełniły jego oczekiwania, ręcznie dopieszczał w Photoshopie. Jak wyliczył, w sumie kosztowało go to osiemdziesiąt godzin pracy.

Przy zgłaszaniu prac autor poinformował o wykorzystaniu Midjourney, co potwierdziła rzeczniczka Colorado State Fair. Co prawda członkowie jury, już po tym, jak wybuchła afera, stwierdzili, że o tym nie wiedzieli... dodali jednak, że wiedza ta niczego w ich ocenie by nie zmieniła. “Théâtre D’opéra Spatial” jest bowiem hipnotyzująco zjawiskowe, przypomina wręcz pracę malarskiego mistrza, a przy tym składania do przemyśleń. Po prostu sztuka w najczystszej postaci – choć nie zdaniem każdego.

Art is dead Dude

Jason Allen, Midjourney, Théâtre D’opéra Spatial, Saeed Rahbaran, The New York Times
Jason Allen – autor wykonanego przy użyciu SI obrazu “Théâtre D’opéra Spatial”, fot. Saeed Rahbaran/The New York Times

Tymi słowami, nieco przewrotnie, Jason Allen zakończył rozmowę z Kevinem Roose'em, która ukazała się na łamach “New York Timesa”. Co ważne – całą dyskusję rozpoczął sam Allen i mimo krytyki za nic nie zamierza przepraszać. Nigdy nie ukrywał, jak powstawała jego zwycięska praca. Nie złamał też żadnych zasad. W wywiadach podkreśla natomiast, że zależało mu na wywołaniu dyskusji. Ma też świadomość, skąd wynika złość zawodowych ilustratorów i malarzy obawiających się, że maszyny odbiorą im pracę.

Nie oni pierwsi i nie ostatni drżą ze strachu w majestacie wszechmocnej SI. Zastanówcie się sami. Jeśli sztuczna inteligencja już dziś może zastąpić ludzką kreatywność, to co mają powiedzieć osoby, których branże wydają się zdecydowanie podatniejsze na zastępowanie ludzi maszynami? Otóż – moim zdaniem – nic, bo grunt to nie dramatyzować, kiedy świat biegnie przed siebie. Sztuka nie po raz pierwszy przechodzi rewolucję. Midjourney i podobne algorytmy to jedynie narzędzia. Fochy i twierdzenia, że to koniec sztuki, są zatem mocno przesadzone.

Internet kocha jednak tego typu dramy. Nie wydaje mi się, by larum, jakie podniesiono, w ogóle wychodziło od przedstawicieli świata sztuki. To raczej głos komentatorów spraw wszelakich. Internetowych omnibusów, którzy na każdy problem z danej kategorii mają radę – zwykle generyczną i do bólu przewidywalną. Często zahaczającą wręcz o teorie spiskowe. Taki po prostu jest internet i ani Jason Allen, ani Midjourney, ani nawet najznamienitsi krytycy sztuki nic z tym nie zrobią. Jak to w internecie – burza sama przycichnie, gdy komentatorzy znajdą sobie inny trendujący temat.

Jason Allen celowo wywołał dyskusję, choć jej temat powinien być nieco inny

Jason Allen, Théâtre D’opéra Spatial, Midjourney, 2022
Jason Allen – “Théâtre D’opéra Spatial” (obraz wykonany przy użyciu Midjourney, 2022)

Problemem nie jest to, że sztuczna inteligencja odbierze pracę ilustratorom i malarzom. Umówmy się, że tak jak robotnicy budowlani nie zamieniliby koparek i dźwigów na napędzane siłą ich własnych rąk łopaty oraz żurawie, tak i grafikom algorytmy mogą się przydać. Między tymi tworzącymi obrazy cyfrowe a tymi tradycyjnymi i tak istnieje niewidzialna ściana, którą rzadko kiedy jedni czy drudzy w ogóle chcą przekraczać. Kreatywność to jednak wciąż rzecz, która od SI nas odróżnia – i długo jeszcze będzie.

Bardziej powinny nas natomiast martwić coraz skuteczniejsze działania przy wykorzystaniu tych algorytmów. Jak bumerang wraca więc temat deep fake'ów. Przeróbek tak dobrych, że budzących wątpliwości. Nasze twarze mogą być wykorzystywane na zdjęciach czy nawet filmach, przy których tworzeniu nas nie było. Może będzie to mem (choć tym doskonale podróbki nie są potrzebne, a nawet są wbrew ich naturze), może biurowy żart z nami w roli głównej, a może bijące rekordy popularności porno.

Pamiętacie przeróbki Baracka Obamy czy Marka Zuckerberga, którzy wygłaszali szokujące tezy? Nagrania te powstały przy użyciu technologii deep fake, ale jak wiele osób, które wysłuchały filmów, w ogóle o tym wiedziało? Ile musi upłynąć czasu, by tego typu żart znalazł gorliwych wyznawców, którzy na jego fundamencie stworzą teorie spiskowe? Jak wielu z nas stanie się w przyszłości ofiarami cyberprzestępców, którzy dzięki imitacji naszych twarzy czy głosów wykorzystają w niecnych celach naszą tożsamość?

Tego typu pytania będą się mnożyć jeszcze długo. Trudno na nie odpowiedzieć – nie mamy bowiem wpływu na zaistnienie podobnych sytuacji. Jedyne, co możemy zrobić dla własnego bezpieczeństwa, to unikanie nadmiernego eksponowania siebie w mediach społecznościowych. Biorąc jednak pod uwagę, że dla wielu cyfrowe życie zdaje się ważniejsze od świata rzeczywistego, trudno nie snuć czarnych scenariuszy. Imitacja to drugie imię świata, w którym żyjemy, a który jeszcze nie objawił nam całej swej potęgi. W obliczu tych wyzwań zdecydowanie przesadzone wieści o śmierci sztuki są więc co najwyżej nieśmiesznym żartem.


Zdjęcie u góry strony: Rudy & Peter Skitterians (Skitterphoto)/Pixabay

Pin It
Damian Halik

Damian Halik

Kulturoholik, level 99. Czas na filmy, książki, komiksy i gry, generowany gdzieś między pracą a codziennymi obowiązkami, zawdzięcza opanowaniu umiejętności zaginania czasoprzestrzeni.