News will be here
Fot. Shimpei Asai

Jedna z najsłynniejszych kapel w historii ludzkości pozostawiła po sobie niejeden hit. Ich mit stale żyje, a kolejne pokolenia chłoną twórczość o niezmiennie aktualnym przekazie. Mało kto jednak wie, że Lennon, McCartney, Harrison i Starr mają w swoim dorobku także dzieło, które zupełnie nie mieści się w kanonie ich artystycznych dokonań.

The Beatles nie są kojarzeni z malarstwem, a już tym bardziej wszyscy czterej, razem, jak za najlepszych lat! W przeciwieństwie do licznych hitów muzycznych, którymi liverpoolczycy zapisali się w historii ludzkości, ich pozamuzyczna twórczość pozostaje zupełnie pomijana. Raz na jakiś czas powraca jednak temat dzieła z wielu względów wyjątkowego – obrazu, który muzycy namalowali wspólnie. Niebawem ponownie trafi on na aukcję, pierwszy raz od kilkunastu lat dając możliwość nabycia jednego z niewielu fizycznych nośników twórczości Bitelsów.

Japoński sen Bitelsów

Bitelsi, The Beatles, Japonia, Tokio, 1966, JIJI Press, AFP
Członkowie The Beatles wysiadający z samolotu, by odbyć serię koncertów w Japonii (1966), fot. JIJI Press/AFP

Był rok 1966. Szczyt Beatlemanii zdawał się mijać, podczas gdy na horyzoncie majaczyły już nadchodzące zmiany. W trakcie swojej szóstej trasy koncertowej przebojowy kwartet ruszył na Wschód. W ramach rozgrzewki odwiedził Niemcy, a następnie udał się do Kraju Kwitnącej Wiśni, by wyprawę zakończyć na Filipinach. Trzynaście występów w ciągu zaledwie jedenastu dni – między 24 czerwca a 4 lipca – należy uznać za czas niesamowicie intensywny. Jak się jednak okazuje, nawet w takim natłoku wydarzeń członkowie The Beatles znaleźli czas na dodatkową twórczość. Choć, z drugiej strony, brzmi to jak niezgrabny eufemizm.

Fakty są bowiem takie, że w Japonii, między 29 czerwca a 3 lipca, obawiano się wypuścić gwiazdy na miasto. Oczywiście udali się oni na zwiedzanie Tokio, ale nie dano im przy tym zbyt wiele swobody. Przybory malarskie dostali natomiast od organizatora trasy, by nie nudzili się w hotelu. Pomysł przypadł im zresztą do gustu – mimo ogromu pracy i napiętego kalendarza czwórka z Liverpoolu poświęciła na stworzenie obrazu około stu roboczogodzin – właściwie cały czas, jaki mieli, jeśli odliczymy koncerty i wspomniane zwiedzanie.

Taką wersję wydarzeń potwierdza między innymi fotograf Robert Whitaker, który w tamtych latach towarzyszył muzykom w najważniejszych momentach. Podobno nie mogli oderwać się od płótna. Przestawali malować jedynie wówczas, gdy musieli wyjść – a zaraz po powrocie do hotelu padało hasło, by wrócić do obrazu. Co ciekawe, Brytyjczyk twierdzi, że nigdy nie widział ich spokojniejszych i bardziej zadowolonych, niż podczas tych kilku dni spęczonych w tokijskim Hiltonie.

Wyjątkowa pamiątka po wizycie The Beatles

The Beatles – Images of a Woman, 1966, Christie’s
The Beatles – “Images of a Woman” (1966), fot. Christie’s

Owoc tej twórczej improwizacji muzycy podarowali swojemu tokijskiemu fanklubowi. Dopiero w latach osiemdziesiątych Tetsusaburo Shimoyama, ówczesny prezes fanklubu, postanowił wykupić na własność płótno, lecz nie nacieszył się nim długo. W latach dziewięćdziesiątych, po jego śmierci, obraz zlicytowano – tak trafił w ręce kolekcjonera Takao Nishino, a dwie dekady później opuścił Japonię – w 2012 roku został sprzedany podczas Philip Weiss Auctions w Nowym Jorku za ponad 150 000 dolarów.

Co ciekawe, “Images of a Woman” nie jest oficjalnym tytułem tej pracy. Muzycy pozostawili bowiem obraz bez tytułu. Jak głosi legenda, dopiero dwie dekady później nadał mu go jego ówczesny właściciel (wspomniany Shimoyama), który doszukał się podobieństw między tym, co na płótnie pozostawił McCartney (prawy górny róg), a... kobiecymi genitaliami.

Ta niesamowita historia oraz fakt, że mowa o jedynym w swoim rodzaju uzewnętrznieniu kreatywnej energii członków The Beatles w namacalnej, fizycznej formie, sprawiają, że kolejna aukcja “Images of a Woman” z pewnością wzbudzi spore zainteresowanie. Najbliższą okazją do nabycia tego obrazu będzie licytacja w Christie’s, którą zaplanowano na 1 lutego 2024 roku. Eksperci szacują wartość, za jaką płótno zostanie sprzedane, na kwotę między 400 000 a 600 000 dolarów.

Damian Halik

Damian Halik

Kulturoholik, level 99. Czas na filmy, książki, komiksy i gry, generowany gdzieś między pracą a codziennymi obowiązkami, zawdzięcza opanowaniu umiejętności zaginania czasoprzestrzeni.

News will be here