Everybody was Kung Fu Fighting

Kung Fu Panda
Kung Fu Panda
Czy będąc dziećmi marzyliście, aby znać sztuki walki i pokonać każdego, kto stanąłby Wam na drodze? Myślę, że nie tylko ja tak miałem i moglibyśmy sobie w tej kwestii przybić piątkę. Podobnie byłoby z wielką pandą, która po raz trzeci pokazuje nam, że nie ma rzeczy niemożliwych.

Czy będąc dziećmi marzyliście, aby znać sztuki walki i pokonać każdego, kto stanąłby Wam na drodze? Myślę, że nie tylko ja tak miałem i moglibyśmy sobie w tej kwestii przybić piątkę. Podobnie byłoby z wielką pandą, która po raz trzeci pokazuje nam, że nie ma rzeczy niemożliwych.

Miesiąc temu weszła do kin trzecia odsłona animacji Kung Fu Panda ze studia Dreamworks. Od razu muszę przyznać, że nigdy nie byłem jakimś wielkim fanem tej serii i może dlatego nie spieszyło mi się na ten seans. Kilka dni temu jednak postanowiłem w końcu ten film obejrzeć, jednak wcześniej warto było zrobić powtórkę poprzednich części. Są one dostępne na Netflixie, dlatego dzień przed wyjściem do kina włączyłem serwis i znalazłem poszukiwane filmy. Cóż, wyjaśniło się, dlaczego fanem nie byłem i chyba wciąż nie jestem. Strasznie mi się te filmy dłużyły, odliczałem czas do końca i na dodatek nie rozbawiały mnie tak, jak bym oczekiwał. Kocham filmy animowane, jednak tym ze studia Disneya czy Pixara, Dreamworks jeszcze daleko i wątpię, by kiedykolwiek ten wyścig stał się wyrównany — zwłaszcza pod względem poziomu animacji, scenariusza i samego przesłania. Według mnie wypada to po prostu blado. Nie zniechęciło mnie to jednak i do kina na trzecią część poszedłem.

Muszę przyznać, że było znacznie lepiej, niż się spodziewałem. Otwarcie powiem, że moim zdaniem Kung Fu Panda 3 to najlepsza część cyklu. Pomijam, że tu mamy najświeższą, jak na dzisiejsze czasy, animację. Było ciekawiej, zabawniej i nie dłużyło się aż tak, jak poprzednio — choć w ciąż momentami przysypiałem. Jednak tym razem miałem wrażenie, że w całości był jakiś pomysł i w ogóle ciekawszy przekaz. Pojawiło się kilka nowych postaci, które wniosły do historii świeżość i sporo dobrego.

Ciekaw jestem czy to już ostatni film. Zapewne nie, bo zakończenie zostało dość otwarte, dające wiele możliwości na kontynuacje. Poza tym, Dreamworks znane jest z tego, że ze swoich animacji (a przynajmniej tych, które osiągnęły kasowy sukces) lubi odcinak kupony i wypuszczać coraz to nowe odcinki. Tak było w przypadku Shreka (według mnie ich najlepszej animacji), Madagaskaru czy teraz opowieści o pandzie. Można by do tego zaliczyć jeszcze Jak wytresować smoka. Spodziewam się, że może powstać kolejna część produkcji w przyszłości, ale jeśli chodzi o jakość, to jest tendencja wzrostowa, więc może nie powinienem się tak bardzo bać?

Na co do kina w ten weekend?

Odpowiedź jest tylko jedna: Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów. Najnowszy film z uniwersum Marvela. Długo wyczekiwany, ze świetną kampanią promocyjną i masą wszelkiego dobra. Ja film widziałem już w zeszłym tygodniu, dziś idę drugi raz i powiem Wam, że jeśli lubiliście poprzednie filmu z MCU, to koniecznie musicie zobaczyć ten, bo jest po prostu najlepszy z dotychczasowych!

Autor artykułu
More from Jan Urbanowicz

„Top Gun: Maverick” – przeciążenia, które wbijają w fotel [Recenzja]

Pete "Maverick" Mitchell lata właśnie myśliwcami na ekranach naszych kin. Nie, nie...
Czytaj wiecej