Wyzywający, oburzający, nieugięty

Larry Flynt, People
Larry Flynt, fot. People
Nikt nie potrafił "jednoczyć" Amerykanów tak, jak Larry Flynt – nikt nie miał tylu wrogów. Wydawca prasowy, a przy tym bardzo obrotny biznesmen, odszedł, pozostawiając potomnym niebywałe dziedzictwo – jego wieloletnia, zwycięska walka o wolność słowa zapisała się historii USA.

Kto by pomyślał, że największym piewcą wolności słowa okaże się ordynarny erotoman? Wróć, sam siebie wolał określać mianem pornografa. Styl bycia i zainteresowana bywają jednak mylne. Larry Flynt nigdy nie próbował zgrywać kogoś, kim nie był. Nie udawał oczytanego inteligencika, który w pornografii szuka sztuki wyrazu dla otwartych kobiet, ale też przez całe życie pozostał wierny swoim libertariańskim ideałom. Miał dość pruderii i ludzi imitujących zachowania, które pochwalał ogół społeczeństwa. Miał też odwagę, by bez względu na wszystko toczyć boje o rzecz ostatecznie dla niego najważniejszą – wolność słowa.

Ostatnim, czym można tłumaczyć jego zachowania, jest trudne dzieciństwo

Pierwsze aresztowanie Larry'ego Flynta (1968), USA Today
Pierwsze aresztowanie Larry’ego Flynta (1968), fot. USA Today

Larry Claxton Flynt Junior urodził się w 1942 roku – nie miał łatwo. Pomijając oczywistość, jaką jest przyjście na świat w trakcie wojny, cudem jest sam fakt, że udało się temu chłopakowi wydostać z niewielkiego Salyersville w Kentucky. To typowa dziura na środkowym wschodzie Stanów Zjednoczonych. Jego rodzina była zaś, delikatnie mówiąc, patologiczna. Ojciec alkoholik zniknął zresztą z życia Larry’ego, gdy ten miał dziesięć lat. Wraz z matką przeniósł się wówczas do Indiany, choć nie zabawił tam szczególnie długo. Ukończył zaledwie dziewięć klas (zdążył zacząć szkołę średnią), by w wieku piętnastu lat – dzięki sfałszowanym papierom – zaciągnąć się do marynarki wojennej. Służbę zakończył w połowie lat 60. – po powrocie do domu kupił natomiast bar w Dayton (Ohio), który okazał się trampoliną do sukcesu… wydawniczego.

Bar nosił nazwę Hustler Club. Larry Flynt chciał, by było to miejsce o nieco wyższym standardzie. Choć pochodził z nizin społecznych, a w międzyczasie miał nawet bimbrowniczy epizod, wiedział, że stać go na więcej. Szybko znalazł też sposób, by wyróżnić swój lokal na tle konkurencji. Może i było to pójście po linii najmniejszego oporu i próba dość ordynarna, ale okazało się, że nagie kobiety rzeczywiście przyciągały klientelę. Pomysł okazał się tak wielkim sukcesem, że marka szybko rozsiała się po całym stanie Ohio. To tam też zrodził się “Hustler”, z jakim wszyscy Flynta kojarzą – początkowo była to tylko broszurka dla klientów jego barów. Z czasem jej objętość zaczęła jednak rosnąć, by w końcu w roku 1974 stać się pełnoprawnym magazynem dla dorosłych.

Można oczywiście domniemywać, że wydarzenia z młodości odcisnęły na Flyncie piętno. Zanim jeszcze został potentatem, zdążył też trzykrotnie ożenić się i rozwieść. Dopiero czwarta kobieta w jego życiu – Althea Leasure – okazała się tą właściwą. Zaczynała jako jedna z kelnerek w jego lokalu, ale szybko przypadli sobie do gustu. To właśnie ona pomagała mu w newralgicznym momencie, gdy klarowała się wizja pisma. Po ślubie pozostali razem aż do jej przedwczesnej śmierci w 1987 roku. Przeszło dekadę później ożenił się ponownie.

Skandalista Larry Flynt

Larry Flynt, Fuck This Court
Słynna koszulka Larry’ego Flynta (1983)

Działalność Flynta od zawsze budziła mieszane uczucia. Jego bary były doskonałym przykładem uprzedmiotawiania kobiet – z drugiej strony nikt nie pracował tam przymusowo. Właśnie tak Larry Flynt rozumiał wolność: każdy powinien robić to, co chce. Nie inaczej było w przypadku jego kariery wydawniczej. W 1974 roku “Hustler” wchodził na rynek już zagospodarowany przez “Playboya” i “Penthouse”. Oba pisma, zwłaszcza to pierwsze, erotykę traktowały w sposób wysmakowany. Nieprzypadkowo Hugh Hefner stał się ikoną popkultury, choć i w jego przypadku nie brakowało różnorakich oskarżeń na tle seksualnym. Sęk jednak w tym, że “Playboy” i “Penthouse” serwowały pornografię w najdelikatniejszym wydaniu, zdjęciami nagich modelek przedzielając ściany tekstu – czy to wywiadów z ważnymi osobistościami, czy też poważnych artykułów, a nawet tekstów literackich. To nie był styl pana Flynta.

Przełomowy dla jego pisma okazał się sierpniowy numer z 1975 roku. “Hustler” opublikował wówczas zdjęcia nagiej Jacqueline Kennedy Onassis – byłej pierwszej damy. Wcześniej fotografie od paparazzo odrzucił zarówno “Playboy”, jak i “Penthouse”. “Hustler” od samego początku stawiał jednak na bezpośredniość, a wówczas po raz pierwszy przekroczył milion sprzedanych egzemplarzy i wszedł do pierwszej ligi. Magazyn nigdy nie szczędził czytelnikom anatomicznych szczegółów. To nie był akty – to było pełnoprawne obrazkowe porno. Z czasem zaś pismo zaczynało poruszać kolejne tematy tabu. To właśnie ten tytuł jako pierwszy publicznie pokazał penisa we wzwodzie. To tam pojawiały się trójkąty, seks międzyrasowy, praktyki bondage i co bardziej wyuzdane perwersje.

Otwartość Flynta pozwalała mu także na publikację sesji z osobami transpłciowymi – a mówimy o latach 70. Jego celem nie było jednak szokowanie samo w sobie. Larry Flynt pokazywał po prostu świat takim, jaki jest – usuwał jedynie fasadę, za którym wszystko to się skrywa. Stał się przez to wrogiem zarówno dla prawicy, osób religijnych, jak i lewicy – zwłaszcza dla feministek. To sojusz, trzeba przyznać, niespotykany. Jedni zarzucali mu nieobyczajność, drudzy uprzedmiotowienie kobiet. On zaś odpowiadał: pierwsza poprawka.

Mistrz wagi ciężkiej w sądowych bataliach

Larry Flynt z ochroniarzami (1980), Kenosha News
Larry Flynt z ochroniarzami (1980), fot. Kenosha News

Pornografia pornografią, ale Larry Flynt na swój własny, ordynarny sposób wyrósł na prawdziwą legendę. Począwszy od połowy lat 70., gdy “Hustler” stał się poczytnym pismem, wydawca był stałym bywalcem sądów. Czasem wygrywał, czasem przegrywał – ale zawsze walczył. Nieustannie też szokował. Nie miał oporów, by wykrzykiwać wyzwiska w stosunku do sędziów, nieraz wyrażał swoje stanowisko także za pośrednictwem ubioru. Raz była to koszulka z napisem Fuck This Court, innym razem pielucha zrobiona z amerykańskiej flagi. Larry Flynt – tak jak i jego pismo – po prostu wykorzystywał swoje prawo do wolności słowa. Trudno nie odnieść zresztą wrażenia, że w całej historii Stanów Zjednoczonych nie było drugiego tak zaciętego bojownika o to prawo.

Larry Flynt bywał pozywany przez różne osoby czy organizacje. Dowiódł też, czym kończy się światopoglądowa ingerencja w wymiar sprawiedliwości. Nie pozwalał kneblować sobie ust, wielokrotnie wygrywając procesy z osobami publicznymi, które nie życzyły sobie bycia bohaterami jego pisma. On jednak miał do tego prawo. Sam zresztą doskonale rozumiał ideę demokracji i koniecznej do jej funkcjonowania tolerancji. Czym bowiem jest wolność słowa, jeśli nie prawem do wyrażania własnych poglądów, ale przy jednoczesnym poszanowaniu poglądów drugiego człowieka – nawet jeśli się z nimi nie zgadzamy. To cena tego prawa. On zaś zapłacił o wiele więcej – w 1978 pewien biały suprematysta oburzony zdjęciem białej kobiety uprawiającej seks z ciemnoskórym mężczyzną dokonał na Flynta zamachu. Od tego momentu był on przykuty do wózka, ale nie stracił ani ciętego języka, ani woli walki. Historie co ciekawszych sporów sądowych możemy zresztą zobaczyć w filmie “Skandalista Larry Flynt” Miloša Formana.

Mityzowanie jego walki o wolność słowa to jedno, ale Larry Flynt był też wytrawnym biznesmenem

Larry Flynt w swojej posiadłości (2017), Getty Images
Larry Flynt w swojej posiadłości (2017), fot. Getty Images

“Hustler” był jego narzędziem walki, zapewniając przy tym środki na kolejne sądowe batalie. Wydawca zdawał sobie jednak sprawę, że z biegiem lat potrzebna będzie dywersyfikacja. Zaczął produkować filmy, tworzył też podobne do “Hustlera” tytuły, ale kierowane do innych grup odbiorców. Na początku lat 90. doskonale wyczuł natomiast trendy i stopniowo przenosił się do internetu. Tam oczywiście konkurencja była ogromna, a sam magazyn przestał szokować. Ot, znak naszych czasów. Tak sprawne prowadzenie interesów sprawiło jednak, że nawet w XXI wieku trudno było o Flyncie zapomnieć.

Jego pozłacany wózek inwalidzki co ruszy pojawiał się czy to na salonach, czy na salach sądowych. Biznesmen nie stronił też od polityki, choć akurat tutaj mu się nie poszczęściło. Ostatnim głośnym akcentem w jego wykonaniu było ogłoszenie w 2017 roku nagrody o wartości 10 000 000 dolarów dla osoby, która dostarczy dowodów kompromitujących Donalda Trumpa, by ten zmuszony był opuścić Biały Dom i pożegnać się z polityką. Ostatecznie więc – co by o nim nie mówić – na pewno nie można mu odmówić zasług w bataliach o wolność słowa. Nie podjudzał do rewolucji – to on był rewolucją, prowokując omijane szerokim łukiem rozmowy na temat seksualności. 10 lutego 2021 roku Stany Zjednoczone straciły więc ikonę – człowieka, który był jak wrzód na tyłku każdego, komu wolność wyrazu była nie w smak.

Autor artykułu
More from Damian Halik

Gorętszy od Słońca KSTAR znów pobił rekord

Fuzja jądrowa od dekad rozgrzewa fantazje fizyków na całym świecie – opanowanie...
Czytaj wiecej