Lewandowski i Machina sportowego biznesu

Robert Lewandowski, Bayern Monachium, Stefan Matzke
Robert Lewandowski podczas meczu Bayernu Monachium, fot. Stefan Matzke
Ostatnimi czasy Robert Lewandowski znajduje się między lewicowym młotem a prawicowym kowadłem. Nasz gwiazdor jest stałym bohaterem sporu o wysokość zarobków topowych sportowców. Atakuje się go za kolekcjonowanie większych sum niż pielęgniarki czy nauczyciele, a broni, powołując się na jego istotne sportowe osiągnięcia.

Nie ma jednak sensu dyskutować o samym Lewandowskim. Przy okazji wspomnianych medialnych polemik lepiej zająć się znacznie bardziej palącym problemem – etyczną degradacją komercyjnego sportu. Gdy przyjrzymy się tendencjom rządzącym współczesnym stadionowym spektaklem, zauważymy, że gracz Bayernu jest w istocie tylko trybikiem w wielkiej Machinie.

Ta Machina generuje absolutnie dekadenckie przedstawienie

Ronaldo i jego bajeczne życie

Prezentuje zwykłym śmiertelnikom taniec ciał podłączonych do kapitału jak do respiratora. Pokazuje mięśnie pracujące w rytmie brzęku monet oraz szelestu banknotów. Oferuje odbiorcom masochistyczną rozrywkę – zawody w efektownym trwonieniu Wielkiego Pieniądza. Rozgrywają się one na tle codziennych ekonomicznych bojów toczonych na zwykłych osiedlach. Jednocześnie w porównaniu z innymi Machinami (kinem, muzyką, grami) akurat ona nie musi posiłkować się konwencją społecznej świadomości czy nawet fałszywej ironii względem własnego dobrobytu.

Jesteśmy świadkami skrajnej transformacji kluczowych pojęć

Ranking najlepiej zarabiających sportowców

Na najwyższym szczeblu sportowy etos jest etosem kapitalistycznym. Mityczne łączenie pracy z przyjemnością doczekało się odwróconych definicji. Zbieranie milionów na boisku to już nie zarabianie na pasji, a pielęgnowanie pasji do zarabiania. Gdy czołowi reprezentanci interesów Machiny wyciągają z kieszeni nową posiadłość albo przytulają kolejne kilogramy biżuterii, pokazują, jakie są ich prawdziwe zawodowe cele. Ich miłość do futbolu to tak naprawdę zauroczenie ekskluzywnymi obietnicami.

Machina miewa też drugą twarz. Jej wizerunek dopełniają charytatywne przebłyski. Przedstawiciele sportowego biznesu (ci biegający po murawie i ci siedzący za biurkiem) regularnie biorą udział w czymś, co można nazwać projektem pomocy bez nadwyrężania mięśni. Datki wpłacane dla potrzebujących są dla stadionowych elit towarem PR-owym.

Pozwalają im zachować twarz w konfrontacji z tą prawdziwą, szaroburą rzeczywistością. Jednocześnie, te kieszonkowe są zupełnie niegroźne dla ich interesów. Filantropia na pół gwizdka, która robi wrażenie na nas, zwykłych ludziach, tak naprawdę nie zmienia znanego podziału ról. Bogaci dalej się bogacą, biedni biednieją, a sportowy spektakl wciąż funkcjonuje jak laboratorium kaprysów milionerów.

Tak więc ostatnie kontrowersje wokół Lewandowskiego nie są wywołane personalnymi antypatiami

Telewizyjna konwersacja o zarobkach sportowców

To raczej reakcje spowodowane najnowszą inkarnacją profesjonalnego sportu w epoce późnego kapitalizmu. Boiskowy model biznesowy już dawno przestał być narzędziem czy środkiem do celu, a stał się priorytetem. Nic dziwnego, że w sytuacji komercjalizacji sportu wywodzącego się z tradycji klasy pracującej ludzie zaczynają krytykować finansowe ekscesy stadionowych idoli.

Wychodzi na to, że dzisiaj prawdziwymi zawodnikami można nazwać tylko tych, którzy w pocie czoła biegają po drugoi i trzecioligowych murawach – wolni od walutowej smyczy. To oni, a nie Ronaldo czy Messi, rzeczywiście celebrują mit szlachetnej sportowej rywalizacji.

Autor artykułu
More from Łukasz Krajnik

Ed Sheeran (niestety) popełnił “No.6 Collaborations Project”

Nie jestem i nigdy nie byłem fanem Eda Sheerana. Co prawda lubię...
Czytaj wiecej