Wczoraj kontra dziś (Lil Ugly Mane – “Volcanic Bird Enemy and the Voiced Concern”)

Lil Ugly Mane, Volcanic Bird Enemy and the Voiced Concern
Lil Ugly Mane – "Volcanic Bird Enemy and the Voiced Concern"
Pod tym wymyślnym pseudonimem ukrywa się Travis Miller – muzyk, który w 2012 roku nagle stał się królem hip-hopowego podziemia. Jego debiutancki album zręcznie łączył gęstą atmosferę z czarnym, pastiszowym humorem, będąc barwnym hołdem złożonym rapowi lat 90. Od tego czasu Lil Ugly Mane ewoluował i rozpoczął flirt m.in. z elektroniką, psychodelią, a nawet jazzem.

Album “Volcanic Bird Enemy and the Voiced Concern”, podobnie jak wspomniana wcześniej płyta, także uderza we wspominkową nutę. Krążek odnosi się do outsiderskiej sztuki sprzed lat. Przybrudzone garażowym pyłem brzmienie oraz quasi-folkowa maniera wokalna wyrażają tęsknotę za erą ulicznych bardów nagrywających utwory w chałupniczych warunkach (Daniel Johnston lub Jandek wydają się głównymi inspiracjami). Ponadto znaczna część piosenek jest naszpikowana samplami przypominającymi podkłady muzyczne ozdabiające telewizyjne kreskówki.

Ten groteskowy, trochę infantylny kolaż dźwięków z powodzeniem mógłby znaleźć się w ofercie programowej Cartoon Network kilka dekad temu. Pragnienie powrotu do prostych, nieco banalnych emocji zdaje się symptomem cywilizacyjnym. Lil Ugly Mane pokazuje nasz największy współczesny problem – przebodźcowani skomplikowanymi informacjami, marzymy bowiem o niemożliwej do zrealizowania wizji beztroskiego życia.  To już nie jest tylko kwestia powrotu do młodości czy dzieciństwa, a raczej znalezienia się znów w świecie pracującym na umiarkowanych obrotach.

Zbieżność dziecięcych wspomnień z neopsychodelią albumu widać w jego kompilacyjnym charakterze

Najnowszy krążek artysty

Travis skacze po rozmaitych gatunkowych ramach niczym dziecko, które co rusz skupia uwagę na nowych bodźcach. Kalejdoskopową formułę można też skojarzyć z młodym widzem skaczącym po telewizyjnych kanałach (patrząc na okładkę płyty, można dojść do wniosku, że to trafna interpretacja). Artysta nawiązuje do ekranu-wychowawcy. Wspomina tym samym o sporej części z nas, która edukację pobierała nie od rodziców czy szkoły, a właśnie godzinami wpatrując się w telewizyjne okno na świat.

Ten zabieg formalny przy okazji odnosi się do dzisiejszej kultury kompilacyjnej. To kultura, która jest w pewnym sensie kontynuacją tamtej dziecinnej beztroski. Wielogodzinne scrollowanie to chwila eskapizmu atakująca zmysły feerią barw pozwalających zapomnieć o trudach teraźniejszości. Obecnie słodka, bezrefleksyjna zabawa jest tożsama wyłącznie właśnie z odświeżaniem tablic mediów społecznościowych.

We wszystkich tych igraszkach Lil Ugly Mane’a kryje się jednak niepokój

Recenzja “Volcanic Bird Enemy and the Voiced Concern” na kanale The Needle Drop

Zupełnie jakby twórca wiedział, że próbuje wskrzesić momenty naznaczone klątwą. Jakby miał świadomość obcowania z fantazjami nie do spełnienia. Przez cukierkowy pejzaż przebijają się trochę mniej atrakcyjne kolory rzeczywistości. Gnijące fragmenty kalające perfekcyjny obrazek odsłaniają symulowany charakter pocztówek z przeszłości. Przypominają o tym, że eskapistyczna rozkosz to w gruncie rzeczy okłamywanie samego siebie.

Istotne jest też to, że utwór “BIRD ENEMY CAR” otwiera mantra: Who are you?

Pytanie zadawane przez zręcznie wybrany sampel stanowi esencję twórczej działalności Travisa Millera. Amerykanin tak naprawdę dalej nie wie, kim jest. Jego tożsamością jest brak tożsamości. Przyjmuje najróżniejsze twarze – rapera, producenta, poety, barda, rock’n’rollowca. Znów nasuwają się więc skojarzenia z beztroskim dzieciństwem. Lil Ugly Mane powraca bowiem do okresu, w którym odgrywanie ról było niewinną zabawą, a nie smutną koniecznością.

“Volcanic Bird Enemy and the Voiced Concern” jest figlarnym powrotem do przeszłości. Ukazuje tęsknotę za wczorajszym dniem, którą zna chyba każdy z nas. W wizji Millera łatwo się zatracić, ale nie ma ona nic wspólnego z eskapizmem (mimo że o nim poniekąd opowiada). To raczej niezwykle świadoma wiwisekcja nostalgii jako uwierającego symptomu współczesności.

Żywiołowy koncert artysty
Autor artykułu
More from Łukasz Krajnik

Na “Ultimate Success Today” Protomartyr popisują się postpunkowym cynizmem

Amerykańscy postpunkowcy z zespołu Protomartyr od prawie dekady punktują grzechy XXI wieku. Wygląda...
Czytaj wiecej