Lingua Ignota prezentuje najodważniejszą płytę roku – “Caligula”

Jedna z bardziej intrygujących przedstawicielek współczesnej sceny eksperymentalnej bezwzględnie rozprawia się z głównymi bolączkami XXI wieku - przemocą, mizoginią i agresją. Nieprzyjazne treści wzmocnione równie niewygodnym brzmieniem uwierają, jak głęboko wbita pod paznokieć drzazga.

Jeśli nie macie pojęcia czym tak naprawdę jest “Caligula”, to pozwólcie mi zadać jedno pomocnicze pytanie. Czy kiedykolwiek słuchaliście znakomitego albumu, który jednocześnie był na tyle nieprzystępny, że nie mieliście ochoty na powtórkę? Tak? No więc już dokładnie wiecie, czego się spodziewać po najnowszym albumie Linguy Ignoty.

Kristin Hayter (tak brzmi imię i nazwisko ukrywającej się za enigmatycznym pseudonimem postaci) traktuje muzykę jak rodzaj autoterapii.

W wielu wywiadach wspomina o naznaczonych przemocą oraz agresją wspomnieniach, do dziś obecnych w jej podświadomości. Aby skutecznie walczyć z przygniatającą traumą, artystka wyraża swój lęk oraz gniew poprzez wyjątkowo intensywną sztukę.

Skrajne brzmienie będące wypadkową hałaśliwego industrialu oraz quasi-operowego splendoru uosabia nieokiełznaną, feministyczną siłę. Kompozycje wręcz wgniatają w ziemię i ukazują podmiot liryczny nie jako uległą ofiarę, a raczej niezwykle silną jednostkę ocalałą z niewyobrażalnego piekła. Mimo że nie brak tu naprawdę przerażających momentów, to jednak przeważa satysfakcjonujące poczucie triumfu nad strachem przed oprawcami.

Źródło: TIDAL.com

Wspomnianą ekspresyjność podbijają poruszające teksty poszczególnych utworów. Wystarczy spojrzeć na same tytuły, by odczuć przytłaczającą dawkę ekstremalnych emocji. Na szczęście “Caligula” nie ma na celu taniego szokowania w stylu horroru klasy “B”. Z całego tego audytywnego terroru wyłania się bowiem wrażliwy człowiek, próbujący sobie poradzić z wewnętrznymi demonami. Lingua Ignota jest zdecydowanie zbyt dojrzałą artystką, żeby straszyć odbiorców potworami z szafy.

Historie opowiedziane na tej płycie są tak elektryzujące również dzięki wokalnym umiejętnościom Hayter.

Posiadająca imponujące muzyczne wykształcenie autorka albumu, swobodnie przechodzi od anielskiego śpiewu do rozdzierającego duszę ryku, iście filmowo stopniując napięcie. Jej głos, potężniejszy niż największy chór oraz delikatniejszy od niebiańskiej istoty, perfekcyjnie ilustruje chaos naszego świata. Pochłonięta przez nienawiść ludzkość nie mogła otrzymać w prezencie lepszego narratora swych losów.

Źródło: theguardian.com

Na tematykę poruszaną przez Kristin zwykle reagujemy odwróceniem wzroku lub wzruszeniem ramion. Natomiast jej drastyczna optyka wymusza poważne potraktowanie sprawy. “Caligula” serwuje więc niekomfortową, lecz potrzebną psychodramę. Bezkompromisowe podejście do tworzenia muzyki eksperymentalnej w połączeniu z prawie ekshibicjonistycznym poziomem szczerości nadaje projektowi kształt, który motywuje słuchacza do refleksji.

Autor artykułu
More from Łukasz Krajnik

Ed Sheeran (niestety) popełnił “No.6 Collaborations Project”

Nie jestem i nigdy nie byłem fanem Eda Sheerana. Co prawda lubię...
Czytaj wiecej