Internetowa fabryka mitów

LinkedIn, Praca biurowa
Założenie konta na LinkedInie wydaje się wyjątkowo pragmatycznym ruchem. Dołączenie do internetowej społeczności, która pomaga rozkwitać życiu zawodowemu, rzeczywiście brzmi jak świetny, niezwykle praktyczny pomysł. To jednak tylko pozory.

Bardziej dogłębna analiza narracji forsowanych przez popularny portal prowadzi do zgoła innych wniosków. Okazuje się, że miejsce mające być centrum przepływu profesjonalnych kontaktów tak naprawdę jest fabryką mitów. To kuźnia korporacyjnych fantazji sprzedających semantycznie giętkie pustosłowie. Rozbudowywanie sieci kontaktów na platformie LinkedIn wcale nie podwyższa natomiast szansy na znalezienie atrakcyjnego zatrudnienia.

Powiększanie kolekcji nazwisk przynosi zupełnie inne plony

Youtube’owa krytyka portalu LinkedIn

Wzrost liczby znajomych jest proporcjonalny do wzrostu korpospamu – mielonki werbalno-wizualnej składającej się z bezużytecznych treści produkowanych, lajkowanych i udostępnianych przez rzeczonych znajomych. Wystarczy zbyt mocno popłynąć wodami pseudonetworkingu, by na zawsze zanieczyścić swojego walla setkami cytatów z rozmaitych ewangelii późnego kapitalizmu. Nowe portalowe relacje zwykle nie równają się szansom profesjonalnego rozwoju. Częściej są tożsame z konsumpcją propagandy sukcesu.

Każdego świeżego użytkownika LinkedIna czeka taki sam szok informacyjny. Już po kilku dniach zasypią go przeźroczyste zdania opowiadające o armii CEO zbawiającej świat swoimi półprojektami – efektami ubocznymi PowerPointowego toku myślowego. Ponadto zostanie przygnieciony narcystycznym spektaklem przedstawiającym menadżerów z wysokich stołków piszących sobie nawzajem komentarze z gratulacjami.

Oprócz mitu triumfu LinkedInowski mikrokosmos krzewi także mit motywacji

Analiza fenomenu słynnego motywacyjnego coacha

Popularny serwis jawi się jako nieślubne dziecko coachingu oraz marketingu. Przemawiające z ambony dyrektorskie głosy nieustannie, do znudzenia powtarzają te same frazesy o szlachetności swojej ciężkiej pracy (apologia pracoholizmu), znaczeniu ciągłego samorozwoju (ornamentowanie biurowej monotonii), a także ważkości pracy zespołowej (wymazywanie pracowniczej alienacji).

W potoku utopijnych haseł gubi się rzekoma idea portalu – spajanie potencjalnych pracowników z potencjalnymi pracodawcami. Wyłania się za to jego realna funkcja. LinkedIn zbiera osoby (najczęściej zajmujące ciepłe, wygodne stanowiska) definiujące swoją egzystencję poprzez jakość życia zawodowego i umożliwia im codzienne potwierdzanie słuszności tej filozofii.

LinkedIn składa obietnicę, której tak naprawdę nie zamierza spełniać

Absurdy korporacyjnej mowy

Przekonuje, że posiadanie profilu e-pracownika pozwala trzymać rękę na rynkowym pulsie. Teoretycznie, dzięki nieograniczonemu dostępowi do branżowych informacji, mamy możliwość zgłębiania przydatnej wiedzy, która może być naszą kartą przetargową podczas procesu rekrutacji. Tymczasem topowe medium społecznościowe kreuje zupełnie inną sytuację. Wspomniane wieści z profesjonalnego światka to (oprócz przytoczonych wcześniej menadżerskich gier i zabaw) w dużej mierze po prostu treści reklamowe.

Wielkie firmy traktują portal jak internetowy billboard, a aktywność użytkowników polega przede wszystkim na przedzieraniu się przez wysypisko materiałów promocyjnych. W tych okolicznościach kryje się jeszcze jeden LinkedInowski mit. Codzienna konsumpcja PR-owych działań czołowych firm wykładających swoją korporacyjną filozofię tworzy iluzję obcowania ze światem biznesowej ekstraklasy. Sprzedaje się nam nadzieję na dołączenie do najwyższej ligi – perspektywę, która jest jedynie urojeniem zrodzonym z łona marketingowej Nibylandii.

LinkedInowskie iluzje symbolizują współczesną korporacyjną ideologię. Uwodzą pracowników wizją złapania świata za nogi, a w rzeczywistości wybrzuszają ego oraz kapitał biurowych arystokratów. Przypominają ułudę obietnic pracy w “młodym, dynamicznym zespole” i “rodzinnej atmosferze”. Za sloganową modeliną ukrywają próżnię wyzierającą z koncepcji Wielkiej Kariery.

Autor artykułu
More from Łukasz Krajnik

Twardoch i Żulczyk walczą o międzynarodowe laury

Dwóch popularnych polskich pisarzy szykuje się na podbój Zachodu. Warto się więc...
Czytaj wiecej