LIPAWA

Mam od ostatniego majowego weekendu nowe hobby – jest nim Łotwa.

Byłem co prawda w Rydze nie raz, nigdy jednak to skądinąd ładne miasto nie zrobiło na mnie wielkiego wrażenia, kiedyś wyglądało jak każde wschodnioeuropejskie, dziś jest w pewien sposób podobne do innych miast Europy, z ekskluzywnymi sklepami, eleganckimi hotelami, odnowioną starówką itd.

Tymczasem los (i tani bilet lotniczy) rzucił mnie na łotewski zachód, do Lipawy, i pisząc te słowa, będąc już w Warszawie wciąż nie umiem – i nie chcę – z tej magicznej Lipawy wyjechać.

Klimat miasta

Mówiąc najkrócej – miasto – choć żyjące zdecydowanie w XXI wieku – wygląda jakby sto lat temu zatrzymał się w nim czas. Obraz drewnianych domków i kamieniczek w stylu art-noveau stojących wzdłuż wysadzanych lipami brukowanych ulic, wieczorem szczególnie, gdy zapaliły się latarnie, wywołał we mnie uczucia daleko idącego zachwytu połączonego z egzaltacją. Owe domki są zadbane, bruki zakonserwowane, Lipawa wie, że wygląd to jej atut, a nie kompleks. Oczywiście, są i budowle z czasów komunizmu, są współczesne, ze stali i ze szkła, to wszystko razem wzięte, owo odbicie trudnej historii w architekturze naprawdę robi wrażenie. Już nie wspomnę o bajecznym położeniu miasta, przy szerokiej, piaszczystej i długiej na trzy kilometry bałtyckiej plaży na zachodzie – po duże Jezioro Lipawskie na wschodzie i – jak możemy sobie wyobrazić – oba akweny oferują stosowne dla nich atrakcje. W chłodne majowe przedpołudnie kąpiel byłaby rozrywką nieadekwatną, więc wybrałem się drewnianą ścieżką w głąb jeziora do specjalnej wieży, z której można obserwować życie ptaków i było to naprawdę ciekawe doświadczenie, nie wiedziałem bowiem, że kaczki są aż tak namiętne. Przy okazji – zwracam uwagę także na ponadkilometrowe betonowe molo, falochron właściwie, tego wolnego dnia zajęty przez wędkarzy płci obojga, warto było się po nim przejść nie tylko z powodu zdrowej przecież ekspozycji na bałtycki jod, ale i dlatego, że słowo „wieje” nabrało dla piszącego te słowa zupełnie nowych znaczeń.

Morza szum

Znad jeziora krótki spacer przez spokojne ulice miasta nad morze. Nieprzyzwoicie biały piasek, bezczelne nieco mewy, robotnicy przygotowujący plażę do sezonu i – mimo pięknego słońca -nieliczni tylko spacerowicze – oto obraz lipawskiego wybrzeża. Prawdopodobnie w sezonie jest tam nieco tłoczniej, ale na początku maja turysta mógł się poczuć zupełnie wyjątkowo, jakby miał cały Bałtyk dla siebie. Wzdłuż plaży piękny park ze ścieżkami spacerowymi i rowerowymi, z knajpkami, i z metalowym drzewem, będącym hołdem złożonym najbardziej znanej łotewskiej grupie rockowej, Livi. Można sobie usiąść na ławeczce przy tym dziwnym drzewie i posłuchać ich przebojów.

Historyczne atrakcje

Jedną z największych atrakcji Lipawy jest więzienie w Karosta. Ta część miasta była przez cały okres komunizmu zamknięta dla ludności cywilnej, Rosjanie budowali tu bazę okrętów podwodnych, a powstały w 1900 roku budynek więzienia wykorzystywany był do karania niesfornych żołnierzy aż do polowy lat 90-tych poprzedniego stulecia, zarówno przez Rosjan, Niemców jak i Łotyszów, dziś jest to muzeum, które zwiedzamy w towarzystwie przewodnika. Mój gid, młody człowiek, choć zaopatrzony w wiedzę faktograficzną, był jednak nieco naiwny opowiadając o codziennym życiu więźniów, aż tak miło z pewnością tu nie było, tym bardziej, że jednak nieopodal więzienia wykonywano – w każdym razie za czasów II wojny – wyroki śmierci, więc pomysł z urządzeniem tutaj hotelu, w którym możesz się poczuć jak więzień, z musztrą itd., jest choć z pewnością efektowne – to jednak ma w sobie coś okropnego. Jednak podziękowałem.

Komunikacja miejska

Lipawa ma około 70 tysięcy mieszkańców, lotnisko, dworzec kolejowy z jednym pociągiem pasażerskim w tygodniu (sic!), jedną linię tramwajową, uniwersytet oraz piękną halę koncertową w kształcie i kolorze kamyka bursztynu. Ma również fantastycznie działające biuro informacji turystycznej, zaopatrzone w niesłuchaną ilość rozmaitych map i folderów oraz – w wypożyczalnię rowerów. W jednej z licznych restauracji próbujemy mencini, najbardziej znanego lokalnego dania – podawanego w kamiennym naczyniu zapieczonego w śmietanie wędzonego dorsza z ziemniakami. Nie ma to zupełnie nic wspólnego z dietetyką, ale jest po pyszne. Bez problemu zjemy także dania kuchni rosyjskiej, a soljanka jest dostępna literalnie wszędzie. Wieczorem lokalnych piw próbujemy w jednej z knajp pochowanych nieco w pofabrycznych wnętrzach w okolicy lipawskiej promenady.

Jeśli genius loci istnieje, to z pewnością w Lipawie. Jedźcie.

More from Rafał Turowski

Lista Lonely Planet 2019

Jak co roku autorzy prestiżowego wydawnictwa podróżniczego Lonely Planet wskazują te najciekawsze...
Czytaj wiecej