“Lux Aeterna” – duch utraconego nonkonformizmu [Recenzja]

Lux Aeterna, Gaspar Noé
Dwa lata po światowej premierze polscy widzowie mają możliwość obejrzenia filmu "Lux Aeterna". Krótki metraż Gaspara Noé nie wzbudza jednak zachwytu. Jawi się jedynie jako ćwiczenie stylistyczne pozwalające reżyserowi na złapanie oddechu przed kolejnym większym projektem.

Niestety na pierwszy rzut oka widać, że francuski prowokator nie włożył całego serca w pracę nad tą efektowną wprawką. Pięćdziesięciominutowa etiuda zaspokaja jedynie postmodernistyczną żądzę dzisiejszego widza. “Lux Aeterna” funkcjonuje jako tzw. film o filmie (videoartowe dzieło opowiadające o polowaniach na czarownice), porozumiewając się z odbiorcą przy pomocy autoironicznego metakomentarza.

Oczywiście samoświadoma narracja nie jest dla Noé żadnym novum. Przecież w “Sam przeciw wszystkim” umieścił planszę ostrzegającą publiczność przed okrucieństwem trzeciego aktu, a praca kamery definiująca “Wkraczając w pustkę” budowała silną interakcję pomiędzy widownią a wizją autora. Jednakże dotychczas ten twórca traktował metafikcyjne zagrania jak przyprawy. Nie nadużywał ich, a wręcz ostrożnie dawkował.

Tymczasem w “Lux Aeternie” zdecydowanie grają one pierwsze skrzypce

Polski zwiastun filmu

Aktorzy odtwarzają przerysowane wersje samych siebie – ich głosami przemawia natomiast Noé, który próbuje wyłożyć swoją tezę na stół. I choć ona sama wydaje się dość ciekawa (jeszcze do niej wrócimy), to sposób jej przekazania może pozostawiać wiele do życzenia. Postacie komunikują się z odbiorcą językiem szybkostrzelnego metadowcipu. Wszystkie słowa, gesty i ruchy noszą znamiona autoironii.

Bohaterowie wcale ze sobą nie rozmawiają, a raczej pojedynkują się na riposty. Oddychają autoparodystyczną manierą reżysera i pocą się nachalnym sarkazmem. Nie oglądamy żywych ludzi (jak w innych obrazach reżysera), a humanoidalne ilustracje refleksji autora. Ten zabieg pozwala określić “Lux Aeternę” jako najbardziej eseistyczne, a przez to najmniej emocjonalne dzieło Francuza.

Wróćmy jednak do tezy, która w przypadku tej krótkometrażówki jest tak istotna. Myśli i słowa postaci (reżyserki, aktorów, całej ekipy filmowej) służą manifestacji artystycznej kapitulacji. Pojawiający się na samym początku cytat z Dostojewskiego w zestawieniu z przebiegiem akcji stanowi symboliczne wywieszenie białej flagi:

Ludzie nie są w stanie wyobrazić sobie szczęścia, które my, epileptycy, czujemy w trakcie sekundy przed naszymi atakami. Nie zamieniłbym tego za nic na świecie.

Słynne słowa rosyjskiego pisarza odnoszą się oczywiście do rozbuchanej wizualnej estetyki kina Noé

Próbka audiowizualnej orgii kina Gaspara Noe

Jego filmografię definiuje sensoryczna agresja. Dudniąca, elektroniczna muzyka, frenetyczny montaż oraz kalejdoskop stroboskopowych świateł – to wszystko rzeczywiście może przywodzić na myśl epileptyczny atak. Charakterystyczna audiowizualna stylistyka pojawia się w “Lux Aeternie” jednak tylko na chwilę. Reżyser, który przez całą swą karierę był radykalnym impresjonistą, tutaj składa broń i spycha unikalną estetykę gdzieś na trzeci plan.

Krótkometrażowy eksperyment reżysera odwraca proporcje rządzące jego dotychczasowymi dokonaniami. Postmodernistyczny dystans do sztuki wyszedł na prowadzenie, zostawiając gdzieś w tyle manifest kina organicznego – takiego, które ma wywoływać fizyczną reakcję. Ekstaza Dostojewskiego wywołana przekroczeniem zmysłowych granic nawiedza ekran, ale nigdy się w pełni nie materializuje. Funkcjonuje jako nostalgiczna mrzonka, duch romantycznie obrazoburczej X Muzy łamiącej konwenanse na prawo i lewo.

Burzliwy surrealizm będący motywem przewodnim np. “Wkraczając w pustkę” albo “Climax” tutaj spętany jest ironiczną siatką bezpieczeństwa. Protagoniści u Noé zawsze charakteryzowali się psychologicznym przerysowaniem, lecz dopiero w “Lux Aeternie” nie traktuje się ich z powagą.

Metadowcip opowiadany przez francuskiego reżysera nie doczekał się też odpowiedniej puenty. W kontekście czysto formalnym jest to prawdopodobnie największy grzech filmu. Krótkometrażowa impresja musi bowiem mieć strukturę dobrego żartu, by zadziałać. Podobnie jak opowiadanie, które w przeciwieństwie do powieści, potrzebuje brawurowej konkluzji ożywiającej uproszczoną i okrojoną problematykę.

Niedopracowana końcówka kusi, by wrócić do motywu artystycznej kapitulacji. Jej nieudolność ogłasza śmierć kinowej transgresji. Pokazuje twórcę, który zauważył, że dziś jego bezkompromisowość straciła cały swój smak i aromat. Jest w pewnym sensie wstępem do tego, co prawdopodobnie obejrzymy w “Vortexie” (data polskiej premiery jeszcze nieznana) uznanym przez krytyków za najbardziej wyciszony emocjonalnie film Gaspara Noé.

To nie jest świat dla starych kontestatorów. Ich nonkonformizm został przeżuty przez trybiki popkulturowej machiny. Jeśli mimo wszystko pragną zachować godność, powinni pogodzić się ze sromotną klęską. Akurat Gaspar Noé starzeje się zaskakująco godnie i być może dlatego “Lux Aeterna” tak bardzo rozczarowuje.   

Konwersacja Noe z Nicolasem Windingiem Refnem
Autor artykułu
More from Łukasz Krajnik

Gatunek-duch – o muzyce zapomnianej przez masy

Wszyscy wiemy, czym jest gatunek-duch. To niegdyś popularny styl, który z jakichś...
Czytaj wiecej