Tęsknota, niepewność i terapeutyczne działanie sztuki

Ladies, I set the Moon on Fire, Mai Ta
Fragment obrazu z serii "Ladies", z cyklu "I set the Moon on Fire" (2019), fot. Mai Ta
Mai Ta balansuje gdzieś na granicy między malarstwem a ilustratorstwem, zdradzając silne przywiązanie zwłaszcza do drugiej z dziedzin. W prostych, mocno symbolicznych obrazach znajdujemy natomiast ogrom emocji i osobistych opowieści, rzucających nowe światło na jej twórczość.

Manifestacja swoich przemyśleń czy najgłębiej skrywanych lęków bądź pragnień w formie sztuki nie jest wśród artystów niczym wyjątkowym. Twórcza ekspresja co do zasady nie służy produkcji dzieł, lecz właśnie wyrażaniu siebie. To swego rodzaju autoterapia – sposób radzenia sobie z nieznośną codziennością, problemami, uczuciami, ale też kreowania rzeczywistości na własnych warunkach. Mai Ta należy raczej do tej pierwszej grupy – przez sztukę poniekąd odkrywa samą siebie, kolejno rozprawiając się z ciążącymi jej sprawami. Wietnamska artystka ma zaledwie dwadzieścia cztery lata, choć dojrzałości mógłby jej pozazdrościć niejeden trzydziestolatek.

Między światami

The Handmaid's Tales, Mai Ta
Fragment grafiki z serii “The Handmaid’s Tales” (2018)

Mai Ta pochodzi z Wietnamu i nie wstydzi się manifestować przywiązania do ojczyzny, ale i tęsknoty za nią. Ostatnie lata spędziła bowiem w Stanach Zjednoczonych – w Nowym Jorku, gdzie uczęszczała do School of Visual Arts. Licencjat w zakresie sztuk pięknych (specjalizacja: ilustratorstwo) ukończyła w 2019 roku i w tym samym czasie dała się poznać światu. Jej kolejne obrazy zdradzają natomiast coraz mocniejsze próby zajrzenia w głąb siebie i towarzyszące im zmierzanie ku minimalizmowi.

The Handmaid's Tales (2018)
Seria “The Handmaid’s Tales” (2018)

Tych kilka lat było dla artystki trudnym okresem – rozwój w jakimś sensie hamowały emocje, które dopiero z czasem udało się okiełznać. Tęsknota i niepewność były – a może wciąż są – jej codziennością. W końcu jednak te uczucia zagościły na płótnie, w jakimś sensie nadając twórczości Ta charakteru. To o tyle istotne, że stylistyka, z jakiej korzysta, nie jest szczególnie oryginalna. To dość utarte w historii sztuki formy, obecnie bardzo popularne właśnie w ilustratorstwie, którym Mai Ta się para. Emocjonalny wydźwięk przykuwa jednak uwagę, nawet jeśli jest równie minimalistyczny, co forma obrazu.

Tę nadmierną skromność i totalny brak pewności siebie równie dobrze można sprowadzić do swoistego rozbicia; rozerwania między światami – między ulotnością emocji a próbą ich uchwycenia. Między Ho Chi Minh a Nowym Jorkiem. Wreszcie: między pragnieniami a rzeczywistością. Spoiwem w tej sytuacji okazje się akceptacja, która pozwala skoncentrować się na tych doświadczeniach, zamiast stale z nimi walczyć.

Mai Ta podpaliła księżyc – i nie tylko

Wietnamka korzysta przede wszystkim z gwaszu, co może nie jest szczególnie niszowe, ale jednak niesie ze sobą pewne ograniczenia. Tyczy się to przede wszystkim formatu – i rzeczywiście Mai Ta najczęściej decyduje się na miniatury. Nieprzypadkowo zresztą korzystają z tej techniki głównie ilustratorzy, podczas gdy malarzom gwasz służy przede wszystkim do tworzenia szkiców pod obrazy olejne.

Jeśli prześledzimy jej twórczość, która nie sięga szczególnie daleko (najstarsze prace, jakie znajdziemy w portfolio na jej stronie, pochodzą z 2018 roku), bez trudu dostrzeżemy też kierunek, w którym Mai Ta się rozwija. Pierwsze prace mocno zakorzenione są w kulturze wschodu – stylistycznie i kontekstowo. To też w dużej mierze ilustracje. Z biegiem lat jej przekaz staje się jednak coraz bardziej uniwersalny, a malunki podkreślają to minimalistyczną estetyką.

Na przestrzeni lat Mai Ta wyróżniono Gilbert Stone Award (2018) czy Nancy Lee Rhodes Roberts Scholarship Award (2020). Jej pozycja w świecie amerykańskich ilustratorów stale rośnie. Co jednak ważne, prace Ta wielokrotnie uczestniczyły też w wystawach – między innymi w MoMA PS1. Głośno zrobiło się o niej pod koniec 2019 roku, gdy zachwyciła serią “I set the Moon on Fire because She wouldn’t Wake Up”. To bodaj najbardziej malarska spośród wszystkich serii jej autorstwa. W zeszłym roku pełen uczuć i wszechobecnej niepewności przekaz wzmocniło jeszcze mroczne “She bloomed at the Dead of Night”. Ta niewielka seria jest natomiast swoistym łącznikiem między starą Mai Ta a fascynującą, minimalistyczną serią “Moonchaser”. Ta ostatnia pokazuje zresztą, jak świadomą artystką stała się Ta – przekuwając swoje doświadczenia w sztukę.

Więcej prac Mai Ta znajdziecie na jej stronie, ale też w galeriach. Spora część dzieł znalazła już nabywców i, kto wie, może za kilkanaście lat okażą się one doskonałymi inwestycjami. Zainteresowanych odsyłam więc także do Artsy, gdzie wciąż można nabyć niektóre z obrazów Wietnamki.

Autor artykułu
More from Damian Halik

Czym jest Quibi i dlaczego startuje u progu kryzysu?

W momencie, gdy niezależnie od szerokości geograficznej firmy z większości branż liczą...
Czytaj wiecej