Małe kobietki – recenzja

Czy można zekranizować książkę po raz ósmy i jednocześnie zachować tą ekranizacją świeżość opowieści? Greta Gerwig i jej „Małe kobietki” udowadniają, że jak najbardziej.

Powieść Louisy May Alcott Małe Kobietki to klasyka nie tylko amerykańskiej, ale i światowej literatury. Wydana po raz pierwszy w 1868 roku została do dziś przeczytana przez miliony czytelników na całym świecie. Stała się inspiracją dla wielu pokoleń kobiet. Pomimo tego, że jest to powieść dla wszystkich, to zdecydowanie właśnie kobiety najcelniej odbiorą jej przesłanie – i nie ma w tym oczywiście niczego złego. Osobiście nie znam innego dzieła literackiego, które byłoby tak wielokrotnie ekranizowane. Dlatego też obawiałem się, że najnowsza wersja tej klasycznej opowieści, Małe Kobietki nie wniesie nic nowego do przedstawienia historii. Myliłem się.

Greta Gerwig, aktorka, reżyserka i prywatnie życiowa partnerka Noaha Baumbacha, która stoi za tym projektem, zaangażowała do jego realizacji prawdziwy dream team młodych aktorek, które sprawdziły się w swoich rolach wprost fenomenalnie i zapewne to ich twarze będą od dziś widzieć wszyscy, którzy zabiorą się do czytania powieści.

W role sióstr March wcieliły się: Saoirse Ronan (nominowana za tę rolę do Oscara), Emma Watson, Florence Pugh (tu również pojawiła się nominacja) i Eliza Scanlen, którą możemy znać z serialu HBO Ostre przedmioty. W filmie wystąpiła również Laura Dern, Meryl Streep oraz Timothée Chalamet. To oczywiście nie wszyscy, ale trzeba przyznać, że już na papierze obsada prezentuje się znakomicie – a finalnie wypada jeszcze lepiej.

Małe kobietki to ponadczasowa historia o siostrzeństwie, rolach kobiet w społeczeństwie i spełnianiu marzeń.

Pomimo tego, że powieść ma już ponad 100 lat, a od czasów jej pierwszego wydania wiele się zmieniło, to odnoszę wrażenie, że jej tematyka dawno nie była aż tak aktualna. Wszak nierówność płci wciąż jest faktem i choć sytuacja ta dalej się zmienia, to trzeba o tym temacie mówić głośniej. Dlatego cieszy mnie fakt, że ową historię mogła opowiedzieć Greta Gerwig, którą bardzo sprawinie potrafi opowiedzieć historię o kobietach, z perspektywy kobiet i dla kobiet – oczywiście nie tylko. Bo pomimo tego, że teoretycznie nie jestem „grupą docelową” tej opowieści, dobrze się czułem jej doświadczając. W odbiorze całości pomagają również znakomite kostiumy (co spotkało się z uwielbieniem Akademii i nagrodzona została za nie Jacqueline Durran), a także scenografia i muzyka, którą napisał Alexandre Desplat.

Pomimo tego, że film nie wprowadził mnie w stan zachwytów, niezwykle cieszę się, że powstał. Małe kobietki otrzymały nowy, świeży głos, który może trafić przede wszystkim do młodego pokolenia. W przystępny i ciepły sposób przekazuje wartości, które powinny być normą w naszym świecie. Raczej nie będę wracał do tego filmu często, ale na pewno kiedyś zrobię sobie jego drugi seans. I planuję przeczytanie powieści. Jestem też niezwykle ciekaw, jaki będzie kolejny projekt Grety, która po raz kolejny była nominowana do Oscara za reżyserię i pomimo tego, że nie otrzymała jeszcze tej statuetki, to już zapisała się na kartach historii, będąc jedną z niewielu kobiet, które otrzymały taką nominację – a jej się udało to dwukrotnie.

Autor artykułu
More from Jan Urbanowicz

Kosmici kontratakują

Roland Emmerich to reżyser, którego filmy albo się kocha pomimo wszystkich ich...
Czytaj wiecej