MALTA (I GOZO)

Dwejra
Dwejra
Dla tych z Was, którzy Maltę znają, może to konstatacja nieco naiwna, ale zaryzykuję. Malta jest moim zdaniem fantastyczna, spędziłem tam Święta i przywiozłem jak najlepsze wrażenia. Mogę sobie co prawda wyobrazić, co tam się dzieje w sezonie, skoro w grudniu główny deptak Valletty bywał trudny do przejścia z powodu liczby turystów, ale… - podobno ten tłum zjeżdżający na wyspę (wyspy właściwie) JAKOŚ się równomiernie rozkłada. Sprawdzę kiedyś, tymczasem z czystym sumieniem polecam zimowy wypad nad Morze Śródziemne.

Dlaczego Malta? Powodów jest wiele, począwszy od pogody, zdecydowanie lepszej i mimo wszystko bardziej przewidywalnej niż u nas, nie tylko zimą, poprzez bardzo tanie teraz bilety lotnicze i tańsze niż w sezonie hotele, po – wciąż sensowne ceny na miejscu, o atrakcjach, łatwości zwiedzania i bardzo sympatycznych, gościnnych i dumnych ze swojego niewielkiego kraju – mieszkańcach także nie zapominając.

Podróż w „ nieznane”

Pierwszym celem naszej podróży było jednak Gozo, ta i mniejsza i mniej znana maltańska wyspa, która zostaje ostatnio – jak czytam ze dumnieniem – „odkrywana” przez świat, tak, jakby leżała w kompletnie innym kosmosie. Tymczasem prom pokonuje odległość między wyspami w pół godziny i kosztuje w obie strony niespełna 5 euro. Cóż, ludziom po prostu się nie chce tam jechać, bo to „rwetes”, nie wiedzą, co tracą. A Gozo jest po prostu bardzo piękne. Mieszkamy w apartamencie w centrum starówki w Rabacie (zwanym też Viktorią, stolica wyspy), przy wąziutkiej uliczce, która służy tylko jako chodnik, ledwo się tam rower zmieści, uliczce, która i w świetle lamp wieczorem i oświetlona zimowym słońcem, jest niesłychanie fotogeniczna. Tuż obok – Plac Świętego Jerzego z knajpami serwującymi w jakiejś śmiesznej cenie na śniadanie miejscowe wypieki na słodko i na słono, a do nich – herbatę z mlekiem, którą już pijałem do końca wyjazdu. Wieczorem natomiast odkrywamy niepozorną restauracyjkę nieopodal dworca, gdzie barman szykuje dla nas ogromy talerz miejscowych przysmaków – wędliny, sery, oliwki i pomidory, to wszystko pałaszujemy w towarzystwie miejscowego wina. To także jedno z piękniejszych wspomnień z tego wyjazdu, cóż, nie ukrywam, że jedzenie jest dla piszącego te słowa jednym z najważniejszych elementów udanego urlopu.

uliczka w starym Rabacie
uliczka w starym Rabacie

Wyspa, która zachwyca

Nad miastem wznosi się – widoczna z każdego chyba miejsca wyspy – cytadela, wpisana na listę światowego dziedzictwa Unesco i warta zobaczenia choćby dlatego, że rozciągają się z niej piękne widoki i dlatego, że była zamieszkana już 3 tysiące lat przed naszą erą, a że jest w znakomitym stanie, warto więc spędzić ta choćby jedno przedpołudnie. A potem – co kto lubi, na Gozo są miejsca i do leniuchowania i do zwiedzania. Dla tych, którzy zdecydowali się przybyć na wyspę na jeden tylko dzień, przygotowano autobusy hop-on hop-ff, które obwożą turystów po wszystkich godnych zwiedzenia miejscach. My decydujemy się na skorzystanie ze świetnie działającej komunikacji autobusowej, której hubem jest dworzec autobusowy w centrum miasta. Na wielu liniach, szczególne tych łączących Rabat z najmniejszymi miejscowościami, autobusy kursują dość rzadko, ale są punktualne, darmowy Internet i przejrzysta strona transportu miejskiego bardzo taką formę zwiedzania ułatwiają. Postanowiliśmy zobaczyć niesłychanie fotogeniczny kościół Ta’Pinu, leżący może nie tyle na odludziu, co nieco na uboczu, także widoczny z właściwie każdego miejsca wyspy, popołudnie zaś spędzamy w Dwejrze, najbardziej chyba obfotografowanym miejscu całego kraju, z faktycznie nieziemskimi formacjami skalnymi, z wysokim klifem, Lazurowym Oknem, niestety już przez naturę zburzonym, ale wciąż przyciągającym zwiedzających. Miejsce faktycznie bardzo tam pięknie, podobnie jak w położonej na północy wyspy Wied Il-Ghasri, wąwozie morskim z nieprawdopodobnie szmaragdową wodą, podobno latem nie można tam wcisnąć nawet szpilki. Równie popularny jest w sezonie najbardziej znany maltański kurort – Malsarforn, ale to miejsce akurat urodą nie grzeszy, można sobie darować.


Kościół Ta’Pinu

A dla tych, którzy utracili kontakt z magią Świąt i chcieliby sobie przypomnieć, jak to jest, wizyta obowiązkowa w… Betlejem. Otóż odtworzono na Gozo miasteczko Betlejem, na miejscu są warsztaty rzemieślnicze, piekarnie, targ, porządku pilnują rzymscy legioniści, jest stajenka z żywymi zwierzątkami (od osiołków po świnki morskie), jest wreszcie Maria z Józefem, pozujący z Dzieciątkiem do zdjęć wyraźnie poruszonym i zaskoczonym turystom.

scena z Betlejem
scena z Betlejem

Cdn.


More from Rafał Turowski

Wrocławski Jubileusz

Urodzinowym spektaklem Teatru Polskiego w styczniu 2016 będzie Wyzwolenie Stanisława Wyspiańskiego w...
Czytaj wiecej