The Podróż 8 – Maputo International Airport

Kolejny etap naszej podróży to Mozambik. Lot z Johannesburga do Maputo trwa zaledwie godzinę.

Od niedawna, w celu zwiększenia bardzo tu potrzebnego ruchu turystycznego, wprowadzono w Mozambiku możliwość załatwienia wizy do tego kraju na lotnisku i niektórych granicach lądowych, tzw. visa-on-arrival. Jest to możliwe pod pewnymi warunkami oczywiście. Generalnie – oficer na granicy musi mieć pewność, że kraj opuścimy w terminie i nie przyjechaliśmy do pracy z wizą turystyczną, co zresztą w tym kraju dla białego nieportugalskojęzycznego odwiedzającego może być dość trudne.

No i nie w „dawnej” Wielkiej Brytanii, gdzie urzędnicy na Heathrow czy w Dover słynęli ze swojej nieugiętej postawy, nie w USA, ale właśnie w Maputo dość niezamierzenie stałem się bohaterem spektaklu „nie damy ci wizy i co nam zrobisz”. A oto krótkie streszczenie tego dramatu:

Po wylądowaniu podchodzimy do okienka wizowego z wypełnionym kwestionariuszem i banknotem 100 USD w ręku – za 2 wizy.

– Bilet powrotny? – pyta niesympatyczna Immigration Officer, nie patrząc w oczy.
– Nie mamy. Jedziemy lądem do Malawi.
-What????

Nasze paszporty zostają odłożone. Na miejscu zjawia się zaś kierowniczka, jeszcze groźniejsza od swojej podwładnej, z pytaniami i jakąś pretensją – a dokąd jedziemy, a po co, jak, gdzie będziemy spać, kiedy wyjeżdżamy, ile mamy pieniędzy itp. itd. Chyba sensownie odpowiadałem, bo zgodnie z prawda. Ale – nie, to nie zadziałało.

– No return ticket, no visa. Kropka. Następnie pani dokładnie analizuje przez telefon z kimś „z góry” nasze paszporty. Russia, Ethiopia – mówi, dokładnie ogląda karty kredytowe, legitymację dziennikarską, plan podróży, a następnie oznajmia:

– No return ticket, no visa. You’ll be returned to South Africa.

I tak sobie siedzimy w foyer, z nami także również niewpuszczona nieszczęsna Brazylijka (nieco podobna do Izaury). Urzędnicy się przechadzają wokół ze smutnymi uśmiechami, samoloty przylatują, odlatują, my czekamy, niespecjalnie wiadomo po co i na kogo.

Nagle – niczym pomysłowy Dobromir – wpadam na pomysł zażądania widzenia z menadżerem. I istotnie zostaję postawiony przed jego obliczem, kompleksją swą wzbudza ów urzędnik w pracownikach i interesantach szacunek, widać, że to jeden z takich facetów, z którymi naprawdę nie ma żartów.

– Can I explain our situation, sir? Łaskawe skinięcie głowy.

I opowiadam o tych wakacjach – dzień po dniu, przelot po przelocie, hotel po hotelu, i że potem do Malawi, a teraz na Isle of Mozambique, i tak dalej i dalej. Dobre pół godziny sobie gaworzyliśmy, głównie ja.

– Wait. Znów godzina czekania, gdyż obiad, a to świętość (jem przecież), i następne spotkanie z bossem, tym razem o życiu prywatnym, moim, nie jego naturalnie. Może chce łapówkę – myślę przez chwilę, no ale drzwi do gabinetu są otwarte, chyba by tak ostentacyjnie nie ryzykował? Nie wiadomo.

– To wszystko, co mówisz, ma sens, ale… nigdy przedtem czegoś takiego nie zrobiłem – mówi „nasz” szef raczej do siebie. Are you a journalist? – pyta nagle. Yes, I am (choć przyznawanie się do tego na granicy państw afrykańskich nie jest najlepszym pomysłem, mój zawód raczej wzbudza podejrzenia). Podaję legitymację, która znika na dobre pół godziny, ale wraca i oto po 5 czekania godzinach ta sama urzędniczka wbija wizy, tym razem z promiennym uśmiechem na twarzy, jakbyśmy się znali i przyjaźnili od lat.

Dzień dobry Maputo!

Po odbiorze bagaży idziemy do lotniskowego biura mozambickich linii lotniczych potwierdzić dalszy lot do Nacali. I tu nas spotyka niespodzianka, gdyż nasza rezerwacja została… skasowana. Otóż byliśmy na liście pasażerów lotu powrotnego do RPA, o czym nikt nie raczył nas uprzedzić. Skonfundowani pracownicy linii musieli odtwarzać te skasowane rezerwacje, co było trudne, gdyż samolot był pełen. Ale i z nami żartów nie ma, więc jakoś wszystko się udało, choć musiałem użyć ździebko podniesionego głosu.

Dopiero później pewien Singapurczyk podał mi adres strony, na której za kilka USD można sobie założyć fejkowe rezerwacje lotnicze, WŁAŚNIE PO TO, żeby takich sytuacji na granicach uniknąć. Nie lubię zabawy w kotka i myszkę, wydawało mi się, że logika zwycięży, ale niestety często brakuje jej w przepisach imigracyjnych, na wielu granicach, wcale nie tylko afrykańskich.

More from Rafał Turowski

Gdzie pojedziecie na wakacje w 2017?

Tak, wiem, dopiero listopad, a wakacyjne plany podejmujemy albo późną wiosną, albo...
Czytaj wiecej