Medal w zasięgu ręki polskich siatkarzy

Wilfredo Leon
Polscy siatkarze podczas Mistrzostw Europy, źródło: cev.eu
Wygrywanie naszym siatkarzom w nawyk weszło już jakiś czas temu. Teraz coraz pewniej kroczą ku krążkowi Mistrzostw Europy, a na medal tej imprezy nasza siatkówka czeka od 2011 roku.

Jeżeli spojrzymy na historie, ciekawostką jest fakt, że nasza reprezentacja więcej razy wygrywała Mistrzostwa Świata (trzy razy) od europejskiego czempionatu (raz). Za to pomiędzy 1971 rokiem a 1983 aż pięciokrotnie zdobywali srebrny medal, za każdym razem przegrywając w finale z ZSRR.

Czas napisać nową historię

Teraz Polacy są w ścisłym gronie faworytów do końcowego triumfu. W fazie grupowej nasi zawodnicy musieli zmierzyć się z Estonią, Czarnogórą, Czechami, Ukrainą oraz Holandią – współgospodarzem turnieju. Ku zaskoczeniu kibiców i ekspertów nasi stracili seta w pierwszym meczu z niezbyt mocną Estonią, ale wygrali mecz 3:1. W kolejnych meczach demolowali rywali po 3:0 i z kompletem zwycięstw awansowali do najlepszej szesnastki.

W 1/8 finału biało-czerwoni znowu zagrali jak z nut. W drugim secie pokonując Hiszpanów aż 25-13. Zdecydowane zwycięstwo pozwoliło na awans do ćwierćfinału, gdzie czekała reprezentacja Niemiec. Chociaż w naszym kraju siatkówka jest znacznie popularniejsza, to już nie raz zachodni sąsiedzi potrafili napsuć nam krwi w ważnych meczach. Tak też było od początku spotkania w Apeldoorn.

Poważniejszy sprawdzian

Niemcy wysoko zawiesili poprzeczkę. Gra szła punkt za punkt, a nawet kilkukrotnie wychodzili na prowadzenie nasi rywale. Jednak gdy nasi w drugiej połowie seta przejęli inicjatywę, to udało im się z przewagą sześciu punktów wygrać tę partię. Drugi set również pod dyktando naszych graczy. Natomiast trzeci set, który mógł być dla nas decydujący pomimo przewagi, z perspektywy kibica mógł stać się nieco nerwowy. Na szczęście zawodnicy szybko rozwiali wątpliwości i nie pozostawili złudzeń kto jest lepszy.

Tym samym nasi meldują się w najlepszej czwórce i wszyscy kibice zaczynają już śmiało liczyć na medal, nawet ten z najcenniejszego kruszcu – jak dziesięć lat temu. Tym większe wrażenie robi fakt, że Polacy nie grają na tym turnieju w najmocniejszym składzie. Ja wciąż najbardziej liczę, że szczyt możliwości nadejdzie za rok w Tokio, ale póki co zagramy o finał ze Słowenią.

Autor artykułu
More from Kamil Jabłczyński

Co to BIA i dlaczego warto spróbować?

Rozwiązanie to może się przydać zarówno osobom, które chcą zmienić swój wygląd,...
Czytaj wiecej