Mike Brodie, czyli każda podróż kiedyś się kończy

A Period of Juvenile Prosperity, Mike Brodie
5126 z albumu "A Period of Juvenile Prosperity" (2013), fot. Mike Brodie
"Nie chcę być sławny, ale mam nadzieję, że ta książka zostanie zapamiętana na zawsze" – tak Mike Brodie zakończył posłowie swojego debiutanckiego albumu, będącego jedną z najważniejszych publikacji fotograficznych ostatniej dekady. Dziś twórczość Polaroid Kidda wraca ze zdwojoną siłą.

Życie włóczęgów może być na równi smutne, jak i fascynujące. Tam, gdzie jedni widzą smród, brud i ubóstwo, a drudzy problemy i efekt złych decyzji życiowych, jest też miejsce na coś innego: wolność. Jej idea – często niedostrzegana pod grubą warstwą brudu – niezmiennie pozostaje jednak głównym powodem trwania w tym stanie. Wszelkie procesy kryjące się za decyzją o porzuceniu domu i życiu na marginesie są wdzięcznym materiałem dla psychologów. Ludzka natura zawsze bowiem prowadzi do tworzenia mniej lub bardziej złożonych więzi społecznych – nie inaczej jest wśród wagabundów. Po tym, jak jednym z najgłośniejszych filmów ostatniego roku okrzyknięty został “Nomadland”, temat społeczności eksploatujących ideę wolności do granic odbił się szerokim echem. Nic więc dziwnego, że i Mike Brodie ponownie zyskał na popularności.

Jak w amerykańskich filmach

A Period of Juvenile Prosperity, Mike Brodie
3018 z albumu “A Period of Juvenile Prosperity” (2013), fot. Mike Brodie

Oczywiście historie włóczęgów, choć nieraz podobne, nigdy nie są wtórne. Każdy z nich miał kiedyś miejsce zwane domem, część miała też rodziny, a niektórzy nawet poważane stanowiska. To nie czas i nie miejsce na filozofowanie, ale faktem jest, że wielu z nich nie wybrałoby powrotu, nawet gdyby mogli. Są jednak i tacy, którzy – w przeciwieństwie do bezdomnych – po prostu ruszyli w świat jako zbuntowane dzieciaki. Po wszystkim jednak potrafili wyciągnąć ze swej podróży życia lekcję i wrócić do społeczeństwa. Nie mnie oceniać, czy słusznie.

Mike Brodie jest przykładem właśnie takiego odzyskanego przez społeczeństwo wagabundy, a przy tym człowiekiem, któremu udało się udokumentować życie tego typu wspólnot. Fascynacja kulturą punkrockową i obracanie się wśród przedstawicieli tej subkultury z pewnością zwiększyły jego wrażliwość na poszukiwanie alternatywnych ścieżek. Jak jednak wspominał w jednym z wywiadów, tak naprawdę do podjęcia radykalnych kroków skłoniła go jedna sytuacja.

A Period of Juvenile Prosperity, Mike Brodie
3069 z albumu “A Period of Juvenile Prosperity” (2013), fot. Mike Brodie

W 2003 roku jak gdyby nigdy nic siedemnastoletni Mike zmywał naczynia, gdy zobaczył scenę niczym ze starych filmów. W wagonie towarowym przejeżdżającego pociągu dostrzegł bowiem ludzi. Ten sposób przemierzania Stanów Zjednoczonych przez dziesięciolecia obrósł niemalże legendą. Choć freighthopping (dosłownie: wskakiwanie do wagonów towarowych) jest nielegalny, a przy tym niebezpieczny, jest w nim coś romantycznego. Podróżują tak najczęściej jednostki bądź niewielkie grupy, ale nawiązane przyjaźnie nieraz potrafią popchnąć historię na nieoczekiwane tory.

Dzieciak z aparatem

Mike Brodie, Wikimedia Commons
Mike Brodie, fot. Wikimedia Commons

Brodie nie od razu rzucił wszystko, by pobiec za wspomnianym pociągiem. Gdy jednak skończył osiemnaście lat, opuścił Pensacolę na Florydzie i – niczym widziani kilka miesięcy wcześniej freight hopperzy – ruszył na przygodę życia. Przez kolejne cztery lata przemierzał w ten sposób Stany Zjednoczone, poznając niezliczonych ludzi. Jeden z nich podarował mu starego Polaroida SX-70 – przy jego pomocy Mike Brodie opowiedział historię niejednego włóczęgi. To właśnie stąd wziął się też późniejszy przydomek fotografia – Polaroid Kidd. Co ciekawe, choć przydomek ten ciągnie się za nim do dziś, przez zdecydowaną większość czasu artysta posługiwał się Nikonem F3. Wszystko przez zaprzestanie produkcji filmów SX-70 przez Polaroida na przełomie 2005 i 2006 roku.

A Period of Juvenile Prosperity, Mike Brodie
915 z albumu “A Period of Juvenile Prosperity” (2013), fot. Mike Brodie

Obracając się wśród fraight hopperów, włóczęgów, bezdomnych i squattersów, raczej trudno poznać ludzi, którzy mogliby rozkręcić czyjąś karierę. Mike Brodie miał jednak szczęście, w pociągu do Oakland poznał bowiem Paula Schieka – założyciela niezależnego wydawnictwa TBW Books. Już wówczas młody fotograf miał na koncie kilka wystaw, a wraz ze Schiekiem złożył swoje dwa pierwsze i – jak się okazało – jedyne albumy. Te jednak doczekały się premier dopiero w 2015 i 2013 roku. Mike Brodie nie był już wówczas nawet fotografem-amatorem, ale stał się ikoną.

Mike Brodie rzucił zarówno tułaczkę, jak i fotografię

A Period of Juvenile Prosperity, Mike Brodie
1064 z albumu “A Period of Juvenile Prosperity” (2013), fot. Mike Brodie

Może się to wydać dziwne, ale Polaroid Kidd nie tylko nie zamierzał w nieskończoność tułać się po Stanach, ale też nie wiązał swojej przyszłości z fotografią. Jego podróż trwała cztery lata, owocując setkami wyrazistych, klimatycznych i do bólu szczerych kadrów dokumentujących życie wagabundów. Gdy jednak w 2008 roku wysiadł na ostatnim przystanku, z miejsca zaczął odrabiać stracone lata. Poszedł do koledżu, znalazł też żonę. Do dziś niezmiennie związany jest z koleją – pracuje w Union Pacific jako mechanik, jego żona jest natomiast konduktorką.

Nim twórczość Brodiego zdobyła szerokie uznanie, ten zdążył się więc ustatkować. Opublikowany w 2013 roku album “A Period of Juvenile Prosperity” okazał się jednak przełomowym dziełem w historii amerykańskiej fotografii. Ujętymi w nim pracami zachwycali się zarówno krytycy, jak i inni fotografowie. W samych superlatywach wypowiadały się o nim takie tuzy jak Martin Parr czy Gerry Badger. Nieco przewrotne jest to, że tak naprawdę w APOJP zebrane zostały dojrzalsze prace Polaroid Kidda. Jego pierwsze, polaroidowe dzieła doczekały się publikacji dwa lata później w tomie “Tones of Dirt and Bone”. Ten nie wywołał już takiego poruszenia, ale to bez znaczenia. Mike Brodie dawno już nie parał się fotografią…

15186 (Untitled), fot. Mike Brodie

A przynajmniej tak wszystkim powtarzał. Dopiero niedawno przyznał w rozmowie z Thomasem Gortonem, że być może nieco przesadził. Rzeczywiście powiedział kiedyś, że skończył z fotografią, ale mimo to aparat zawsze ma gdzieś w pobliżu. Po prostu nie chciał stać się zawodowym artystą, nie będąc nawet pewnym, czy jest już artystą, czy tylko człowiekiem robiącym zdjęcia – dlatego postanowił się odciąć. Dopiero po czasie dotarło do niego, że nie ma w tym niczego złego. Dziś, choć już bez głośnych albumów i zachwytów krytyków sztuki, Mike Brodie ponownie chwycił za aparat. Na jego stronie znajdziecie zarówno zdjęcia, którymi zapisał się w historii amerykańskiej fotografii, jak i nowsze prace.

Kiedy widzę przejeżdżający pociąg, zawsze to czuję. Nie wiem, co to jest – to po prostu intrygujące odczucie. Idea wolności i przygoda… To niesamowite, bardzo amerykańskie uczucie.

– Mike Brodie

Autor artykułu
More from Damian Halik

Ferran Adrià wydaje kolejną książkę

El Bulli przez lata kreowało gastronomiczną rzeczywistość, wyznaczając trendy i kierunki rozwoju branży...
Czytaj wiecej