Mistrz przegrywa w skandalicznych okolicznościach

Głowacki
Krzysztof Głowacki na deskach w Rydze, źródło: Super Express
Jeżeli myśleliście, że w XXI wieku do jawnego oszustwa w sporcie na najwyższym poziomie nie dochodzi, to byliście niestety w błędzie.

W ubiegłą sobotę Krzysztof Głowacki (mistrz świata federacji WBO, kategoria junior ciężka) stoczył walkę z Mairisem Briedisem w ramach II edycji Turnieju World Boxing Super Series. I chociaż boks nie jest najpopularniejszym sportem w naszym kraju, to w serwisach sportowych często można przeczytać o walkach naszych reprezentantów.

Tym razem jednak doszło do skandalu, którego echa obiły się na całym świecie. Walka odbyła się w stolicy Łotwy – Rydze, gdzie reprezentanta gospodarzy wspierały tłumy fanów. Jak się okazało, nie tylko oni byli jednak przeciwko Polakowi. Prawda, to nasz pięściarz jako pierwszy popełnił błąd, a właściwie faul uderzając Łotysza w tył głowy. Sędzia (w tej roli 74-letni Robert Byrd) nie upomniał jednak naszego boksera, nie ukarał ujemnym punktem, a pozwolił kontynuować walkę.

Dosłownie po chwili w rewanżu otrzymał cios łokciem w twarz!

Zwyczajnie niesportowe zachowanie powinno zakończyć walkę na korzyść Polaka. A jednak. Sędzia zabrał Łotyszowi punkt, a naszemu zawodnikowi zarzucił symulowanie… Z tego powodu zamiast 5 minut regulaminowo przyznawanych na dojście do siebie, kazał mu wstać, inaczej będzie liczenie i koniec walki przez KO. Nokaut przez cios łokciem w twarz?

Głowacki wstał, ale ewidentnie zamroczony nie mógł kontynuować walki na takim poziomie i intensywności, jak do tej pory. Jest końcówka drugiej rundy, Briedis zaczyna okładać Polaka, słychać gong kończący rundę, a sędzia nie reaguje. Podopieczny trenera Fiodora Łapina upadł, a tymczasem do ringu wskoczył trener Łotysza.

I tu sędzia znowu popełnia karygodny błąd.

De facto nie zakończył rundy, a więc trener nie miał prawa wejść do ringu, co powinno oznaczać walkower na rzecz Polaka. Byrd tymczasem liczył Polaka, doliczył do dziesięciu i pokazał gest charakterystyczny dla końca walki przez nokaut… ale nie przeszkodziło mu to nakazać rozpoczęcia trzeciej rundy!

Niestety ta okazała się dla Polaka ostatnią. Kibice wraz ze sztabem i zawodnikiem gospodarzy zaczęli świętowanie. Krzysztof długo nie wychodził z szatni, a gdy wyszedł, przeprosił kibiców. Przerwał mu jednak trener Łapin, mówiąc, że nie ma za co, bo został oszukany. Problemów z całą sytuacją nie miał jednak reprezentant gospodarzy.

Przyznał, że słyszał gong, a nadal bił Polaka.

Walka półfinałowa kończy się zatem nie tylko niesmakiem, ale strasznym skandalem. W finale Briedis zmierzy się z Yunierem Dorticosem. No właśnie, zmierzy się? Wszystko wskazuje, że tak, chociaż broni nie składa sztab Polaka, protest jako nadawca złożyło TVP, a decyzje skrytykowało wielu ludzi ze świata boksu, a także choćby aktualny mistrz UFC.

Powtórzenie walki lub uznanie wygranej naszego reprezentanta przez walkower jest jednak bardzo mało prawdopodobne. Najpewniej ukarany zostanie sędzia… przesunięciem na emeryturę.

Autor artykułu
More from Kamil Jabłczyński

Opaski fitness: przydatny gadżet czy ekstrawagancja?

Ostatnio w reklamach kontekstowych, które często pojawiają się nam chociażby w social...
Czytaj wiecej