Mój dojrzały wiek, a sprawa irańska

Dlaczego takich wrażeń nie miałem wtedy, 16 lat temu? Czy to Iran się zmienił czy też ja się zestarzałem?

16 lat temu spędziłem dwa tygodnie w Iranie. Były to wakacje życia, wróciłem… na skrzydłach, rozentuzjazmowany, zachwycony, rozedrgany… W tym roku – by skonfrontować moje wspomnienia ze współczesnością – ponownie wybrałem się do Iranu. Tym razem jednak wróciłem – z jednej strony z głową pełną wrażeń, z drugiej jednak – ździebko skwaszony, trochę rozgoryczony  i… nieco  wyprowadzony z równowagi.

Żeby nie było jakichkolwiek nieporozumień – do Iranu warto jechać. Podobno wkrótce ma ruszyć bezpośrednie połączenie lotnicze z Warszawy do Teheranu, będzie więc łatwiej się tam dostać, kraj jest bardzo ciekawy, a perskie miasta – Esfahan, Yazd czy Bam – są bajkowe, podobnie jak choćby ogrody w Mahanie. Wreszcie wbrew obiegowym opiniom – Iran jest krajem bardzo bezpiecznym.
Postanowiłem jednak napisać o paru drobiazgach utrudniających podróżowanie po Iranie, mam bowiem wrażenie, że ta łyżeczka dziegciu w miodzie czytanych przeze mnie w necie relacji z Iranu, po prostu pomoże turyście z plecakiem odbyć względnie bezproblemową podróż po tym kraju.

Po pierwsze – warto nauczyć się perskiego. Choćby podstaw, a już na pewno liczebników i cyfr. Znalezienie kogoś mówiącego po angielsku na dworcu autobusowym, kolejowym czy w biurze podróży wcale nie jest oczywiste. Kilkakrotnie zostałem w takich miejscach poinformowany, że “no english” i… państwo zajęli się swoimi sprawami, z przeproszeniem – olewając mnie dokumentnie. (Kobiety zaś wpadały w chichot, co potraktowałbym jedynie jako niegrzeczność, gdyby nie fakt, że taka sytuacja zdarzyła się kilkukrotnie, gdy zwracałem się z jakimś pytaniem czy problemem. Może też być tak, że w oczach Iranek wyglądam wyjątkowo zabawnie, bądź też uznały za dowcipne że spodziewam się, że znają angielski. Nie wiem.).

Po drugie – aktualny przewodnik po Iranie nie istnieje. Miałem najnowszą wersję Lonely Planet, a i tak informacje tam zawarte (i to wcale nie o cenach, które oczywiście się zmieniają) były dojmująco nieaktualne.

W związku z powyższym –

Po trzecie – planowanie podróży po Iranie właściwie nie jest możliwe. Z powodu sankcji loty irańskich przewoźników nie są dostępne w systemach rezerwacyjnych ani w Internecie. Owszem, można je zabukować mailowo poprzez miejscowe biura podróży, te jednak wymagają wcześniejszej zapłaty przelewem na swoje konta europejskie (na irańskie z powodu sankcji przelewać nie można, nie można też płacić europejskimi kartami). Ponadto – Irańczycy dużo podróżują, miejsca w samolotach są wyprzedane na tygodnie naprzód, w pociągach również. Więc nawet na miejscu kupując bilety w biurze podróży najprawdopodobniej będziemy musieli nasze plany weryfikować po prostu – z braku miejsc. Zostają autobusy, faktycznie tanie, dość często kursujące, ale i w tym wypadku kupienie biletu z dnia na dzień może być problematyczne, szczególnie w najpopularniejszych kierunkach. Rada na zwiedzanie Iranu – nieco zainspirowana najnowszym Twardochem – Let the boat sail…

Foto: Rafał Turowski, Iran

Po czwarte – Iran nie jest tani. Był bajecznie tani 16 lat temu, dziś ceny mogą dość nieprzyjemnie zaskoczyć. W Shirazie czy Esfahanie pokój hotelowy za 40 USD za dobę będzie miejscem brudnym z okropną łazienką i takimż śniadaniem. Za nieco znośniejszy standard zapłacimy około 100 USD. Restauracje potrafią mieć ceny warszawskie, grosze kosztuje natomiast jedzenie na ulicy – fast foody itd, jest ono jednak najczęściej niejadalne. Tanie są taksówki, problem polega na tym, że irańscy taksówkarze potrafią oszukiwać strasznie. Ze wstydem przyznaję, że nawrzeszczałem na taksówkarza, który wiózł mnie za (umówione!) 9 tysięcy tomanów, a wziął 10 i nie chciał wydać reszty. Wiem, to kilkadziesiąt centów, ale chodziło o zasadę. Bardzo tania jest kolej, a przelot po Iranie kosztuje od 50 do 100 USD w jedną stronę. 16 lat temu płaciłem za lot dolarów 8.

Po piąte – również z powodu sankcji flota irańskich linii lotniczych (poza nielicznymi wyjątkami) jest – mówiąc delikatnie – nie nowa. Co prawda radzieckie tupolewy zostały wycofane, ale leciałem do Duszanbe boeingiem 727, mającym co najmniej 40 lat, który to model nie jest już dopuszczany do eksploatacji w większości krajów świata. Z duszą na ramieniu odbyłem tę podróż, niepotrzebnie, zabytkiem owym leci się komfortowo, ale… wolałbym, żeby samolot był młodszy ode mnie – jeśli nie jest to zbyt roszczeniowa postawa.

Po szóste wreszcie… – nie wiem, jak to ładnie napisać, ale… odniosłem wrażenie, że znaczna część Irańczyków niezbyt serio podchodzi do swojej pracy. W sytuacji, kiedy musisz coś załatwić, ich dezynwoltura potrafi doprowadzić do rozpaczy. Oto mały przykład – Kerman jest średniej wielkości miastem, które obsługuje jedna para pociągów dziennie. Idę więc do biura podróży, do pani urzędującej zajmującej się wyłącznie sprzedażą biletów kolejowych i pytam o godzinę odjazdu jednego z pociągów. I don’t know – mówi pani. I have to call…

Nie wiem, czy to porównanie jest na miejscu, ale to wszystko razem wzięte przypominało mi Polskę lat 80-tych… Dlaczego takich wrażeń nie miałem wtedy, 16 lat temu? Czy to Iran się zmienił czy też ja się zestarzałem?

Foto: Rafał Turowski, Iran

Autor artykułu
More from Rafał Turowski

U świętego Tomasza

Nowy rok dla tego maleńkiego państewka rozpoczął się zmianami nieledwie rewolucyjnymi. Ale...
Czytaj wiecej