Na weekend… Lwów!

Lwów nigdy nie był tak blisko, jak teraz. Z każdego większego polskiego miasta latają doń low-costy, kilkukrotnie w ciągu dnia także LOT, ceny biletów - jeśli zainteresujemy się nimi wcześniej - są bardzo atrakcyjne, miasto jest piękne, knajp mnóstwo, atrakcji moc. W niedzielę wieczorem na lotnisku, wracając już do domu, będziecie zdumieni, jak szybko tutaj upływa czas…

To była moja piętnasta chyba wizyta we Lwowie i zawsze chętnie tam wracam, bo Lwów to najpiękniejsze miasto Europy. Serio. I z każdą wizytą w tym przekonaniu się utwierdzam. Chciałbym dziś zwrócić Waszą uwagę na nieco inną perspektywę Lwowa – mianowicie – tę widzianą z góry.

Wycieczkę po lwowskich dachach ma w swojej ofercie właściwie każde miejscowe biuro podróży i gorąco ją polecam. Nasza grupa oglądała miasto z dachów trzech kamienic, pani przewodniczka cudowną, biblijną niemal polszczyzną opowiadała o historii, sekretach i skandalikach Lwowa. Do tego pogoda była nieziemska, z powietrzem tak przejrzystym, że wieczorem było widać światła Przemyśla, a zdjęcia wyszły niczym z Photoshopu. Jeśli nie macie czasu albo ochoty na wycieczkę zorganizowaną – możecie się wybrać na kawę do baru na ostatnim piętrze hotelu Dniestr, skąd rozciąga się piękny widok na zachodnią część miasta i na Wysoki Zamek.

Lwów w piękny dzień
Lwów

A kawy – jak to w Galicji – pija się tu hektolitry

Jest znakomita, kafejek są setki, niektóre z nich stanowią przystanek obowiązkowy na drodze turysty, jak choćby połączona z kopalnią (sic!) Manufaktura Kawy w Rynku. Warto tę kopalnię zwiedzić, przy posiadaniu odrobiny umiejętności miękkich można przekonać progeniturę, że tutaj kawę pozyskuje się właśnie w ten sposób. W innej kafejce, obok kamienicy, gdzie urodził się Stanisław Lem, kelner zaproponował mi spécialité de la maison, mianowicie – kawę z serem, twarogiem – mówiąc ściśle. Cóż, trzeba poszerzać horyzonty, zaryzykować… Smak napoju jest jednak dość wyjątkowy, osobny, unikatowy, kubek cieczy tejże jakoś wypiłem, nie mam pewności, czy bym się na drugi zdecydował. Ale na pewno nie napiszę, że to było niedobre, raczej – specyficzne.

Niedaleko Politechniki, kilka przystanków tramwajem od centrum, jest z kolei Kocia Kawiarnia. Miejsce zdecydowanie nie dla uczulonych, bowiem kotów różnej proweniencji, rasowych i kundelków, mieszka tam około 30. Część z nich daje się pogłaskać, niektóre nawet się tego od klientów domagają, ciekawy koncept, koty piękne, acz biznes to niełatwy, kto ma choć jednego sierściucha, ten wie. Kawę podają tam dość standardową.

Restauracje Lwowa to księga jeszcze grubsza

Naprawdę można tu dobrze i obficie podjeść. I napić się też. Smak Pijanej Wiśni nawet dla nieprzepadających za nalewkami śni się po nocach, sprzedają ją na kieliszki w kioskach (nie żebym namawiał, informuję jedynie o pewnych pokusach osoby pełnoletnie, prawda?), a dziesiątki domowych nalewek są do skosztowania u Baczewskich nieopodal Rynku. To jedna z najlepszych lwowskich restauracji, prawie zawsze jest kolejka do wejścia, jednak uwierzcie – warto – nie tylko znakomicie karmi i poi, nie tylko fantastycznie, bez fałszu i zbędnego blichtru odwołuje się do tradycji, ale również jest o jakieś 60% tańsza od swojej siostry w Warszawie.

Do Lwowa można pojechać także na… zakupy.

W okolicach Rynku znajdziecie sklepy z ukraińskim designem, ubrania są niekiedy niesłychanie piękne, pomysłowo zaprojektowane, eleganckie. Można także kupić sobie tradycyjną ukraińską koszulę, taką wyszywaną, zarówno w wersji dla panów jak i pań. Rękodzieło, obrazy, pamiątki są do kupienia na targu naprzeciwko teatru Zańkowieckiej. Ubrania w sklepach drogie, na targu – oczywiście można się targować. Polecam także pchli targ na Ruskiej, tu do kupienia książki z czasów i radzieckich, i współczesnych, po ukraińsku, rosyjsku i polsku, można znaleźć perełki.

Lwów widziany z poziomu dachów
Lwów z poziomu dachów

Jeśli chodzi o noclegi – najbardziej popularne wśród turystów – bo najtańsze – są apartamenty. Ja jednak kolejny raz zatrzymałem się w zbudowanym w 1901 roku hotelu George, bo dają tu znakomite śniadania, bo mieści się w samym centrum miasta, naprzeciwko pomnika Mickiewicza, i – ponieważ nocowała tu cała śmietanka Dwudziestolecia. Kto wie, może na moim łóżku, może w tym samym pokoju spał Boy-Żeleński? Albo Krzywicka? A może oboje?

We Lwowie sezon trwa cały rok. Jedźcie.

More from Rafał Turowski

10 pomysłów na City Break na rok 2018

Kolejny raz zaglądamy do listy sporządzonej przez ekspertów Lonely Planet, tym razem...
Czytaj wiecej